Certyfikat potwierdzający uzyskanie 10 tys. euro otrzymała...
Certyfikat potwierdzający uzyskanie 10 tys. euro otrzymała z rąk samego Richarda Brooka, prezesa australijskiej firmy Cochlear na Europę i Azję. Poznanianka wysłała na konkurs opracowanie literackie o swoim życiu z implantem ślimakowym. - Właśnie jej praca zyskała w oczach jury największe uznanie - mówi prof. Witold Szyfter, kierownik Kliniki Otolaryngologii Akademii Medycznej w Poznaniu.
Danusia jest pierwszą Polką, której przyznano to stypendium. Pozwala jej ono na studia w dowolnym miejscu świata.
Z ruchu warg
Danusia zaczęła tracić słuch, gdy skończyła dwa latka. Bardzo szybko zaczęła mówić, ale słuch miała coraz gorszy. Rodzice szybko to zauważyli. Ich przypuszczenia potwierdzili lekarze i przedszkolanka.
O tym, co ją czeka, jeszcze w dzieciństwie powiedziała jej mama. Tłumaczyła wszystko, co wiedziała o utracie słuchu, o schorzeniu genetycznym, które wykryto u Danusi. Sama była osobą niesłyszącą, więc nie miała wątpliwości, że córce nie będzie łatwo wśród "zdrowych". I nie było łatwo.
Danusia najgorzej wspomina okres podstawówki. Jej problemów nie rozumieli ani koledzy, ani nauczyciele. - Za dobrze mówiłam. Nauczyciele nie mogli uwierzyć, że mam aż takie problemy. Nie chcieli powtarzać zdań, których niedosłyszałam. Szybko nauczyłam się więc czytać z ruchu warg, no i dużo uczyłam się w domu - wspomina.
Długie godziny ślęczenia nad książkami nie uszły oczywiście uwadze rodziców. - Zawsze była bardzo dobra. A dużo się uczyła, bo wszystko, czego nie usłyszała i nie zrozumiała na lekcjach, musiała doczytać, znaleźć w książkach - mówi ojciec, który uważa, że nauczyciele nie tylko nie starali się jej pomagać, ale czasem wręcz lekceważyli problemy córki. - Miała zaświadczenie ze szpitala, że nie musi pisać dyktand, ale nikt nie brał tego pod uwagę - wspomina ojciec.
Koleżanki też niezbyt chętnie pomagały. - Nastawienie rówieśników z podstawówki było raczej negatywne - nie ukrywa Danusia. Na WF-ie nikt nie chciał być w jednej drużynie z dziewczyną, która może nie usłyszeć polecenia. - Nie miałam wtedy bliskich przyjaciółek - dodaje bez cienia żalu. Może dlatego, później, w technikum poligraficznym było jej dużo lepiej.
Czytanie do nocy, samodzielne szukanie rozwiązań problemów, których wyjaśnień nie usłyszała i nie zdążyła wyczytać z ust, przyniosło rezultaty. Przez całą podstawówkę uczyła się wzorowo, a w technikum poligraficznym też należała do najlepszych.
Wielkim marzeniem Danusi były studia. Bała się jednak, że rodzice nie podołają finansowo. Przykuty do wózka ojciec zajmował się sprawami domowymi. Pracowała jedynie mama.
Miała 15 lat
Danusia wciąż doskonale się uczyła, choć w międzyczasie utrata słuchu była coraz dotkliwsza. I te ciągłe wymiany aparatów na coraz silniejsze, doskonalsze, aż do całkowitej utraty słuchu. - Nawet się nie zorientowałam. Słyszałam już tak źle, że głównie czytałam z ruchu warg. Rodzice myśleli, że aparat się popsuł - wspomina.
Miała wtedy 15 lat. Dowiedziała się, że jest sposób na odzyskanie słuchu. Trzeba poddać się operacji i pozwolić na wszczepienie do mózgu niewielkiego implantu. I nie trzeba nigdzie wyjeżdżać, bo takie operacje wykonuje się nie tylko w Warszawie, ale też w Poznaniu, w Klinice Laryngologii Akademii Medycznej. - Chcieliśmy, żeby sama podjęła decyzję - mówi ojciec. I zadecydowała - chce słyszeć, na zawsze. - Będę miała pewność, że to się nie zmieni. Będę mogła zawsze się dogadać, załatwić wszystko w każdej instytucji - mówi.
Profesor Witold Szyfter doskonale pamięta Danusię. To on w roku 1996 wykonywał u niej operację wszczepienia implantu. - Po dwuletniej, intensywnej rehabilitacji nastąpił u niej ogromny skok. Dzięki implantowi mogła robić ogromne postępy w nauce mniejszym nakładem sił niż dotychczas - opowiada laryngolog.
Jeden wielki hałas
Na zabieg czekała trzy miesiące. Same przygotowania do operacji trwały dzień. Potem trzeba było miesiąc czekać, aż wszystko się zagoi. I wreszcie podłączenie elektrod i nauka słuchania dźwięków.
- W pierwszym momencie słyszy się jeden wielki hałas - wspomina Danusia. Już po miesiącu mogła się swobodnie porozumieć. Po dwóch - rozmawiała przez telefon. - Dzięki temu, że musiała chodzić do szkoły, notować na wykładach, szybko nauczyła się słuchać. To była taka przyspieszona forma rehabilitacji - mówi ojciec.
Radość z odzyskania słuchu była wielka. "To było piękne, dźwięki usłyszane od nowa. Co prawda nie były one tak idealne, jak te, które pamiętam z okresu, gdy miałam 10 lat - w aparacie - ale były! Co najciekawsze, dzięki implantowi ślimakowemu pierwszy raz usłyszałam śpiew ptaków" - wspomina Danusia w swojej nagrodzonej pracy.
Opowiada też, jak zrozumiała, że każdy człowiek ma inną barwę głosu. Konieczność nieustannego noszenia przy sobie przenośnej części aparatury - procesora mowy - stara się zaakceptować. Jak opisała w wysłanej na konkurs pracy, procesor wywołuje niejednokrotnie różne zabawne sytuacje. "Ludzie nie mają pojęcia, czym jest to pudełko. Niedawno stałam na przystanku, czekając na autobus. Podeszli do mnie robotnicy drogowi i jeden z nich mówi: Kolega chciałby wiedzieć, co pani ma zawieszone na pasku?... i uciekł. Pozostali czekali. Przez chwilę zastanawiałam się, czy odwrócić się na pięcie i nie reagować, czy też powiedzieć cokolwiek, na przykład, że jestem z wywiadu. - To jest procesor mowy, dzięki niemu słyszę - odparłam. W tym momencie poczułam się dumna. Dumna z tego, iż nie wstydziłam się otwarcie przyznać, że mam wadę słuchu. Słyszałam, jak panowie zastanawiali się, jak ten sprzęt działa, czy ja się nie boję, że mi go ktoś "buchnie"... szczerze mówiąc, miałam niezły ubaw" - pisze.
Marzenie pozostało
Danusia zdała maturę. Jest studentką drugiego roku Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej w Poznaniu.
Zdaje sobie sprawę, że możliwość korzystania z implantu zmieniła jej życie. "Gdyby nie implant, być może nie dostałabym się na studia. W końcu cisza na pewno nie sprzyja poznawaniu nowych sytuacji, wydarzeń i odbieraniu wiadomości. Trudno jest poruszać się po świecie, czytając tylko gazety i notatki koleżanek " - pisze.
Ale ukończenie studiów i zdobycie interesującej pracy to nie wszystkie cele Danusi. Choć nigdy nie będzie słyszała doskonale, nie rezygnuje i z innych marzeń. - Będąc dziesięciolatką, marzyłam, żeby grać na pianinie albo na fortepianie. Cóż, "słoń mi nadepnął na ucho". Jednak marzenie pozostało do dziś... niestety jeszcze niedokonane. Wiem jednak, że wszystko przede mną. W końcu, jak czegoś bardzo się pragnie, ma to szansę zostać wprowadzone w życie, nawet gdy nosi się procesor mowy! Po to zresztą mam implant, by lepiej słyszeć; poznawać coraz głębiej otaczający mnie świat dźwięków.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













