Z zapisków byłego kapelana szpitala (4)

Doskonały przykład miłości i wierności małżeńskiej

W uroczystość Siedmiu Boleści Matki Bożej zostałem wezwany do szpitala, do Leokadii. Na początku tygodnia przeszła operację woreczka żółciowego. Po opatrunku nastąpił wylew krwi i utrata przytomności. Pomimo nadzwyczajnego ratunku i opieki, kobieta zmarła następnego dnia. Przed operacją była u spowiedzi i przystępowała...
Czyta się kilka minut

Doskonały przykład miłości i wierności małżeńskiej

W uroczystość Siedmiu Boleści Matki Bożej zostałem wezwany do szpitala, do Leokadii. Na początku tygodnia przeszła operację woreczka żółciowego. Po opatrunku nastąpił wylew krwi i utrata przytomności. Pomimo nadzwyczajnego ratunku i opieki, kobieta zmarła następnego dnia. Przed operacją była u spowiedzi i przystępowała do Komunii św. Poprzednio była dwa razy w szpitalu i zawsze przystępowała do codziennej Komunii św. Chorej udzieliłem warunkowo rozgrzeszenia oraz sakramentu chorych. Przez cały czas choroby, do dnia, kiedy utraciła przytomność, pielęgnował ją jej mąż. Następnego dnia rano był w kaplicy na Mszy św. i przystąpił do Komunii św. Wieczorem chora zmarła.

Po pogrzebie widziałem jej męża w kościele Ojców Jezuitów, przystępującego do Komunii św. Później przyszedł do mnie. W rozmowie nawiązał do śmierci żony i pytał troskliwie, czy była przygotowana na śmierć. Powiedział do mnie: - Radziłem żonie, aby przed operacją przystąpiła do spowiedzi generalnej.

Niepokoił się, gdyż od czasu spowiedzi i operacji do utraty przytomności i śmierci żony upłynęło kilka dni. Uspokoiłem go co do tego, że chora była przygotowana na odejście z tego świata. Drugą wątpliwością, jaką miał, była kwestia drobnych nieporozumień z sąsiadami o dzieci: żona przed pójściem do szpitala nie zdążyła się z nimi pojednać. Powiedział: - Gdy utraciła przytomność, sam poszedłem do sąsiadów i przeprosiłem w jej imieniu, aby wszystko darowali, gdyż nie wiadomo, czy będzie żyła. Wszyscy przebaczyli.

Powiedziałem mu, aby był zupełnie spokojny. W dalszej rozmowie wspomniał, że często rozmawiali oboje o spokojnej starości, gdyż mieli czworo dzieci, już odchowanych (najmłodsze miało jedenaście lat). - Inaczej jednak Pan Bóg pokierował i trzeba się z tym pogodzić - usłyszałem. Mój rozmówca dodał jeszcze: - Żona dochowała mi wierności aż do śmierci. I ja także pragnę dochować jej wierności. Dlatego nie będę zakładał nowej rodziny, lecz całkowicie poświęcę się wychowaniu naszych dzieci. Wiem, że nie będzie to łatwe, ale tak już postanowiłem. Codziennie przystępuję do Komunii św. (cdn.)

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2005