Wizyta prezydenta Kwaśniewskiego w Moskwie w czasie uroczystości 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej była w kraju bardzo kontestowana. Wielu polityków i publicystów uważało, że prezydent nie powinien jechać do kraju, który ostentacyjnie ignoruje prawdę historyczną, do kraju, który ignoruje to, co dla Polaków jest sednem naszego dramatu sprzed sześćdziesięciu kilku lat - ludobójczego mordu w Katyniu.
Prezydent wytrwale tłumaczył, że nieobecni nie mają w ogóle możliwości głosu, a będąc obecnym, będzie mógł przedstawić polską wersję historii. Można powiedzieć, że słowa dotrzymał. Istotnie, w przeddzień uroczystości centralnych wypowiedział szereg słów i wykonał wiele gestów - nawiedził symboliczne groby przywódców Polski Podziemnej, złożył kwiaty, wypowiedział słowa prawdy. Rzecz w tym, że uczynił to nie tylko w strugach deszczu (jeszcze przecież nierozpędzonego przez lotnictwo armii rosyjskiej), ale także w faktycznej pustce słuchaczy. Jednym z nielicznych adresatów słów prezydenta był natomiast generał Jaruzelski, jakby swoisty symbol aparatu opresji i ucisku okresu "wyzwolenia". W tym momencie teatr jednego aktora stawał się z wolna teatrem groteski. Trzeba jednak dostrzec, że bardzo bolesnej groteski.
Wydarzenia tych dni mają jedną doniosłą wartość - pokazują naocznie, jak bardzo znacząca dla tożsamości osobistej i narodowej, a także ponadnarodowej, jest pamięć. "Pamięć i tożsamość" - to wciąż słowa tego jakby oficjalnego testamentu Jana Pawła II. Wydarzenia w Moskwie i wokół niej pokazały, jak bardzo decydujące dla tożsamości jest oczyszczenie pamięci, uwolnienie jej z ideologii i doktryny, i po prostu - osadzenie w prawdzie. W sytuacji, w której Rosjanie cierpią na amnezję pokatyńską, w sytuacji, w której podręczniki historii w Rosji pisane są w duchu przypominającym dzieła z doby największego spośród historyków, Józefa Wissarionowicza S. - budowanie tożsamości narodowej jest fikcją.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









