Logo Przewdonik Katolicki

Pół wieku w Winnicy Pana

Bernadeta Kruszyk
Fot.

27 maja 1954 roku. Na zimnej posadzce gnieźnieńskiej katedry leży trzydziestu siedmiu diakonów. Ksiądz biskup Władysław Suszyński kładzie dłonie na głowie każdego z nich... - Przyjmij jarzmo Pańskie - mówi po łacinie. Przyjmują z pokorą... Jedenastu niesie je do dziś... Minęło pół wieku... - To były trudne czasy - wspomina ks. Zygmunt Kosowski - Prymas Wyszyński w więzieniu,...

27 maja 1954 roku. Na zimnej posadzce gnieźnieńskiej katedry leży trzydziestu siedmiu diakonów. Ksiądz biskup Władysław Suszyński kładzie dłonie na głowie każdego z nich... - Przyjmij jarzmo Pańskie - mówi po łacinie. Przyjmują z pokorą... Jedenastu niesie je do dziś... Minęło pół wieku...
- To były trudne czasy - wspomina ks. Zygmunt Kosowski - Prymas Wyszyński w więzieniu, biskup Bernacki na wygnaniu. Nie miał nas kto wyświęcić. Pełniący obowiązki ordynariusza archidiecezji gnieźnieńskiej infułat Stanisław Bross poprosił biskupa białostockiego Władysława Suszyńskiego. Przyjechał... Leżeliśmy na zimnej posadzce gnieźnieńskiej katedry... Jakaż ona była zniszczona... Pamiętam pustkę tej ogromnej świątyni i radość, jaką wtedy czułem...
Różne drogi, ta sama wojna
O ludziach takich jak ks. Kosowski mówi się, że są ulepieni z dobrej, przedwojennej gliny. Któż wówczas słyszał o konsumpcjonizmie, "kulturze instant" czy "cywilizacji supermarketów". Gdy przyszedł czas, walczyło się i umierało za wolność, a słowa "Bóg, Honor, Ojczyzna" nie były tylko odświętnym sloganem. W 1939 roku ks. Jan Lewandowski miał piętnaście lat. Zatrudnił się jako mechanik samochodowy i zaczął działać w Armii Krajowej. "Partyzant" - mówią o nim koledzy z seminarium. Przyznaje, że wielokrotnie był o krok od śmierci. Ocalał. Wierzy, że dzięki opiece Matki Bożej, której w dniu Pierwszej Komunii Świętej powierzył swoje życie. Wojnę pamięta również ks. Zygmunt Kosowski. Gdy wybuchła, miał trzynaście lat. Pracował w bydgoskich Zakładach Papierniczych. Wie, co to ciężka, fizyczna robota. - Przy maszynie stało się po dwanaście, szesnaście godzin na dobę - wspomina - hałas był taki, że porozumiewaliśmy się, gwiżdżąc na palcach. To niełatwa sztuka, ale się jej nauczyłem. W tych samych zakładach pracował także czternastoletni wówczas ks. Mieczysław Wacławski. Zajmował się tzw. "papierkową robotą". Po wyzwoleniu trafił do wojska. W jednostce w Szczecinie odsłużył dwa i pół roku. Był magazynierem i kompanijnym pisarzem. Do cywila przeszedł w stopniu plutonowego. Do dziś jest niezwykle skrupulatny i systematyczny. Każdego wieczora robi sobie plan zajęć na dzień następny i nigdy od niego nie odstępuje. Tłumaczy, że pracowitością i sumiennością nadrabia brak uzdolnień. Nie wierzę, ks. Mieczysław ma pracowitość we krwi...
Książki, kasztan i plan Pana Boga
W 1948 roku świeżo upieczeni maturzyści: Jan Lewandowski, Mieczysław Wacławski i Zygmunt Kosowski wstąpili do gnieźnieńskiego seminarium. Dlaczego? Bo Bóg tak chciał i oni chcieli. Nigdy nie wątpili w słuszność swego wyboru, nie żałowali decyzji, choć Opatrzność prowadziła ich do kapłaństwa różnymi drogami. - O przywdzianiu sutanny myślałem już w dzieciństwie - mówi ks. Lewandowski - Byłem ministrantem, czytałem mnóstwo książek. Nawet w szkole mówili do mnie ,,ksiądz". Ksiądz Kosowski ministrantury uczył się dopiero po maturze. Śmieje się, że wcześniej był tak nieśmiały, że nie miał odwagi stanąć przy ołtarzu. Niemniej już wtedy pomyślał o kapłaństwie, choć jak sam przyznaje, w okolicznościach dość szczególnych. - To było w pierwszej klasie szkoły podstawowej - wspomina. - Chłopacy zarządzili, że będziemy gonić i całować dziewczyny. Ruszyłem i ja. Byłem tak zdenerwowany, że zamiast złapać koleżankę, wpadłem na drzewo. To był potężny kasztan. Do dziś pamiętam guza, jakiego sobie wtedy nabiłem. Pomyślałem: "Jeśli całowanie dziewczyn tyle kosztuje, to ja rezygnuję i idę za księdza". Myśl okazała się prorocza. Kilkanaście lat później przyjął święcenia kapłańskie i rozpoczął pracę w Winnicy Pana. Nie jest jedynym w rodzinie, który poszedł za Jego głosem. Do zakonu wstąpiły trzy kuzynki i starsza o czternaście lat, dziś dziewięćdziesięciodwuletnia, siostra.
31 000 Mszy św., 16 000 homilii...
Maj 1948 roku był wyjątkowo piękny. Trzydziestu siedmiu diakonów żegnało mury gnieźnieńskiego seminarium i przygotowywało się do święceń kapłańskich. Miesiąc po ich przyjęciu, niemal wszyscy posługiwali już - jako wikariusze - w swej pierwszej parafii, a kilka lat później wielu z nich zostało proboszczami. Ksiądz Lewandowski w 1960 roku w Kamieńcu, ks. Wacławski w 1959 roku w Raczkowie i Jabłonowie, a ks. Kosowski w 1961 roku w Pęchowie. Czasy były trudne, komunistyczne, a mimo to pracowali z radością. Ksiądz Lewandowski z rozrzewnieniem wspomina bark prądu i starą lampę naftową, przy której czytał książki. Ksiądz Wacławski polną drogę z Raczkowa do Jabłonowa, którą tysiące razy pokonywał najpierw simsonem, a potem syrenką. Wspominają także kolejne parafie, w których przez długie lata posługiwali. Ksiądz Lewandowski parafię pw. św. Marcina w Żninie, ks. Wacławski Popowo Kościelne, ks. Kosowski: Liszkowo i Kościeszki. Ksiądz Lewandowski obliczył, iż w ciągu pięćdziesięciu lat posługi kapłańskiej każdy z nich ochrzcił średnio 1900-2200 dzieci, udzielił 1750-1900 Pierwszych Komunii Świętych, pobłogosławił 800-1200 związków małżeńskich, odprawił 28 000-31 000 Mszy św., rozdał 1200 000 - 2600 000 Komunii Świętej oraz wygłosił około 16 000 homilii i 3400 katechez. Dziś są już na tzw. emeryturze, ale określenie to nie jest właściwe, bo posługa kapłańska trwa do końca życia, do ostatniego tchnienia. Fakt, wzrok już nie ten i zdrowie jakby gorsze, ale jak mówi ks. Kosowski, nadal można odprawiać Msze św., słuchać spowiedzi, czytać brewiarz, a gdy i na to zabraknie sił, to można w kaplicy krzyżem leżeć... Księża jubilaci przyznają, iż gdyby mieli wybierać raz jeszcze, wybraliby tak samo... Pięćdziesiąt lat... Pan Bóg szlifował... W kapłaństwie nie ma innej drogi... Trzeba Mu się oddać bez reszty...

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki