Promyczek od Pana Boga
Pani Hania...
"Relacja miłosierdzia opiera się na wspólnym przeżyciu tego dobra, jakim jest człowiek, na wspólnym doświadczeniu tej godności, jaka jest jemu właściwa" - te słowa Ojca Świętego Jana Pawła II doskonale rozumieją i w swoim życiu stosują ludzie, którzy swój czas i miłość dobrowolnie ofiarowują potrzebującemu bliźniemu poprzez wolontariat.
Promyczek od Pana Boga
Pani Hania jest młodą prawniczką. W jej sercu żyje pragnienie opieki nad starszą osobą. Do wolontariatu wstąpiła wiele miesięcy temu. Jej pierwszą podopieczną została 91-letnia pani Maria, którą odwiedza dwa razy w tygodniu, ale codziennie do niej telefonuje. Jeśli jest jednak taka potrzeba, to wpada do pani Marii częściej. Młoda wolontariuszka uważa, że przez spotkania ze swoją podopieczną uczy się innego, bogatszego i głębszego spojrzenia na świat i ludzi. Pani Maria, która od pięciu lat nie wychodzi z domu, choruje na otwarte zapalenie żył, ma także wysokie nadciśnienie i jest po ciężkiej operacji onkologicznej. Jednak dolegliwości nie odbierają jej ogromnej pogody ducha i poczucia humoru. Pomimo wielu przykrych doświadczeń życiowych starsza pani cieszy się z każdej najmniejszej życzliwości, pamięci i uśmiechu, w zamian oddaje wiele nadziei i optymizmu. Swoją postawą i podejściem do życia uczy młodą wolontariuszkę, jak walczyć z przeciwnościami losu i pokonywać je z radością i ufnością w miłość Bożą. Pani Hania nie ma wątpliwości, że to właśnie ona czerpie od pani Marii znacznie więcej niż starsza pani od niej. Uczy się stale, że pomimo ogromnego cierpienia, bólu, czasem i goryczy, trzeba cieszyć się z każdej chwili życia. Człowiek musi być zawsze otwarty na potrzeby bliźniego. Pani Hania sprząta, robi zakupy, wykonuje te wszystkie codzienne czynności, którym pani Maria nie jest już w stanie podołać. Jest też "sekretarką", pisze listy. - Nie znałam tak pięknej polszczyzny, nie wiedziałam też, że z listów można czerpać tyle wiedzy o świecie i ludziach - mówi pani Hania i zaraz dodaje - czuję się jakbym poznawała nasz ojczysty język od nowa, jestem oczarowana wyrażaniem odczuć i myśli pani Marii. - To jest mój promyczek słońca, jaki otrzymałam w darze od Pana Boga. Jestem Mu za to bardzo wdzięczna - ze wzruszeniem mówi pani Hania.
Różne oblicza miłości miłosiernej
Lech pracuje w teatrze. Swoją pomocną dłoń i otwarte serce skierował ku potrzebującym dzieciom prawie rok temu. Jak stwierdza, w jego życiu powstała nisza niewykorzystanego czasu. To, że trafił do Fundacji "Mam marzenie", spełniającej marzenia dzieci walczących z chorobami zagrażającymi ich życiu, było czystym przypadkiem.
Syn Maciej, student medycyny, także wolontariusz, podczas swoich praktyk w szpitalu spotkał Mateusza zmagającego się z mukowiscydozą i zgłosił go do programu fundacji. Mateusz stał się pierwszym "marzycielem" dla Maćka, Lecha i jego żony Aliny. Po pierwszym spotkaniu błyskawicznie i nieoczekiwanie pojawiły się przyjacielskie więzi. Trudno też wyrazić radość Mateusza spowodowaną faktem, że po prostu ktoś się nim zainteresował, że ktoś i to w dodatku obcy, chce pomóc w zrealizowaniu jego marzenia.
Mateusz mieszka w małej wiosce. Jego leczenie, pochłaniające ogromne kwoty, nadwyręża i tak bardzo skromny domowy budżet. Choroba sprawiła, że czuł się zepchnięty na margines życia przez swoich rówieśników. I nagle poprzez spełnienie swojego marzenia, którym było spotkanie z aktorami serialu "M jak miłość", poczuł się kimś ważnym, kimś, kto wreszcie może swoim rówieśnikom zaimponować. To spełnione marzenie dodało mu skrzydeł, ochoty do walki z chorobą, dodało mu tak potrzebnej nadziei.
- Doświadczałem wielekroć potwierdzenia starej prawdy, że pozytywne działanie jednego człowieka wywołuje lawinę dobrych uczynków innych ludzi. Ci, którzy nie potrafią przejść obojętnie obok ciężko chorego dziecka, natychmiast odpowiadają gotowością pomocy, wspierają finansowo spełnienie konkretnego marzenia lub angażują się w działania na rzecz naszych "marzycieli" w możliwy dla siebie sposób. Dzięki temu tworzą się łańcuchy dobrych uczynków. Spełnianie marzeń ciężko chorych dzieci, znajdujących się często na granicy życia i śmierci, jest przeżyciem głębokim, budującym, wywołującym ogromne wzruszenie. Nasi "marzyciele", którymi się opiekujemy, różnią się od swoich rówieśników. Przez chorobę, z którą walczą, są jakby mądrzejsi, dojrzalsi i trudno uciec od konkluzji, że człowiek pomimo swojego wieku i doświadczenia musi w kontaktach z nimi... spokornieć. Każde spotkanie z "marzycielami" jest magiczne, niepowtarzalne, i trudne do opisania - twierdzi Lech. - Niewątpliwie o wiele więcej otrzymujemy od naszych "marzycieli", niż jesteśmy w stanie im ofiarować. Kolejnym marzycielem Lecha jest Marek. Nad spełnieniem jego marzenia trzeba będzie się sporo napracować. Zadanie nie jest proste. Marek marzy o wyjeździe z reprezentacją Polski na Mundial 2006. Nie dopuszcza myśli, że nasi piłkarze mogliby odpaść w eliminacjach, a Lech nie dopuszcza myśli, że fundacja mogłaby nie spełnić marzenia Marka.
Dobro wpisane w jego życie
Mariusz udziela się w wolontariacie od ośmiu lat. Niesienie pomocy, nadziei i radości drugiemu człowiekowi na stałe wpisało się w jego codzienność. Jak twierdzi, od czasu zajęcia się wolontariatem jego życie toczy się zaskakująco dobrze. Odnosi wrażenie, że nie tylko ma więcej czasu, ale i w sprawach zawodowych zaczęło układać się lepiej, wręcz znakomicie. Podkreśla, że jest to tylko i wyłącznie zasługa jego podopiecznych, wspierających go swoją modlitwą. Łukasz, którego wspólnie odwiedzamy, jest jednym z jego podopiecznych.
Chłopak jest tegorocznym maturzystą. Od 6. roku życia zmaga się z dystrofią mięśniową. Pomimo chwil załamania i zadawania sobie trudnych pytań żyje nadzieją, że doczeka odkrycia lekarstwa na jego chorobę. Pół roku temu wielką nadzieję w jego życie wniósł Mariusz, a także radość i zawierzenie w miłość Bożą. Dzięki niemu Łukasz także uwierzył, że jego pragnienie podjęcia nauki na wydziale informatyki jest całkowicie realne. Ta myśl niezwykle dyscyplinuje jego codzienny rytm życia. Trudne i bolesne ćwiczenia wykonuje z większą ochotą, bowiem przyświeca im konkretny cel - zdobycie wymarzonego indeksu. Mariusz twierdzi, że dzięki Łukaszowi, jego pogodzie ducha i niezwykłym cieple nabiera dystansu do wielu spraw. Uważa również, że od swojego młodego podopiecznego nieustannie uczy się pokory, a także leczy z własnego egoizmu. Łukasz z kolei wie, że w każdej sytuacji może liczyć na swojego opiekuna. Jest to dla niego niezwykle istotne. Mariusz nie tylko towarzyszy mu w jego walce z postępującą chorobą, bólem i złymi chwilami, ale przede wszystkim niesie wiarę, nadzieję i miłość, które dla Łukasza są najcenniejsze.
encyklika "Dives in misericordia"
Tekst powstał dzięki pomocy WSWOP "Hospicjum Domowe"
oraz Fundacji "Mam marzenie".
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













