Sztuka - towarzyszka religii

Fakt, że napisany pod koniec życia poemat "Tryptyk rzymski" Papież podpisał jako Jan Paweł II jest znamienny. Oto jak najwyższy autorytet religijny świata dzielił się swoimi najintymniejszymi przeżyciami i to poprzez literaturę. Następca Chrystusa w ten sposób nobilitował sztukę, artystę, a szerzej - kulturę i rolę, jaką ma do odegrania.



Papież Jan Paweł II zawsze doskonale...
Czyta się kilka minut

Fakt, że napisany pod koniec życia poemat "Tryptyk rzymski" Papież podpisał jako Jan Paweł II jest znamienny. Oto jak najwyższy autorytet religijny świata dzielił się swoimi najintymniejszymi przeżyciami i to poprzez literaturę. Następca Chrystusa w ten sposób nobilitował sztukę, artystę, a szerzej - kulturę i rolę, jaką ma do odegrania.

Papież Jan Paweł II zawsze doskonale rozumiał sztukę i artyści byli mu szczególnie bliscy. Jedna z Jego znajomych z okresu okupacji wspominała: "Każdy myślał, że Wojtyła zostanie aktorem". Od aktorstwa rozpoczął swoją przygodę ze sztuką, był także dramatopisarzem i poetą. Nigdy nie wyrzekł się sztuki, a "Tryptyk rzymski" jest dowodem na to, że o niewyrażalnym można mówić tylko poprzez sztukę. Artystą nie przestaje się być - wie o tym każdy artysta. Bliski był mu św. Jan od Krzyża, mistyk i poeta, oraz brat Albert - malarz. Podczas swego pontyfikatu napisał często cytowany "List do artystów", powołał Papieską Radę Kultury, a artyści całego świata byli częstymi gośćmi w Watykanie. Jan Paweł II, jak żaden papież przed Nim, rozumiał jak ważną i istotną rolę odgrywa kultura. Poprzez twórczość człowiek może wyrazić najważniejsze pytania egzystencjalne, dzięki niej właśnie drugi człowiek może je sobie zadać i szukać odpowiedzi. W ten sposób sztuka staje się towarzyszką religii.

Aktor

Kiedy wybuchła II wojna światowa, Karol Wojtyła był studentem polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wraz z przyjaciółmi postanowił walczyć, choć nie zbrojnie, przeciwko niemieckim próbom likwidacji polskiej kultury. Wtedy powstały Jego pierwsze młodzieńcze sztuki: "Dawid", "Jeremiasz" i "Hiob". W 1941 roku przyjechał z Wadowic do Krakowa Mieczysław Kotlarczyk, który założył Teatr Rapsodyczny - w nim to Karol Wojtyła został aktorem. Nie była to jednak zabawa w teatr, w umilanie sobie życia okupacyjnego jakimiś przedstawieniami dla znajomych. To był autentyczny ruch oporu: próby i przedstawienia odbywały się w prywatnym mieszkaniu w całkowitej konspiracji. Ten teatr był traktowany jako forma protestu przeciwko tępieniu polskiej kultury na własnej ziemi i w mieście takim jak Kraków. Kotlarczyk założył teatr eksperymentalny, w którym nie fabuła, a słowo odgrywało najważniejszą rolę. Fabuła mogła być co najwyżej ilustracją problemu. Dlatego też aktorstwo w zamyśle Teatru Rapsodycznego nie było naturalistyczne: aktor nie odgrywał danej postaci, ale robił coś ważniejszego - niósł problem. Gest jego był oszczędny, rytmikę czerpał z rytmu słów. W czasie okupacji przedstawienia odbywały się dla 20-30 osób, wymuszona oszczędność środków wyrazu okazała się eksperymentem twórczym. Karol Wojtyła grał króla Bolesława Śmiałego w "Królu-Duchu" Słowackiego i rolę tytułową w "Samuelu Zborowskim" tego samego autora. Poza tym wystawiono Norwida, Kasprowicza, Mickiewicza i Wyspiańskiego. U podstaw teatru i wyboru sztuk tkwiło przekonanie, że słowo może zmienić świat, że słowo ma moc. "Sądzę, że doświadczenie wyniesione z Teatru Rapsodycznego, pozbawionego - jak mi opowiadał - prawdziwie teatralnych środków; gdzie wszystko koncentrowało się na słowie - było dla Niego bardzo ważne. Wydaje mi się, że to doświadczenie nadało Jego nauczaniu pewną tonację i zupełnie wyjątkowe znamię", powiedział kiedyś kard. Paul Poupard, przewodniczący Papieskiej Rady Kultury.

Jednak obok zakonspirowanej działalności artystycznej Karol Wojtyła zaczął prowadzić życie zakonspirowanego seminarzysty. W 1942 roku odczytał swoje właściwe powołanie. Nie udało się utrzymać tego długo w tajemnicy przed przyjaciółmi, musiał powiedzieć Kotlarczykowi, że nie ma czasu na próby i przedstawienia. Jego wybór spotkał się z wielkim protestem przyjaciół. Usiłowali Go wręcz przekonać do zmiany decyzji za pomocą ewangelicznej przypowieści o talentach: Bóg dał Mu przecież zdolności aktorskie, a odmowa ich rozwijania byłaby zakopywaniem talentów. Całe szczęście, nic nie wskórali...

Wyrazić niewyrażalne

Gdy został księdzem, nie zrezygnował z pisania, jednak nigdy nie włączył się w życie artystyczne ani nie brał jako autor udziału w życiu literackim. W "Tygodniku Powszechnym" pojawiały się co jakiś czas wiersze i dramaty podpisane Andrzej Jawień lub Stanisław Andrzej Gruda. Były to pseudonimy literackie Wojtyły, być może chciał w ten sposób odgraniczyć swoją twórczość literacką od pisania na tematy wiary, moralności i dotyczące spraw Kościoła. W roku 1950 skończył pisać sztukę "Brat naszego Boga". Bohaterem jej jest Adam Chmielowski - malarz, który porzucił sztukę, by nieść pomoc najuboższym, żyjąc wraz z nimi. Najważniejszym wątkiem jest przemiana artysty w Bożego sługę - Chmielowski staje się bratem Albertem. Ale jest to dramat, dramat dojrzewania do miłości. Napisana dziesięć lat później sztuka "Przed sklepem jubilera" jest poetycką medytacją o tajemnicy małżeństwa, najczęściej do dziś wystawianą.

Do czego księdzu była potrzebna poezja? Był w końcu wybitnym filozofem, teologiem, duszpasterzem, a w końcu kardynałem, i wciąż pisał. On sam mówił, że literatura może dotknąć najgłębszej prawdy o człowieku, tej prawdy, której ani filozofia, ani teologia nie są w stanie opisać.

"Bywa nieraz, że w ciągu rozmowy stajemy w obliczu prawd, / dla których brakuje nam słów, brakuje gestu i znaku - / bo równocześnie czujemy: żadne słowo, gest ani znak - / nie uniesie całego obrazu, / w który wejść musimy samotni, by się zmagać podobnie jak Jakub [...]" - napisał w jednym z wierszy. To właśnie niewyrażalne potrafi wyrazić poezja. Jest śladem dążenia człowieka do Nieskończoności. To próba uchwycenia Boga zawsze obecnego w życiu każdego człowieka, w sposób tajemniczy. Wiersze ks. Wojtyły to poezja kontemplacyjna, a nawet mistyczna (zresztą Jego ulubionym mistykiem był św. Jan od Krzyża - też poeta). Długo myślano, że poemat "Stanisław" jest Jego ostatnim wierszem. Kardynał Wojtyła ukończył go tuż przed konklawe, a zadedykował swemu następcy w Krakowie - kardynałowi Franciszkowi Macharskiemu i podarował mu jego rękopis. Zapytany w 1995 roku o to, czy jeszcze pisze wiersze, tak odpowiedział swemu rzecznikowi prasowemu Joaquinowi Navarro-Valls: "Nie, to już zamknięty rozdział w moim życiu". Okazało się, że zmienił zdanie, a wiadomość o wydaniu w 2003 roku poematu "Tryptyk rzymski" wywołała wielką sensację.

"Tryptyk rzymski"

W trudnych czasach pomieszania wartości i zagubienia medytacje Papieża stały się słowem nadziei dla współczesnych ludzi. To słowa człowieka, który ma wiarę. W pierwszej części "Tryptyku" pt. "Strumień" Ojciec Święty rozważa o dziele Stworzenia, w drugiej medytuje nad Księgą Rodzaju, zobrazowaną w Kaplicy Sykstyńskiej przez Michała Anioła. Refleksja nad stworzeniem przeradza się w refleksję nad obecnością Boga w sztuce i poprzez sztukę. Poprzez sztukę bowiem człowiek może zbliżyć się do Boga, może z Nim rozmawiać. Papież stoi w Kaplicy Sykstyńskiej wobec olbrzymiej ikony, jaką jest malowidło Michała Anioła. Ikona jest progiem, z którego widać "niewidzialne", rzeczywistość niebiańską: sztuka może to zrobić, taki jest jej cel. W ostatniej części "Tryptyku" Papież opowiada historię Abrahama. Figura Abrahama mówi nam, czym jest wiara. Jego imię znaczy: "ten, który uwierzył wbrew nadziei"; wiara to jego dzieje. W Abrahamie spełniają się obietnice Boga: On daje wszystko to, co obiecał. Czy ma złożyć w ofierze swego ukochanego syna Izaaka, którego dał mu Bóg?

Papież dał nam wielki prezent - słowa nadziei. Myślę, że ten poemat jest też Jego podziękowaniem: u schyłku życia Jan Paweł II wychwalał Boga za całe stworzenie, za świat, za życie. Chciał powiedzieć coś bardzo prostego, o czym człowiek współczesny zapomniał zatopiony w nihilizmie świata - że ten świat jest piękny. I prowokuje nas do zadawania sobie najbardziej fundamentalnego pytania: jaki jest sens mojego życia? Kim jest Bóg?

Kim On jest? Jest jak gdyby niewysłowiona przestrzeń, która wszystko ogarnia -

On jest Stwórcą: Ogarnia wszystko, powołując do istnienia z nicości nie tylko na początku, ale wciąż.

Papieskie książki

Jan Paweł II to pierwszy papież, który pisał "prywatne" książki dla wszystkich. Każdy pewnie pamięta "polowanie" w księgarniach na pierwszą wydaną książkę Papieża: "Przekroczyć próg nadziei" w 1994 roku. Składają się na nią pisemne odpowiedzi Ojca Świętego na pytania włoskiego pisarza i katolickiego publicysty Vittorio Messoriego. Przystępna forma pytań i odpowiedzi, bezpośredni język, jakim Jan Paweł II mówi i ciekawa tematyka dotykająca wielu problemów współczesnego człowieka, sprawiły, że książka cieszyła się dużą popularnością nawet wśród osób niewierzących. Mówi o tym nakład: ponad 20 mln sprzedanych egzemplarzy w 32 językach świata. Dwa lata później, z okazji 50. rocznicy swoich święceń kapłańskich, Papież wydał kolejną książkę - "Dar i tajemnica". Podzielił się w niej refleksjami na temat istoty powołania, wspominając przy okazji osoby, które wywarły wpływ na Niego w tym okresie i później, gdy realizował swoje powołanie. W pewnym sensie kontynuacją "Daru i tajemnicy" jest książka "Wstańcie, chodźmy" (2004), w której Ojciec Święty opowiadał o latach, gdy był biskupem Krakowa. Napisał ją, chcąc uczcić swoje 84 urodziny. To piękna książka, która stała się niezwykłą pomocą dla każdego biskupa, dodającą odwagi i otuchy w tym trudnym posługiwaniu. W tym roku została wydana ta, nad którą Papież pracował bardzo długo - "Pamięć i tożsamość". Powstała na podstawie rozmów, jakie z Papieżem przeprowadzili kilkanaście lat temu ks. prof. Józef Tischner i profesor filozofii z wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku, Krzysztof Michalski. "Pamięć i tożsamość" dotyczy nie tylko wspomnień z okresu hitleryzmu i stalinizmu. Totalitaryzmy stały się pretekstem do filozoficznych i teologicznych rozważań na temat roli zła w boskich planach. Rozważania Ojca Świętego na temat sensu zła w historii ludzkości i ostatecznego zwycięstwa dobra dały wielu ludziom nadzieję, szczególnie w czasach współczesnych zagrożeń i lęków. "W wieku XX uczyniono wiele, aby świat przestał wierzyć, ażeby odrzucił Chrystusa", napisał Jan Paweł II w swej ostatniej książce. Podkreślił jednocześnie, że odpowiedzią na wszystkie pytania i cierpienia dotykające ludzkość jest Jezus Chrystus. "Chrystus jest Odkupicielem świata: a w Jego ranach jest nasze uzdrowienie (Iz 53, 5)". Czyżby Jan Paweł II chciał nam w ten sposób zostawić swój testament, powtarzając za Chrystusem: "Odwagi! Nie bój się mała trzódko!"? Jestem o tym przekonana.

Papiescy biografowie uważają, że znajomość literackiej twórczości Karola Wojtyły znakomicie ułatwia i pogłębia rozumienie duchowości Jego pontyfikatu. To prawda, i możemy dziękować Bogu za to, że poprzez literaturę będzie do nas wciąż mówił.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 0/2005