Logo Przewdonik Katolicki

Outsider

Natalia Budzyńska
Fot.

Który miłośnik kina nie zna "Aguirre, gniew boży", "Fitzcarralda" czy "Zagadki Kaspara Hausera"? Werner Herzog, kultowy reżyser, mistyk kina, wizjoner powrócił po dziesięciu latach milczenia na ekran z filmem "Niezwyciężony". Nie szukajmy jednak "Niezwyciężonego" w repertuarze gigantycznych kompleksów kinowych - nie ma tam dla niego miejsca. I dobrze, nie ma to jak oglądać Herzoga...

Który miłośnik kina nie zna "Aguirre, gniew boży", "Fitzcarralda" czy "Zagadki Kaspara Hausera"? Werner Herzog, kultowy reżyser, mistyk kina, wizjoner powrócił po dziesięciu latach milczenia na ekran z filmem "Niezwyciężony".



Nie szukajmy jednak "Niezwyciężonego" w repertuarze gigantycznych kompleksów kinowych - nie ma tam dla niego miejsca. I dobrze, nie ma to jak oglądać Herzoga w małych, zapomnianych kinach, ukrytych w starych kamienicach. Poszukiwanie transcendencji, penetrowanie mrocznych zakątków duszy, gąszcz symboli, powolny ruch kamery - niepopularne to zjawiska w czasach, gdy kino ma dostarczać rozrywki. Herzog nigdy nie chciał szokować i zadziwiać. Chce stawiać pytania, szuka granic człowieczeństwa na obrzeżach cywilizacji. Staje po stronie odrzuconych.

Piechur


Biografia Wernera Herzoga nadaje się na film, który sam mógłby o sobie nakręcić. Urodził się w 1942 roku i całe dzieciństwo spędził w górskiej bawarskiej wiosce. Przez czternaście lat życia nie widział ani jednego filmu, nie umiał nawet korzystać z telefonu. Dopiero w wieku 17 lat po raz pierwszy posłużył się aparatem telefonicznym. Gdy miał 14 lat, zaczął wędrować: przemierzył pieszo całe Niemcy. Imał się różnych zajęć, podobno był dobrze zapowiadającym się skoczkiem narciarskim, ujeżdżał również konie na rodeo. Studiował historię, literaturę i teatr na uniwersytecie w Monachium. Pierwszy film nakręcił, gdy miał 19 lat. I odtąd kino stało się jego żywiołem. Szybko też uzyskał artystyczną niezależność - nie mając wielkich zasobów finansowych, założył własną firmę producencką Werner Herzog Filmproduktion. Na początku lat 70., gdy dowiedział się, że ciężko zachorowała wybitna znawczyni kina niemieckiego, odbył pieszą pielgrzymkę w jej intencji: szedł z Monachium do Paryża. Była zima, a on przedzierał się tygodniami przez lasy i pustkowia. Wierzył, że w ten sposób wybłaga zdrowie u Stwórcy - i rzeczywiście przyjaciółka wyzdrowiała. Wiarę katolicką przyjął Herzog świadomie w wieku 16 lat.
Nakręcił prawie czterdzieści filmów, w tym ponad połowę dokumentalnych, przez wiele ostatnich lat zajmował się operą dla teatrów w Niemczech, ale także w USA i w mediolańskiej La Scali. Za twórczość dokumentalną otrzymał w 2002 roku nagrodę Smoka Smoków na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych i Dokumentalnych. Nie odebrał jej - właśnie przemierzał pieszo Tybet.

Niemiecki romantyk


Herzog, spadkobierca niemieckiego romantyzmu i ekspresjonizmu, niemieckiej skłonności do mistycyzmu i rozważań nad wolą i mocą, geniuszem i obłędem, kręcił filmy o odmieńcach, o ludziach nieprzystosowanych, outsiderach. Zawsze okazywało się, że to świat jest nieprzystosowany i nienormalny. Obok "Aguirre, gniew boży" i "Fitzcarralda" w nurt filmów o nieprzeciętnych jednostkach wpisują się "Cobra Verde" i "Nosferatu - wampir". Nie byłoby tych filmów, gdyby nie Klaus Kinsky - szaleniec, ale i wybitny aktor, którego z reżyserem łączyła mieszanka szacunku i nienawiści. Jednak nikt inny nie potrafił oddać tak sugestywnie obłędu i wiary w sny, które prowadziły człowieka do ekstremalnych wyborów. Herzog też okazał się obłąkany - realizacja niektórych filmów owiana jest już legendą. Kręcąc w 1972 roku "Aguirre", historię konkwistadora szukającego w głębi Peru legendarnego El Dorado, szaleńca poświęcającego wszystko dla iluzji, nie miał zbyt dużo pieniędzy, ekipę filmową zgromadzoną w dusznym amazońskim piekle dręczyły głód i choroby. Aby zmusić wycieńczonego Kinsky'ego do gry, podobno celował do niego z pistoletu. Ostatecznie okazało się, że ta obsesyjna praca miała swój cel - powstał film wybitny. Także w czasie kręcenia "Fitzcarralda" nie obyło się bez trudności: początkowo do roli tytułowej zaangażowany został Mick Jagger, który wycofał się jednak w połowie filmu. Herzog zaprosił znów Kinsky'ego, ale film musiał robić od początku. Opowieść o romantyku opętanym misją zbudowania opery w głębi amazońskiej puszczy okupiona była pracą w krańcowo trudnych warunkach. Nie uznawał półśrodków. W jego filmach wszystko jest prawdziwe: głód, choroby, zmęczenie i krajobrazy. Parowiec naprawdę został przetransportowany drogą lądową. Podczas tej niebezpiecznej operacji naprawdę zginął Indianin, co spowodowało bunt statystów. Za ten film o hipnotyzującej sile Herzog otrzymał Złotą Palmę.
Drugi nurt, który charakteryzuje Herzoga, to filmy o ludziach zdradzonych i poniżonych, prostaczkach, właśnie w nich widział on bliską więź z Bogiem. Jego odkryciem był Bruno S. - naturszczyk, który pół swojego życia spędził w zakładach psychiatrycznych. Ma on za sobą wspaniałe i sugestywne role, które na długo wpadają w pamięć - Caspara Hausera czy Stroszka.

Odczarowany Hanussen


Dziesięć lat po ostatnim obrazie Herzog nakręcił "Niezwyciężonego" - polska premiera odbyła się w styczniu tego roku. To prawdziwa historia żydowskiego kowala Zishe Breitbarta, który mógł poszczycić się niezwykłą siłą. Przez łowcę talentów został zaproszony do Berlina, gdzie występował jako aryjski siłacz w Teatrze Okultystycznym Erika Hanussena. Był rok 1932. Pewnego dnia przyznaje się podczas spektaklu do swego pochodzenia i wierzy w to, że jest nowym Samsonem powołanym przez Boga do obrony Izraela.
Rola Hanussena byłaby idealna dla Klausa Kinsky'ego - niestety, Kinsky nie żyje, a Tim Roth nie ma w oczach obłędu. Znacznie lepiej od niego wypada Jouko Ahol, naturszczyk, zdobywca tytułu Najsilniejszego Człowieka Świata. I tu widać zamiłowanie Herzoga do skrajnego realizmu: Zishe podnosi prawdziwe ciężary, a nie styropianowe atrapy, a Anna Gourari, grająca asystentkę i kochankę Hanussena, jest najprawdziwszą pianistką. Oszukuje tylko Hanussen.
Czy Herzog rozprawia się tym filmem z niemiecką przeszłością? Nie wiem, ale taka myśl przyszła mi do głowy. Sztetl we wschodniej Polsce pokazany jego kamerą wzrusza do łez, nie widziałam jeszcze tak oddanej wiary w Boga, przenikającej wszystkie fragmenty życia, jak w pokazanej tu ubogiej żydowskiej rodzinie. Płakałam, patrząc na świat, który za parę lat miał przestać istnieć na zawsze, więc chyba to nie najgorszy egzorcyzm. Jednak jeśli ktoś będzie chciał odnaleźć tu Herzoga z czasów "Aguirre" czy "Stroszka", to się zawiedzie, bo w "Niezwyciężonym" zgubiło się "to coś", nienazwane i tajemnicze. Niestety, zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem "to coś" nie istniało tylko w oczach Klausa Kinsky'ego?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki