Z zapisków byłego kapelana szpitala (1)

Po zamknięciu Niższego Seminarium Duchownego w gmachu Gimnazjum im. ks. Jana Długosza we Włocławku w 1961 r., gdzie pracowałem jako ojciec duchowny, zostałem przeniesiony do Kalisza jako kapelan szpitala. O takiej pracy marzyłem, choć nikomu o tym nie mówiłem. Ponadto miałem jeszcze około 20 godzin katechezy przy kaliskich parafiach. Funkcje te pełniłem do czerwca 1965 r.

Szpital liczył...
Czyta się kilka minut

Po zamknięciu Niższego Seminarium Duchownego w gmachu Gimnazjum im. ks. Jana Długosza we Włocławku w 1961 r., gdzie pracowałem jako ojciec duchowny, zostałem przeniesiony do Kalisza jako kapelan szpitala. O takiej pracy marzyłem, choć nikomu o tym nie mówiłem. Ponadto miałem jeszcze około 20 godzin katechezy przy kaliskich parafiach. Funkcje te pełniłem do czerwca 1965 r.

Szpital liczył około 500 łóżek. O godz. 6 roznosiłem Komunię św. po salach. Po powrocie spowiadałem w kaplicy, a o godz. 6.30 odprawiałem Mszę św. Po jej zakończeniu udzielałem Komunii św. na oddziale dermatologicznym i zakaźnym. Po południu, około godz. 16.30, szedłem do szpitala na trzy, cztery godziny. Odwiedzałem chorych w salach i wówczas spowiadałem leżących oraz udzielałem sakramentu chorych - dlatego też rzadkie były wezwania w ciągu dnia lub nocy.

Taki stan trwał do czasu, gdy jako pacjent przybył zaawansowany członek partii, któremu nie podobała się praca kapelana szpitala. Dyrektor wezwał mnie do siebie i powiedział, że jako kapelan narzucam się chorym i dlatego będę mógł odwiedzać pacjentów tylko na ich wezwanie. Zapytałem, czy rzeczywiście narzucam się chorym? Odpowiedział, że takie otrzymał polecenie. Nie pytałem o szczegóły i dlatego rano nadal szedłem do szpitala, roznosiłem Komunię św. i odprawiałem Mszę św. w kaplicy.

Gdy ktoś prosił

o spowiedź rano, a stan chorego nie był poważny, wówczas prosiłem, aby mnie wezwano po południu. Gdy izba przyjęć mnie nie wzywała, dzwoniłem na oddział, że w konkretnej sali chory prosił o spowiedź. Pielęgniarka pytała na wskazanej sali i wówczas przez izbę przyjęć byłem wzywany do pacjenta; podawali równocześnie oddział i numer sali. Zwykle "szukałem" tego chorego na innej sali, aby pozostali chorzy wiedzieli, że jestem na oddziale. Taki stan trwał do końca mojego pobytu w Kaliszu, tj. do czerwca 1965 r.

Był to piękny okres w mojej posłudze kapłańskiej i mile go wspominam. Miałem świadomość, że jestem potrzebny chorym. W duchu wiary dostrzegałem, jak wielkie jest Miłosierdzie Boże, które udzielało łaski nawrócenia - niekiedy tuż przed śmiercią. Ważniejsze wydarzenia notowałem i kolejno będę je przedstawiał. Pominę jednak dokładne daty oraz nazwiska.

Ofiara z cierpienia

Dziś w szpitalu spotkała mnie pani G. z okolic Kalisza i chciała porozmawiać w sprawie swego chorego męża Wincentego, który otrzymuje już tlen. Chory od blisko dwóch miesięcy jest w szpitalu i codziennie przyjmuje Komunię św. Cierpliwie znosi swoją chorobę. Jej tajemnicę zdradziła mi żona. Małżeństwo zawarli w 1952 r. Swoje cierpienia postanowili znosić w intencji o nawrócenie grzeszników i za dusze w czyśćcu cierpiące. Wspólnie nad tym pracowali. Jedyną troską żony było, aby mąż nie załamał się duchowo w ostatnich godzinach swego życia. Chory liczył około 60 lat, a jego żona, chora na gruźlicę, około 40 lat. Kilka dni później zmarł. (cdn.)

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2005