Logo Przewdonik Katolicki

W Malawi, ''płomienistym'' kraju

Adam Gajewski
Fot.

M'dzina la Atate ndi la Mwana ndi la Mzimu Woyera - W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. (Translacja z malawijskiego narzecza chichewa) Salezjanin, ks. Wojciech Kozłowicz, podarował bp. Janowi Tyrawie, ordynariuszowi bydgoskiemu, niewielką, ale sugestywną rzeźbę - wyobrażenie Ostatniej Wieczerzy. Chrystus w otoczeniu Dwunastu. Wszystkie postaci noszą rysy mieszkańców...

M'dzina la Atate ndi la Mwana ndi la Mzimu Woyera - W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
(Translacja z malawijskiego narzecza chichewa)


Salezjanin, ks. Wojciech Kozłowicz, podarował bp. Janowi Tyrawie, ordynariuszowi bydgoskiemu, niewielką, ale sugestywną rzeźbę - wyobrażenie Ostatniej Wieczerzy. Chrystus w otoczeniu Dwunastu. Wszystkie postaci noszą rysy mieszkańców… Czarnego Lądu



Afryka jest miejscem misjonarskiej posługi ks. Wojciecha od niemalże dwóch dekad. - Siedemnaście lat przebywałem w Zambii, teraz zbliżam się do końca trzeciego roku pracy w Malawi - podsumowuje kapłan. Pochodzący z Bydgoszczy duszpasterz skończył właśnie swój krótki pobyt w Polsce - przez szereg dni, w swoim rodzinnym mieście, ale także w Poznaniu, Śremie, Krakowie głosił kazania dotyczące specyfiki duszpasterstwa misyjnego, ale nie tylko. Ks. Wojciech z naciskiem podkreśla: - Każdy mój przyjazd do kraju jest okazją, aby podziękować miejscowym darczyńcom, dobrodziejom wspomagającym nasze placówki, naszą kapłańską pracę. Wiem, że szczególnie mogę liczyć na mieszkańców grodu nad Brdą. Serdeczne podziękowania składam Panu Prezydentowi miasta, który swego czasu odpowiedział na mój apel; szkoła, w której pracuję, otrzymała z Bydgoszczy sprzęt sportowy! Czarni chłopcy kopią teraz piłki przysłane im z dalekiego, przyjaznego kraju - mojej ojczyzny…

Z lądu na Czarny Ląd


Curriculum vitae wielu spośród tych, którzy usłyszeli w swym wnętrzu wołanie Chrystusa, mogłoby otwierać zdanie: "Byłem ministrantem". Nie inaczej jest też w przypadku ks. Kozłowicza. Jako młody chłopak należał do służby liturgicznej bydgoskiej fary. Blisko ołtarza, pod cudownym wizerunkiem Matki Bożej Pięknej Miłości dojrzewało jego przyszłe powołanie, ukształtowane ostatecznie w salezjańskim seminarium w Lądzie. "Afrykańska" praktyka duszpasterza trwa nieprzerwanie od roku 1985.

Kraj - płomień


Przed siedemdziesięciu laty, znany czeski podróżnik i reportażysta, E.E. Kisch, w szkicach z Meksyku podkreślał ogromny udział kukurydzy w procesie wyżywienia ludzkości. Kukurydza właśnie jest głównym pokarmem Malawijczyków. - Złe zbiory oznaczają biedę i głód. Malawi jest krajem rolniczym, którego ludność w dużym stopniu uzależniona jest od sił natury. Rytm życia wyznaczają dwie pory roku: deszczowa i sucha. W porze suchej, kiedy temperatura spada z ponad 30 stopni nawet do 0, zwiększa się wyraźnie umieralność - objaśnia ks. Kozłowicz.
Nazwa kraju w języku lokalnym oznacza płomień.
Dwunastomilionowe społeczeństwo stanowi mieszankę kilkudziesięciu szczepów, które w przeszłości nieraz toczyły pomiędzy sobą krwawe wojny. Okres kolonialny oraz współczesność z wolna zacierają różnice etniczne - nienaruszone są natomiast tradycyjne więzi rodzinne. Niestety, zły stan higieny, niedożywienie powodują, iż przeciętna długość życia Malawijczyka wynosi niecałe 50 lat.

Do Nieba po pajęczynie


Faktem jest, iż ludy zamieszkujące Malawi od wieków skłaniały się ku monoteizmowi. Jeden bóg występuje już w prastarej legendzie ludów Chewa. Podanie mówi o stworzeniu mężczyzny i kobiety, którzy przebywali w otoczeniu zwierząt; wyposażeniu ich w motykę, moździerz i sito. Przez długi czas stworzyciel, ludzie i zwierzyna żyli w idealnej harmonii. Aż pewnego dnia nieostrożny mężczyzna, pocierając dwa kawałki drzewa, zaprószył ogień. Busz i sawanna stanęły w płomieniach! Rzucono się do ucieczki. Bóg, który był już bardzo stary, nie miał sił, aby uciekać - po nici uplecionej przez ogromnego pająka wdrapał się do nieba. Tam pozostaje do dziś. Od czasu wielkiej pożogi każdy człowiek musi umrzeć, nim na nowo zazna dobrodziejstw bożego ładu…
Z dawnej tradycji obrzędowej do czasów współczesnych przetrwał zwyczaj budowania niewielkich kapliczek, służących oddawaniu czci duchom przodków.
Pomimo monoteistycznej tradycji, pierwsza próba chrystianizacji Malawi zakończyła się fiaskiem - kaznodzieje natrafili na opór miejscowych kacyków oraz niechęć kolonizatorów. Wygnani misjonarze powrócili 24 czerwca 1901 r. - Ten dzień uważamy za początek ewangelizacji tych stron - mówi ks. Wojciech. - Jak łatwo obliczyć, cztery lata temu świętowaliśmy uroczyście stulecie istnienia lokalnego Kościoła. Dokonało się wielkie dzieło! Dziś cały kraj jest podzielony na siedem diecezji - tylko w jednej biskupem jest biały misjonarz, pozostali są autochtonami. Do katolicyzmu przyznaje się 30 proc. ludności, co daje ok. 3 milionów córek i synów Kościoła. Bolączkę stanowi ciągły niedobór kapłanów. W wielu wiejskich kościółkach Msze św. bywają odprawiane raz... na kilka lat. Tylko większe stacje misyjne mogą liczyć na regularne wizyty duszpasterza…
W przezwyciężaniu trudności pomagają mi jednako budujące obrazy, duchowe przeżycia, które są w Malawi i moim udziałem. Kiedyś w szpitalu modliłem się przy łóżku nieprzytomnej niemal kobiety. Zostawiłem jej obrazek Miłosierdzia Bożego. Po dwóch tygodniach, w centrum misyjnym, podchodzi do mnie nieznajoma osoba. To była ona - "konająca" - ale jakże odmieniona! Wyznała mi, że pragnie powrócić na łono Kościoła. - "Przed chorobą zostawił mnie mąż - wtedy obraziłam się na Stwórcę, porzuciłam religię. Kiedy ocknęłam się w szpitalu, ujrzałam obrazek, poczułam, jak wraca do mnie zdrowie. Teraz chcę odbudować moją wiarę" - wyznała. Jedna taka niezwykła chwila daje moc na długie lata - podsumowuje nasz rozmówca.

Pomagać modlitwą, ofiarą

Pytania o możliwości pomocy kapłanom działającym z dala od ojczyzny mnożą się nie tylko przy okazji Tygodnia Misyjnego. Ks. Wojciech wskazuje dwa kierunki działania: - Każdy człowiek ochrzczony, w taki czy inny sposób, sam jest misjonarzem - dobrze więc, kiedy pragnie pomagać w głoszeniu Ewangelii "na krańcach Ziemi". Jeśli nie posiadamy możliwości materialnego wsparcia misji, pomagajmy poprzez modlitwę za misjonarzy, w intencji nowych powołań misyjnych, a także poprzez propagowanie idei misji w swoim otoczeniu.
Marzeniem pięciu polskich salezjanów pracujących w Malawi jest budowa, w jednej z najuboższych dzielnic stolicy kraju Lilongwe, pierwszego w tym państwie sanktuarium maryjnego. Dzieło budowy może wesprzeć każdy z nas, dokonując choćby symbolicznej wpłaty na konto: 50 1020 1169 0000 8702 0009 6032 - Salezjański Ośrodek Misyjny, ul. Korowodu 20, 02-829 Warszawa. Dopisek na przekazie - "PROJEKT NR 48".

Za wszelkie modlitwy i ofiary, wspomagające ten cel, mówię serdeczne Bóg zapłać!
ks. Wojciech Kozłowicz SDB, administrator misji w Lilongwe

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki