Powiada ten i ów, że dla niego może rządzić choćby i sam diabeł, byleby gospodarka się rozwijała. Osobiście byłbym ostrożniejszy z tym "choćby i diabelstwem"; nie wiem, czy diabeł zna się na gospodarce, ale to, co się w niej dzieje nad Wisłą na działanie anielskie nie wskazuje. A prognozy rozwoju ekonomicznego są raczej kiepskie, bo złotówka jest zbyt silna, więc spadają zamówienia, podatki - jawne i ukryte - są horrendalnie wysokie, analitycy ekonomiczni alarmują, że gospodarka coraz bardziej wyhamowuje, a w rankingu wykorzystywania nowych technologii spadliśmy ostatnio do ósmej dziesiątki państw świata.
Przed nami jednak święta, więc może nie warto takimi problemami psuć sobie i bliźnim nastroju oczekiwania na cud Zmartwychwstania? Czy jednak podczas świątecznego biesiadowania uda się nam uniknąć namiętnych sporów o to np., który z polityków najczęściej kłamie, czy Fundacja Batorego jest ośrodkiem zarządzania Rzeczpospolitą, która sejmowa komisja śledcza jest najgorsza, albo - ile głosów PD odbierze PO, a ile SLD i SdPl? Nawet jeśli sami zachowamy powściągliwość, nie ma żadnej pewności, że brat, kuzyn albo szwagier nie będzie nas uparcie wciągał w takie dyskusje. Może dla ocalenia więzów rodzinnych i resztek zdrowia psychicznego warto wtedy spróbować obrócić wszystko w żart? Nie zaszkodzi przy tym wskazać na jakiś pierwiastek dobra albo prawdy. Wiem, że to trudne, bo wielu na co dzień krew zalewa, gdy o grubości ich portfela decyduje jedynie ilość noszonych w nim dokumentów, zaś butne miny rozmaitych "mężów opatrznościowych" budzą irytację, ale spróbować warto.
Służę przykładem. Kiedy premier Belka dał nogę z Sejmu do Fundacji Batorego, na Wiejskiej zawrzało. Głos zabierali rozmaici parlamentarzyści, a wśród nich moja ulubiona posłanka z SLD p. Senyszyn. Niewiasta ta wsławiła się już wcześniej kuriozalnymi wypowiedziami medialnymi, a także emocjonalnym wystąpieniem sejmowym po wycofaniu się przez SLD z forsowania projektu ustawy o tzw. świadomym rodzicielstwie, czyli proaborcyjnej, oskarżając swoich towarzyszy partyjnych o męski szowinizm. Natomiast teraz przypomniała, że Marek Belka karierę polityczną zrobił dzięki SLD i dorzuciła filozoficznie, że mężczyzna zawdzięcza karierę pierwszej żonie, a karierze - drugą żonę; czyli z naszego chrześcijańskiego punktu widzenia, konkubinę.
Zamiast jednak zastanawiać się, czy to oznacza, że konsekwencją kariery miałoby być życie w konkubinacie, postarajmy się wykazać nieco dobrej woli. Otóż w swoim wystąpieniu wyraziła ona nadzieję, że chociaż premier ciałem jest gdzie indziej, to w Sejmie jest obecny duchem, dając tym samym dowód, że i ona wierzy w istnienie rzeczywistości duchowej. W ten sposób udało się nam znaleźć nawet w wystąpieniu p. Senyszyn pierwiastek prawdy.
Nie gaśmy więc, zacni utracjusze raju, ducha.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.









