WŁASNY LĄD

Wczesne dzieciństwo ludzi, o których jest poniższy tekst, przypadło na lata II wojny światowej, która sprawiła, że ominęło ich wiele przeżyć i radości dostępnych dzieciom, które wzrastają w wolnym kraju. W polskiej szkole uczyli się dopiero od 1945 r., od tego też roku mogli modlić się w na nowo otwartym kościele. Jeśli wcześniej poznali pacierz i podstawowe prawdy wiary, nauczyli...
Czyta się kilka minut

Wczesne dzieciństwo ludzi, o których jest poniższy tekst, przypadło na lata II wojny światowej, która sprawiła, że ominęło ich wiele przeżyć i radości dostępnych dzieciom, które wzrastają w wolnym kraju. W polskiej szkole uczyli się dopiero od 1945 r., od tego też roku mogli modlić się w na nowo otwartym kościele. Jeśli wcześniej poznali pacierz i podstawowe prawdy wiary, nauczyli się czytać i pisać, to tylko dzięki nauce prowadzonej w domu przez rodziców, starsze rodzeństwo, czasem przez nauczyciela, jednak zawsze w najgłębszej tajemnicy, pod groźbą represji ze strony Niemców. Myślę o dzieciach z parafii św. Mateusza w Świerczynie (dekanat lubraniecki).

Wojna uczyniła w życiu parafii Świerczyn bolesne wyrwy. W 1939 r. Niemcy aresztowali proboszcza, ks. kan. Edmunda Jakubowiaka, który zmarł w 1941 r. w obozie koncentracyjnym w Dachau. Na nowo życie religijne wiernych organizował w 1945 r. ks. Marian Bruzda. Wśród wielu pilnych spraw ksiądz proboszcz widział konieczność doprowadzenia dużej grupy dzieci do sakramentu Pierwszej Komunii św. Dzieci te były zróżnicowane wiekowo, różny był też poziom ich wiedzy religijnej. Jednak wśród wiernych istniała silna motywacja do nadrabiania straconego przez wojnę czasu. Księdza Bruzdę wspierali w jego pracy rodzice i nauczyciele. Bóg tak pokierował wszystkim, że dzieci przystąpiły do Stołu Pańskiego: pierwsza grupa w maju druga w sierpniu 1945 r. Radość w parafii była wielka.

Mijały lata. Dzieci dorastały, kształciły się, wielu młodych opuściło rodzinne strony. Zakładali rodziny, pracowali. Toczyło się życie. W 2004 r. spotkali się w parafii Świerczyn w dość licznym gronie. Postanowili wówczas zebrać się tu za rok, w 60. rocznicę przyjęcia sakramentu Pierwszej Komunii św.

Słowa dotrzymali. Spotkanie odbyło się w sobotę, 7 maja 2005 r. Z różnych przyczyn niektórych osób zabrakło, niektórych nie udało się odnaleźć, inni nie żyją. Jednak i tak przyjechało bardzo wielu jubilatów, zwłaszcza że niektórzy musieli przebyć naprawdę znaczną odległość. Razem z nimi była sędziwa Marianna Niedek-Rymarczyk, ich dawna nauczycielka i wychowawczyni. O godz. 10 odbyła się Msza św., której przewodniczył proboszcz parafii ks. dr Marek Stefański, a okolicznościową homilię wygłosił dziekan dekanatu lubranieckiego ks. prał. Józef Osicki. Obecny był także proboszcz parafii św. Doroty w Orlu, ks. Tadeusz Szczepaniak. Kilkadziesiąt osób, które rozjechały się po świecie, a 60 lat temu razem przyjęły Pierwszą Komunię św. w parafii Świerczyn, powróciło do tego miejsca i wspólnie składało wyznanie wiary, odnawiało przyrzeczenia chrzcielne, przystąpiło do Stołu Pańskiego. W ten sposób, w roku obchodzonym w Kościele katolickim jako Rok Eucharystii, centralnym punktem jubileuszu stało się spotkanie z Chrystusem Eucharystycznym.

Tego rodzaju spotkania są świadectwem, że Kościół jest wspólnotą żywych osób, które wierzą w jednego Boga i utożsamiają się z wydarzeniami dziejącymi się w określonym czasie i miejscu. W wypowiedziach "diamentowych" jubilatów przewijała się refleksja kierowana do młodego pokolenia. - Łączy was wiele przeżyć, związani jesteście więzami koleżeństwa i przyjaźni - mówili. - Zachowujcie to wszystko w myślach i sercach, a gdy losy rzucą was w różne miejsca, chciejcie być razem, stanowić jedno i to samo drzewo.

Jubilaci prosili o przekazanie podziękowań księżom uczestniczącym we wspólnocie liturgii, siostrom zakonnym pochodzącym z parafii Świerczyn, jak również władzom gminy Topólka, których przedstawiciele modlili się wraz z jubilatami na Mszy św., a później zaprosili wszystkich zgromadzonych w świątyni na spotkanie przy wspólnym stole. Przekazuję też wyrazy wdzięczności dla Kazimiery Jonasik, która odbywała rozmowy telefoniczne z większością osób planujących przyjazd do Świerczyna, załatwiała sprawy organizacyjne.

Jest pewna polska piosenka, której fragment: "Mieć jakiś własny ląd, choćby dziesięć godzin stąd" odzwierciedla zwykłą, ludzką potrzebę posiadania swego miejsca na ziemi, które jest swoistym punktem odniesienia do wszystkiego, co składa się na życie. Myślę, że takim miejscem jest dla wielu ludzi ich rodzinna parafia.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 21/2005