Duży wpływ na miłość Jana Pawła II do książek miał ojciec, który czytał synowi całego Sienkiewicza i zachęcał do poznawania dobrej literatury. Młody Karol szczególnie interesował się literaturą dramatyczną. Czytał Szekspira, Moliera, Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, Norwida, Fredrę, Żeromskiego, Kasprowicza, Sofoklesa. Zafascynowany był mistycznym Słowackim, a Król-Duch i Genezis z Ducha były jego duchowymi przewodnikami i programem artystycznym.
Słowo jak fundament
Literatura była ważnym fundamentem jego formacji artystycznej, i jako poety, i dramaturga, i jako kapłana, ale najbardziej przyczyniła się do ukształtowania go jako niezwykłego mówcy i kaznodziei. Miał dobre warunki – głos naturalnie piękny, o wyjątkowej barwie, zdolny wiele wyrazić. Dlatego początkowo swoją przyszłość widział w teatrze. Siłą Karola Wojtyły było słowo, którego uczył się na literaturze. W jednym z listów do Mieczysława Kotlarczyka, twórcy Teatru Rapsodycznego, z 1939 r. tak pisał: „ja się w tych wierszach po prostu uczę mówić, zanim zacznę rozmawiać”. Warto zwrócić uwagę na wysoką i krytyczną świadomość wartości literatury, która według 19-letniego wadowiczanina „rzadko duchem narodu tchnęła. Bo dla nas duch jest więcej niż przemoc i miecz; bo w nas są korzenie Piękna przegłęboko, bo Piękno nasze i sztuka nasza z naszego jest Narodu i dla naszego Narodu: to jest pieśń Wieszczów, Teatr Wyspiańskiego, Księgi Kasprowicza i filozofia Norwida. W nich jest linia wielkiej poezji polskiej, pieśń nie przebrzmiała, która naród jak w owym Genezis z Ducha mocą pracy i ofiary ku górze prowadziła i ku wyzwoleniu, a w powojennej: import, szmonces, komedia głupawa a sprośna i wszystko takie nie-nasze, nie-polskie, nie-słowiańskie, nie-Chrystusowe i nie-Boże. Trzeba się odrodzić i odróżnić”. Echa tych myśli znajdą się dwa lata później w manifeście Teatru Rapsodycznego, który do dzisiaj brzmi jak wyrzut sumienia wobec współczesnej sceny polskiej: „Mamy najwspanialszą literaturę, a nikt o tym nie wie. Dlaczego? Bo jej pokazać nie umiemy. Mamy najwspanialszą literaturę dramatyczną, a zupełnie niedocenioną. Dlaczego? Bo może arcydzieł swoich grać nie umiemy, a nie umiemy ich grać, bo może ich nie gramy”. Wierność rapsodyków wobec literatury ojczystej była bezkompromisowa, o czym świadczy fragment Dekalogu artysty Teatru Naszego: 1. Nie będziesz echem cudzoziemców, ani Wschodu, ani nowinek moskiewskich, ani paryskich, ani żadnych innych, obcych duchowi kultury własnego narodu; 2. Nie będziesz lekceważył, wyśmiewał czy poniewierał tego, co prawdziwie wielkie w sztuce twojego narodu.
Miłość i podziw
Nas współczesnych może dziwić ta miłość do literatury ojczystej, dzisiaj pogardzanej, wyszydzanej i usuwanej z kanonu lektur szkolnych. Nie bierzemy pod uwagę tego, że pokolenie Karola Wojtyły urodziło się i dojrzewało w wolnej Polsce. To byli ludzie wolni, bez kompleksów wobec innych narodów, którzy szukali wzorców osobowych w wielkiej literaturze polskiej. Co więcej, szukali ich światłem wiary, bez której największe dzieła są tylko pustką. Przed wojną w Wadowicach Karol Wojtyła terminował u Kotlarczyka, który w oryginalny sposób uczył deklamacji. Chodził po mieszkaniu tam i z powrotem, recytując, a za nim młody Karol powtarzał fragment. Nie zawsze z powodzeniem. W czasie wojny spotykali się w Krakowie, czytając znane utwory i obsadzali sobą postacie wielkiej poezji i prozy. Potrafili również bawić się literaturą, na przykład rozszyfrowując znane persony z Wadowic w postaciach z powieści Emila Zegadłowicza Zmory. O tym, jak hartowała się na literaturze siła słowa Karola Wojtyły, świadczy epizod okupacyjny z 1942 r. Podczas jednego z konspiracyjnych spektakli Pana Tadeusza recytował fragmenty spowiedzi ks. Robaka. Naraz w ciszy odezwał się głośnik niemieckiego radia, zainstalowany naprzeciw kamienicy, w której odbywało się przedstawienie. Podawano komunikaty o zwycięstwach niemieckich w Europie. Wojtyła nie przerwał, nie zmienił tonu. Mówił cicho, spokojnie, jakby nie słyszał tubalnego głosu spikera. Kiedy szczekaczka umilkła, Mickiewicz głosił pojednanie Soplicy z Klucznikiem. Jeden z widzów tak wspominał po latach tę chwilę: „Spojrzałem po twarzach zebranych gości. Ta sama myśl ożywiła nasze oczy. Czuliśmy się wszyscy synami narodu, który, choć niejednokrotnie oszukany na przestrzeni wieków, nie ulegnie przemocy”.
Czterdzieści lat później jako papież podobnie zwycięsko zmierzył się w Nikaragui z komunistami, którzy okrzykami próbowali zakłócić i przerwać Mszę św. na stadionie w Managui.
Więzi z historią
Literatura nauczyła Karola Wojtyłę żywej więzi duchowej z historią Narodu, która miała dla niego głęboki wymiar patriotyczny i teologiczny. Uważał, że każde miejsce ma i swoją historię i teologię. Czas teraźniejszy był dla niego spotkaniem przeszłości i przyszłości. Niczym ojciec rodziny z ewangelicznej przypowieści Chrystusa, wydobywał ze skarbca historii rzeczy dawne i nowe. Tak mówił o katedrze wawelskiej, gdzie ludzie spoczywający są wielkimi „Królami – Duchami”, którzy prowadzą naród poprzez stulecia. Tak mówił o Gnieźnie jako wieczerniku naszego polskiego millenium, gdzie przemawia do nas z jednaką zawsze mocą tajemnicza data tego początku, od której liczymy historię Ojczyzny i Kościoła zarazem w dziejach Ojczyzny. Tak mówił o Poznaniu – miejscu, w którym wszystko się zaczęło, a wyznanie wiary najdawniej było wypowiadane na ziemiach piastowskich, po chrzcie Mieszka w 966 r. Mówił zawsze tak, że rzeczy dawne okazywały się nowymi, a nowe dawnymi. Homilie papieskie przenikało światło wiary, które dawało tym rzeczom, potocznie znanym i zapomnianym, niezwykłą moc, a słuchającym przywracało godność wewnętrzną i poczucie utraconej wspólnoty. Jako papież nie ukrywał inspiracji wielką literaturą w dokumentach kościelnych. I tak Laborem exercens jest pierwszą społeczną encykliką, która wywodzi się z ducha Norwida, piszącego o zbawczej mocy pracy przyjętej z miłością jako najwyższego przejawu ludzkiej wolności. Podobnie List do artystów zawiera odniesienia do Norwidowskiej myśli:
„(...) Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy – praca, by się zmartwychwstało”.
Jest tam również cytowany Fiodor Dostojewski, którego twórczość cenił bardzo wysoko. Zwłaszcza zafascynowany był powieścią Idiota, której bohater, książę Myszkin, uważał, że „piękno zbawi świat”. W Liście do artystów wspomniany jest również Mickiewicz i Dante.
Otwarcie na innych
Karol Wojtyła zawsze był ciekaw, co piszą inni twórcy. Współcześni zapamiętali go jako namiętnego czytelnika. Ambasador Stefan Frankiewicz wspomina, jak papież czytał przy obiedzie dopiero co przywiezione przez niego książki Herlinga-Grudzińskiego. Wojtyła jeszcze w czasach krakowskich gorąco namawiał swoich kolegów, aby uważnie czytali współczesną literaturę, nawet tę „mroczną”, jak Dżuma Camusa, Moc i chwała Greene’a. Sam zawsze miał przy sobie książkę. Udając się na październikowe konklawe zostawił na szafce nocnej tom Heideggera. Cenił niezwykle wysoko Romana Brandstaettera, poetę i pisarza żydowskiego pochodzenia, tłumacza Pisma Świętego, autora epopei Jezus z Nazarethu. Dał temu wyraz po jego śmierci, przesyłając do ówczesnego Metropolity poznańskiego, Ks. Abpa Jerzego Stroby okolicznościowy telegram. Spotykał się z Aleksandrem Sołżenicynem, którego reakcja na wybór Polaka na tron papieski była prorocza: „To cud! To jest pierwsze pozytywne wydarzenie od czasu pierwszej wojny światowej i zmieni ono oblicze świata!”. Podobnie przeżył ten moment Vaclav Havel: „Zaczęliśmy krzyczeć z radości i wiwatowaliśmy do późnego wieczora. Instynktownie czuliśmy, że jest to olbrzymie wsparcie dla wszystkich ludzi kochających wolność, a żyjących w świecie komunistycznym”. Czy mógł wtedy, w roku 1978, przewidzieć czeski pisarz i opozycjonista, że 12 lat później jako prezydent wolnej Czechosłowacji będzie witał w Pradze Jana Pawła II słowami: „Nie wiem czy wiem, co to jest cud. Mimo to ośmielam się powiedzieć, że jestem w tej chwili uczestnikiem cudu”.
W październiku 1980 r., na wiadomość o przyznaniu Czesławowi Miłoszowi literackiej Nagrody Nobla, Jan Paweł II wystosował do niego telegram z gratulacjami i życzeniami, aby jego twórczość „wniosła trwałe wartości w dziedzictwo ducha ludzkiego i dobrze przysłużyła się powszechnej sprawie człowieka”. Poeta przesyłał do Watykanu swoje poezje, a wśród nich Traktat teologiczny. Przed śmiercią wysłał list, w którym prosił papieża o błogosławieństwo.
Jego wiersze i dramaty
Przykładem szczególnie bliskiej relacji Karola Wojtyły z literaturą piękną jest jego twórczość poetycka i dramaturgiczna. Co ciekawe, w swojej sztuce zawsze był sobą. Nigdy nie był zamkniętym w sobie artystą, ale zawsze był poetą kapłanem. Patrzył na świat z perspektywy Boga. Tak jest w wierszach: Pieśń o Bogu ukrytym, Pieśń o blasku wody, Myśl jest przestrzenią dziwną, Kościół, Stanisław, Myśląc Ojczyzna. Tak jest w dramatach: Brat naszego Boga, Przed sklepem jubilera, Promieniowanie ojcostwa. Mimo zastrzeżeń, że nie wróci do poezji w Watykanie, stał się pierwszym w historii papieżem poetą, autorem poematu Tryptyk rzymski. Utwór stał się światowym bestsellerem i do dzisiaj jest w stałym repertuarze aktorów, muzyków. Został również sfilmowany. Kiedy w życiu Karola Wojtyły rozpoczęło się kapłaństwo, miejsce sztuki zajęła literatura filozoficzna i teologiczna. „Jako seminarzysta dostałem podręcznik metafizyki prof. Kazimierza Waisa ze Lwowa i ksiądz Kazimierz Kłósak powiedział: «Ucz się! Jak się nauczysz, to zdasz egzamin». Kilka miesięcy przedzierałem się przez ten tekst. Zgłosiłem się na egzamin i zdałem. I to był przełom w moim życiu. Nowy świat mi się otworzył. Zacząłem studiować książki teologiczne”. Dodajmy – niektóre w oryginalnej wersji językowej.
Verba sacra
Lektury Karola Wojtyły, począwszy od wielkiej klasyki literackiej, a skończywszy na mistykach, to jakby zwierciadło jego duchowości. Osiem lat temu w ramach Verba Sacra rozpoczęliśmy czytanie niektórych tytułów, przekonani, że są one również niezbędne nam współczesnym. W tym zestawie znalazł się Król-Duch Słowackiego, Księga Życia św. Teresy z Ávila, Noc ciemna św. Jana od Krzyża, Traktat o doskonałym nabożeństwie do NMP św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, Edyta Stein – św. Teresa Benedykta od Krzyża. Zawsze te prezentacje przypadają w Dniu Papieskim i cieszą się dużą frekwencją.
Jan Paweł II był świadomy tego, co daje kapłanowi literatura i nie ustawał w nawoływaniu duchownych do czytania. W Darze i Tajemnicy tak pisze o formacji słowa: „kapłan, jako autentyczny przewodnik wspólnoty i prawdziwy szafarz Bożych tajemnic, wezwany jest, by być człowiekiem Słowa Bożego, ofiarnym i niestrudzonym głosicielem Ewangelii. Dziś odczuwamy jeszcze pilniejszą potrzebę tego wobec ogromnych zadań «nowej ewangelizacji». Zadanie to jest trudne, gdyż człowiek współczesny oczekuje od kapłana nie tyle Słowa «głoszonego», ile «poświadczonego życiem». Prezbiter musi «żyć Słowem». Równocześnie winien starać się o intelektualne przygotowanie, aby to Słowo dogłębnie poznać i skutecznie je głosić. W naszej epoce, odznaczającej się wysokim stopniem specjalizacji w każdej niemal dziedzinie życia, formacja intelektualna jest szczególnie ważna. Umożliwia ona podejmowanie intensywnego i twórczego dialogu z myślą współczesną”. Czy współcześni są rzeczywiście gotowi do dialogu? W latach 80. w Polsce artyści czuli się, jak wspomina Piotr Wojciechowski, wojskiem Jana Pawła II, jego dywizjami pancernymi, jego husarią na polu walki o ducha. Byliśmy sprzeciwem wobec brutalności, chamstwa i głupoty stanu wojennego i jego maszynistów. A dzisiaj? Niektórzy, chcąc być w zgodzie z „postępową”, antykościelną modą, twierdzą, że „postać papieża nie ma już nic wspólnego z kulturą”, bo „wspólnym narodowym wysiłkiem uczyniliśmy z niej świątka, postać plemiennych jasełek i przydomowego krasnala” (A. Stasiuk).
Nasze dziedzictwo
Czy rzeczywiście takim w naszej pamięci miałby pozostać człowiek, który tyle uczynił dla Polski, Europy, świata i Kościoła? Warto więc w tym miejscu przypomnieć niezwykle trafną myśl Czesława Miłosza o Janie Pawle II jako prawowitym spadkobiercy naszych wieszczów: „Czytelnik jego pism i niezliczonych homilii nieraz odnosi wrażenie, że duch wielkich polskich romantyków, skazany na przegraną, wcielił się w Głowę katolickiego, czyli powszechnego Kościoła, i w ten sposób wystąpił na scenie ogólnoświatowej historii. Jeżeli tak właśnie jest, nieważne były upadki i śmieszności nawiedzające dzieło i biografie wieszczów, skoro znaleźli swoje spełnienie w człowieku potężniejszym niż królowie i docześni władcy tej ziemi”. Dzisiaj wiemy już, że ten duch polskich romantyków znajdzie swoje spełnienie w kanonizowanym 27 kwietnia 2014 r. nowym świętym Kościoła. I ten święty nie będzie biernie przyglądał się temu, co dzieje się z nami, tylko zacznie działać. Abyśmy całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym. Abyśmy nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili. Abyśmy nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!









