Zostałem pilnie wezwany do szpitala, do chorego Wojciecha C. Pochodził spod Kalisza, miał 70 lat. Aby go ratować, konieczna była natychmiastowa operacja. Lekarze byli już przygotowani, lecz Wojciech powiedział, że najpierw musi się wyspowiadać, gdyż "inaczej się nie godzi". Gdy wchodziłem do sali, spotkałem ordynatora, który prosił, aby spowiedź odbyła się...
"Inaczej się nie godzi"
Zostałem pilnie wezwany do szpitala, do chorego Wojciecha C. Pochodził spod Kalisza, miał 70 lat. Aby go ratować, konieczna była natychmiastowa operacja. Lekarze byli już przygotowani, lecz Wojciech powiedział, że najpierw musi się wyspowiadać, gdyż "inaczej się nie godzi". Gdy wchodziłem do sali, spotkałem ordynatora, który prosił, aby spowiedź odbyła się jak najszybciej, bowiem liczy się każda chwila. Wyspowiadałem chorego, udzieliłem sakramentu chorych w skróconej formie. Był bardzo słaby. Niebawem pielęgniarki zawiozły go na blok operacyjny...
Ślub na łożu śmierci
W niedzielę w godzinach popołudniowych przyszła do mnie córka Józefy O., abym następnego dnia przyszedł do jej bardzo chorej matki. Ponieważ akurat jutro wybierałem się do Włocławka, jeszcze tego samego dnia około godz. 18 udałem się do tego domu. Na samym początku powiedziałem, że najpierw musi zostać załatwiona sprawa ślubu kościelnego. Otóż przed laty, w 1945 r. Józefina otrzymała dekret wdowieństwa z Sądu Biskupiego we Włocławku i zawarła sakramentalny związek małżeński z Józefem O. W niedługim czasie wrócił jej rzekomo zaginiony mąż. Sąd Biskupi uznał drugie małżeństwo Józefiny za nieważne. Po kilku miesiącach jej pierwszy mąż zmarł. Józefina i Józef ślubu nie ponowili, dlatego przypominałem o dopełnieniu tej sprawy. Gdy odwiedziłem ich ponownie, chora przystąpiła do sakramentów św. Wyspowiadał się również jej przyszły mąż (też był chory). Następnego dnia udzieliłem im Komunii św. i w domu pobłogosławiłem ich związek małżeński. Trzy tygodnie później chora zmarła.
Niedoszła samobójczyni
Przywieziono do szpitala młodą dziewczynę, może 16-, może 17-letnią, która zażyła truciznę na szczury. Zastosowane leczenie uratowało jej życie. Gdy już mogła chodzić o własnych siłach, powiedziałem jej, że w szpitalu jest kaplica, że spowiadam przed Mszą Świętą. Także i ona, jeśli tylko chce, może przystąpić do sakramentu pokuty. Nazajutrz rano nie widziałem tej dziewczyny w kaplicy, ale później spotkałem w sali. Usłyszałem słowa: - Proszę księdza, rano byłam w kaplicy na Mszy św., ale zrobiło mi się niedobrze, musiałam wyjść. Na korytarzu zauważyłam, że palce mi sinieją. Przestraszyłam się bardzo, że będę umierać.
Nie dodała, że przed kilku dniami chciała odebrać sobie życie.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









