Pułkowniku, larum grają...

Kiedy myślę o zmarłym przed kilkoma dniami pułkowniku Kuklińskim, próbuję wyobrazić sobie, co musiał czuć, gdy podejmował dramatyczną decyzję o podjęciu współpracy z wywiadem amerykańskim? Jak ciężkie brzemię dźwigał przez 10 lat, nieustannie zagrożony dekonspiracją, a jednocześnie z każdym dniem bogatszy o coraz straszliwsze tajemnice Układu Warszawskiego? I co o tym wszystkim...
Czyta się kilka minut
Kiedy myślę o zmarłym przed kilkoma dniami pułkowniku Kuklińskim, próbuję wyobrazić sobie, co musiał czuć, gdy podejmował dramatyczną decyzję o podjęciu współpracy z wywiadem amerykańskim? Jak ciężkie brzemię dźwigał przez 10 lat, nieustannie zagrożony dekonspiracją, a jednocześnie z każdym dniem bogatszy o coraz straszliwsze tajemnice Układu Warszawskiego? I co o tym wszystkim mogą wiedzieć ci, którym tak łatwo przychodzi przyklejanie mu łatki zdrajcy?

"Armia Czerwona była najpotężniejszą, największą i najbardziej nieludzką machiną wojenną, jaką znała ludzkość. Wiedziałem, jakie cele mają sowieccy marszałkowie i generałowie [...]. Wiedza o tym, co ma się stać, gdy zacznie się wojna, była przerażająca. Latami przyklejałem na wielkich sztabowych mapach symbole grzyba wybuchu atomowego: niebieskie tam, gdzie uderzenia miały paść z Zachodu, czerwone tu, gdzie miały paść nasze. Nie mogłem nie myśleć, co te grzybki oznaczają. Przecież nie mogłem tego robić bez wyobraźni!" - te słowa pułkownika Kuklińskiego są chyba najlepszą odpowiedzią na stawiane mu zarzuty. Czy przekona to jednak jego adwersarzy, w zdecydowanej większości tych, dla których "honor" oficera Ludowego Wojska Polskiego znaczył więcej niż moralny obowiązek przeciwdziałania komunistycznemu ludobójstwu?

Ulubieniec Jaruzelskiego

Niezwykłe życie Ryszarda Kuklińskiego rozpoczęło się w 1950 roku, kiedy jako 20-latek ukończył Szkołę Oficerską Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu. Dzięki swojej inteligencji i prawdziwej żyłce "wojskowego stratega" został błyskawicznie zauważony przez generałów Jaruzelskiego i Siwickiego, a więc ludzi z przyszłego partyjnego establishmentu.

Od 1963 roku służył w Sztabie Generalnym Ludowego Wojska Polskiego. Z każdym dniem uzyskiwał też dostęp do coraz ważniejszych wojskowych tajemnic.

Kukliński nie był jednak bezwolnym pionkiem. Wiedza, z jaką stykał się na co dzień, uświadomiła mu skalę zagrożenia, jakie zawisło nad Polską.

W 1971 roku podjął decyzję, która zaważyła na całym jego dalszym życiu: zaproponował swoje usługi amerykańskiej agencji wywiadowczej CIA. Jedno jest pewne: zrobił to sam, w zgodzie z własnym sumieniem i nikt go do tego nie nakłaniał.

Tymczasem jednak w wojsku darzono go coraz większym zaufaniem. Cieszył się nie tylko względami gen. Jaruzelskiego, ale i samego marszałka Ustinowa - ówczesnego ministra obrony ZSRR.

W 1976 roku został szefem Oddziału Planowania Strategicznego SG, a wkrótce potem także polskim oficerem łącznikowym w Sztabie Głównym Armii Radzieckiej.

Dzięki temu uzyskał dostęp praktycznie do wszystkich planów wojskowych całego Układu Warszawskiego, stając się najcenniejszym agentem amerykańskim w historii "zimnej wojny".

W 1981 roku był jednak już tak blisko "wpadki", że Amerykanie zmuszeni byli ewakuować z kraju pułkownika, jego żonę oraz dwóch synów.

Trzy lata później Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie skazał zaocznie Kuklińskiego na karę śmierci i konfiskatę mienia za "dezercję i zdradę".

Kukliński zmienił wizerunek i zamieszkał z rodziną pod Waszyngtonem. Dwukrotnie jednak usiłowano go porwać, raz zabić. W końcu jednak musiało dojść do tragedii: w 1994 roku w niewyjaśnionych okolicznościach, w odstępie kilku miesięcy zginęli obaj jego synowie: Waldemar został przejechany przez samochód, a Bogdan wypłynął w rejs i ślad po nim zaginął. Zwłok nie odnaleziono do dzisiaj...

Co przekazał Kukliński?

Jak dotkliwe straty zadał Kukliński systemowi komunistycznemu, może świadczyć wypowiedź gen. Kiszczaka, jednego z najbardziej zapiekłych wrogów pułkownika: "Kiedy zaczęliśmy analizować rangę informacji, które wykradł, zrozumieliśmy, że wiedział tak dużo, iż nie ma sensu zmieniać czegokolwiek, ponieważ musielibyśmy zmienić wszystko".

W ciągu 10 lat Kukliński przekazał Amerykanom 40 265 stron dokumentów i analiz. Wśród najważniejszych informacji przekazanych przez "Jacka Strong" znalazły się m.in. dokumentacja "Planu Albatros" (budowa w Polsce, Bułgarii i ZSRR trzech utajnionych bunkrów, które miały być centrami dowodzenia podczas wojny z Zachodem), plan wprowadzenia w Polsce stanu wojennego oraz analiza technologicznych nowinek w armiach Układu Warszawskiego wraz z prognozą przyszłych działań zbrojeniowych. Ten ostatni dokument został uznany przez CIA za najważniejszy dokument wojskowy, jaki Centrala kiedykolwiek uzyskała z bloku wschodniego.

Zgodnie z planami sowieckiej ofensywy, radziecka strategia zakładała użycie Polski jako pierwszej siły uderzeniowej przeciwko wojskom NATO. Polska miała też ponosić koszty komunistycznej inwazji. Sowiecka przewaga w broni konwencjonalnej zmusiłaby bowiem Zachód do użycia broni jądrowej. W ten sposób Polska przestałaby w praktyce istnieć.

"Sobowtór na horyzoncie"

Dyrektor CIA William Casey powiedział kiedyś, że Kukliński zaszkodził komunizmowi jak nikt inny. Wydawało się, że upadek komunizmu w 1989 roku spowoduje, że pułkownik odzyska dobre imię i należną mu część. Nic z tych rzeczy - dopiero w 1995 roku Izba Wojskowa Sądu Najwyższego uchyliła wyrok z 1984 roku, a podjęte na nowo śledztwo zostało umorzone w 1997 roku. W uzasadnieniu umorzenia prokuratura wojskowa napisała, że Kukliński podejmując współpracę z amerykańskim wywiadem, działał "w stanie wyższej konieczności". Prawda jednak jest taka, że śledztwo umorzono przede wszystkim ze względu na naciski amerykańskie podczas zabiegów władz polskich o przyjęcie naszego kraju do NATO.

Mimo korzystnego rozstrzygnięcia prawnego, Kukliński cały czas spotykał się z atakami ze strony swoich zagorzałych przeciwników. O ile jednak można jeszcze zrozumieć zacietrzewienie Jaruzelskiego - było nie było, człowieka, który najwięcej stracił wskutek wywiadowczej działalności Kuklińskiego - o tyle zupełnie zaskakuje postawa Lecha Wałęsy. Będąc prezydentem, Wałęsa całkowicie zignorował list Zbigniewa Herberta, w którym pisarz prosił o uniewinnienie pułkownika. Kilkakrotnie też publicznie nazywał Kuklińskiego zdrajcą. Z kolei Adam Michnik, krytykując współpracę pułkownika z amerykańskim wywiadem, twierdził, że Kukliński przekroczył próg, poza który nie posunęła się nawet opozycja.

W 1998 roku Ryszard Kukliński po raz pierwszy od 1981 roku odwiedził Polskę. Mimo że sondaże opinii publicznej wskazywały, że polskie społeczeństwo jest podzielone w połowie na jego zwolenników i przeciwników, niemal wszędzie witany był jako prawdziwy bohater. Kraków i Gdańsk przyznały mu nawet honorowe obywatelstwo.

Nie przeszkodziło to jednak posłankom SLD Krystynie Łybackiej, Izabeli Sierakowskiej i Danucie Waniek wygłaszać w tym samym czasie w Sejmie uwag w rodzaju: czy Ryszard Kukliński, "ten pierwszy oficer polski w NATO", który raz łkając, raz krzycząc, wyrażał opinie o ministrze obrony narodowej i kadrze Wojska Polskiego, nie naruszył zasady apolityczności armii i cywilnej nad nią kontroli?" A poseł Jerzy Zakrzewski z SLD pytał: "Skąd wiadomo, że człowiek, którego wożono po kraju w eskorcie BOR, to rzeczywiście prawdziwy Kukliński? O ile wiem, przechodził szereg operacji plastycznych".

Tuż przed śmiercią Kuklińskiego ukazała się w Stanach Zjednoczonych książka "Tajne życie" autorstwa Benjamina Weisera. Znalazły się w niej tajne dotąd materiały CIA i wiele nieznanych faktów z życia pułkownika. Sam Kukliński planował przyjazd do Polski na promocję książki. Podobno myślał także o powrocie do kraju na stałe. Ale wahał się, w 2002 roku mówił: "Ciągle spotykam się z pogróżkami w związku z moim przyjazdem do kraju. Obiecano mi kulę z bliska, z daleka, nóż, truciznę - wszystko".

Ryszard Kukliński zmarł 11 lutego br. Przyczyną śmierci był wylew krwi do mózgu. Według Józefa Szaniawskiego, powołującego się na informacje od żony Kuklińskiego, stało się to w czasie, gdy pułkownik pisał list, będący odpowiedzią na kolejny paszkwil "Gazety Wyborczej" dotyczący jego osoby...

Nigdy nie handlował własnymi dokonaniami

Piotr Wierzbicki, redaktor naczelny "Gazety Polskiej": - Pułkownika Kuklińskiego nie sposób nazwać szpiegiem, ponieważ nigdy nie wziął żadnych pieniędzy za swoją działalność wywiadowczą. Potwierdzali to m.in. Zbigniew Brzeziński i Jan Nowak-Jeziorański, dysponujący informacjami z najbardziej wiarygodnych źródeł.

W pułkowniku Kuklińskim uderzała jego niezmierna dyskrecja i oszczędność w udzielaniu informacji na swój temat. Bez przerwy czuł się odpowiedzialny za Polskę i cały świat.

Wiedział, że jego opinie są uważnie wysłuchiwane i w każdej chwili mogą być wykorzystane, a on nie chciał nikomu zaszkodzić. Był zaprzeczeniem reklamiarstwa, nigdy nie handlował własnymi dokonaniami.

Pamiętam także jego niezmierną precyzję w formułowaniu myśli, szczególnie wtedy, gdy rozmowa schodziła na sprawy militarne. Wyczuwało się w nim wysokiej klasy sztabowca, cały czas doskonale zorientowanego w realiach światowej polityki i strategii militarnej.

Bez wątpienia jedynym motywem, który przyświecał Kuklińskiemu, było uratowanie świata od wojny. On doskonale zdawał sobie sprawę, że Układ Warszawski bez przerwy planował inwazję na Europę Zachodnią.

Jeśli zatem ktoś uznaje pułkownika Kuklińskiego za zdrajcę, to ja się pytam: jak wobec tego nazwać tych peerelowskich generałów, którzy z absolutną służalczością i bezwzględnym posłuszeństwem realizowali politykę sowiecką?

Dlatego też nie rozumiem, jak taki Kiszczak - człowiek, który służył Moskwie - śmie publicznie wypowiadać się w tych sprawach i mówić, że Kukliński nadwerężył zaufanie ludzi?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 8/2004