Pojadę tam, gdzie będę potrzebny

Mocne, męskie głosy intonujące ,,Dzisiaj w Betlejem" zabrzmiały na Oddziale Położniczym Kliniki Świętej Rodziny w Poznaniu.

Przyszli misjonarze, odbywający nowicjat w podpoznańskim Chludowie, skorzystali z zaproszenia dyrektora kliniki i przybyli na wspólne kolędowanie.



Pacjentki, podobnie jak położne i lekarze, chętnie przyłączyły się do śpiewów. Ponieważ wśród młodych...
Czyta się kilka minut

Mocne, męskie głosy intonujące ,,Dzisiaj w Betlejem" zabrzmiały na Oddziale Położniczym Kliniki Świętej Rodziny w Poznaniu.

Przyszli misjonarze, odbywający nowicjat w podpoznańskim Chludowie, skorzystali z zaproszenia dyrektora kliniki i przybyli na wspólne kolędowanie.

Pacjentki, podobnie jak położne i lekarze, chętnie przyłączyły się do śpiewów. Ponieważ wśród młodych kleryków byli goście z Ukrainy oraz z Białorusi, nie zabrakło kolęd śpiewanych w tych językach.

Cud narodzin

Okres świąteczny i noworoczny to w szpitalu położniczym czas szczególny. - To czas refleksji, gdy warto zadumać się choć na chwilę nad cudem narodzin. Pracuję już 20 lat, ale każdego roku okres bożonarodzeniowy przeżywam na oddziale w szczególny sposób - mówi Bożena Olczak, przełożona pielęgniarek i położnych Kliniki Świętej Rodziny.

Kobiety rodzące w tym czasie często utrzymują kontakt ze szpitalem długo po opuszczeniu oddziału. - Po roku przysyłają kartki z życzeniami świątecznymi i noworocznymi. Dołączają zdjęcia rocznych malców i pozdrawiają nas także w ich imieniu - opowiada B. Olczak. Fotografie urodzonych w klinice dzieci, które ukończyły już roczek oraz pocztówki świąteczne od wdzięcznych pacjentek z rodzinami, ozdabiają tablice informacyjne na szpitalnym korytarzu.

Zapamiętać czy zapomnieć?

Dyrektor Marek Daniel zadbał o wprowadzenie familijnej atmosfery, przedstawiając gościom personel medyczny w dowcipny, niekonwencjonalny sposób. Żartując, mówił: - A ten starszy, siwawy pan, to bardzo ważna osoba. W ciągu osiemnastu lat odebrał pięcioro moich dzieci. Alumni poznali również ordynator oddziału - dr Annę Kunce-Bielecką.

Po kolędowaniu przyszli werbiści modlili się w szpitalnej kaplicy.

Na podsumowanie wizyty przyszedł czas podczas poczęstunku, który czekał w bibliotece. - Na następne spotkanie szlifujemy ,,Wśród nocnej ciszy" - zażartował z nutką złośliwości dyrektor Daniel, bo akurat ta kolęda wypadła najsłabiej. Odpowiedział mu gromki śmiech kleryków.

Każdy z nich zdaje sobie bowiem sprawę, że werbista powinien umieć śpiewać. Dobrze też, gdy gra na jakimś instrumencie. - Ale jeszcze ważniejsza jest nauka języków - mówi Iwan z Ukrainy. W Polsce jest dopiero od września i choć nie ma już niemal kłopotów z porozumiewaniem się, przyznaje, że gramatyka i ortografia dosłownie go przerażają. - Jeszcze niektóre słowa się mylą, np: "zapamiętać" i "zapomnieć". Z tym ciągle jest kłopot. Ale te wszystkie ,,ż", ,,rz", ,,ó" i ,,u" .... - macha ręką ze zniechęceniem. Mniej błędów popełnia Witalij, który w Polsce jest już od ośmiu miesięcy.

Jak mówi, rodzice od razu zaakceptowali drogę życiową, jaką wybrał. - Ojciec był szczęśliwy. Mama na początku tęskniła, ale już się przyzwyczaili - opowiada. Być może łatwiej było im przyjąć decyzję syna ze względu na to, że wcześniej już siostra Witalija - Katarzyna, postanowiła zostać zakonnicą - służebnicą Ducha Świętego. Podobnego wyboru dokonało siedem jego kuzynek oraz jeden kuzyn.

Chociaż od dawna nie widział najbliższych, ani słowem nie wspomina o tęsknocie za domem. Podobnie jak Jurij z Białorusi, doszedł do wniosku, że jego dom jest tam, gdzie właśnie w danej chwili przebywa.

Po kilkuminutowej dyskusji okazało się, że spośród zagranicznych studentów, młodzież z Ukrainy ma stosunkowo mało problemów z naszym językiem.

- Gorzej mają Wietnamczycy. Im nawet mówić po polsku jest trudno, bo mają mowę tonalną i u nas bardziej śpiewają niż mówią - stwierdzają inni nowicjusze. Prawie wszyscy uczą się trzech, czterech języków. Zgodnie przyznają, że najtrudniej w głowach utrwalają się łacińskie deklinacje.

Jabłka z solą

Dzisiejsi misjonarze nie są już, jak przed wiekami, rozliczani z liczby osób, które ochrzcili. Mają nie tylko nawracać, ale przede wszystkim pomagać. Potrzebne są więc praktyczne umiejętności, jak obsługa komputera, udzielanie opieki medycznej, nauczanie. Przydaje się też wiedza o budowaniu w szczególnych warunkach klimatycznych.

Już podczas nauki dużą wagę przywiązuje się do poznawania innych kultur. Ponieważ wśród kleryków z Chludowa oprócz Polaków są też młodzi mężczyźni z Ukrainy, Białorusi, Wietnamu i Indii, sporo można się dowiedzieć już w kraju. A wiedzę o innych kulturach zaczynają zdobywać od kuchni. - Koledzy z Wietnamu i z Indii dziwią się, że jemy ziemniaki i chleb. W prawdziwe osłupienie wprawił ich ryż na słodko. Tego zupełnie nie znali - mówią klerycy. - Wietnamczycy solą jabłka przed jedzeniem. Generalnie stosują dużo przypraw, a na początku trudno było im używać sztućców, bo całe życie posługiwali się pałeczkami - opowiadają. - No i opłatek był dla nich zupełnym zaskoczeniem. Tego nie znali - dodają.

Każdy z nich już myśli o trzech krajach, w których chciałby pracować. Zbiera informacje na temat panującego tam klimatu, języka, obyczajów. O swoim wyborze powiadomią później Radę Genaralną zgromadzenia. Być może uzna ona, że będą potrzebni w jednym z nich. Może się jednak zdarzyć, że wyjadą w zupełnie inny rejon, niż planowali.

Krzysztof najbardziej chciałby wyruszyć do Kanady, pracować z Indianami lub z Eskimosami. Pociąga go też Pakistan i Indie. Na razie szlifuje angielski i niemiecki, a z myślą o Kanadzie chce powrócić do francuskiego. Podobnie, jak inni klerycy, zamierza z pokorą przyjąć decyzję Rady i powtarza za Witalim: - Pojadę tam, gdzie będę potrzebny.

Doktor Marek Daniel, dyrektor Kliniki Świętej Rodziny:

- Kontakty z werbistami z Chludowa a kliniką trwają od lat. Przyjmując pacjentów różnych wyznań i różnych narodowości wprowadzamy w życie tę samą filozofię, co werbiści, którzy szerzą zasady ekumenizmu, rozpoczynając od własnego grona. Wśród nowicjuszy są bowiem grekokatolicy.

Od lat też przyszli misjonarze uczą się w klinice zasad pierwszej pomocy, ale nie tylko. Dowiadują się też, jak odbiera się poród oraz jak pielęgnować noworodka.

Nie tylko Afryka

Chociaż praca misyjna kojarzy się głównie z krajami tropikalnymi, nie tylko tam potrzebni są werbiści. Zdarza się, że wysyłani są na misje do państw europejskich, w których jest za mało powołań, jak Francja czy Niemcy.

Przyszli misjonarze grekokatoliccy, odbywający nowicjat w Chludowie, nie mają wątpliwości, że po powrocie na Ukrainę, posłani zostaną na misje na Syberię lub do Kazachstanu. - W czasach komunizmu wielu grekokatolików zostało zesłanych właśnie na te tereny. Dlatego głównie tam pracują misjonarze z naszego zgromadzenia pod wezwaniem Świętego Andrzeja Apostoła - mówi Witalij Piotrowicz.

Na świecie pracuje ponad 6 tys. werbistów. Prowadzą m. in. cztery uniwersytety. W Polsce jest ich ponad 250.

Misyjne drogi

Żeby zostać misjonarzem werbistą, trzeba odbyć określoną drogę, która zaczyna się sześciotygodniowym postulatem w Nysie. Postulat wprowadza do życia zakonnego. Pozwala skonfrontować marzenia o życiu w egzotycznych krajach z prawdziwą religijnością.

Później następuje rok nowicjatu w Chludowie. Nowicjat ma stanowić duchowe przygotowanie do życia zakonnego. Pozwala też na zadawanie sobie pytań: czy rzeczywiście chcę być misjonarzem? Czy się do tego nadaję?

Kolejny etap to dwuletnie studia filozoficzne w Pieniężnie, po których następuje kurs orientacyjny misyjny. Klerycy przerywają studia, by rok uczyć się języka, a później na dwa lata wyjeżdżają do kraju misyjnego. Studia mogą dokończyć już tam na miejscu. Mogą też wrócić do kraju i zakończyć edukację w Pieniężnie, a dopiero później wyjechać na misje.

W tej chwili w nowicjacie w Chludowie przebywa 14 werbistów oraz dwóch grekokatolików z Ukrainy, którzy także zamierzają zostać misjonarzami.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2005