Muzyczne niepokoje

22 listopada Kościół wspomina świętą Cecylię, patronkę muzyki kościelnej. W ciągu ostatnich miesięcy na temat muzyki kościelnej wiele się w Polsce mówiło, narastający od lat niepokój środowiska muzyków liturgicznych zaowocował I Ogólnopolskim Kongresem Muzyki Liturgicznej, który odbył się we wrześniu w Krakowie. Kongres pokazał, że w Kościele panuje stereotypowy podział...
Czyta się kilka minut
22 listopada Kościół wspomina świętą Cecylię, patronkę muzyki kościelnej. W ciągu ostatnich miesięcy na temat muzyki kościelnej wiele się w Polsce mówiło, narastający od lat niepokój środowiska muzyków liturgicznych zaowocował I Ogólnopolskim Kongresem Muzyki Liturgicznej, który odbył się we wrześniu w Krakowie. Kongres pokazał, że w Kościele panuje stereotypowy podział na muzykę "godną" i "niegodną", który zamyka wszelki dialog.

W soborowej Konstytucji o Świętej Liturgii można przeczytać takie zdania na temat muzyki w liturgii: "muzycy przejęci duchem chrześcijańskim są powołani do pielęgnowania muzyki kościelnej i wzbogacania jej skarbca. Niech tworzą melodie, które posiadałyby cechy prawdziwej muzyki kościelnej". Ale czym jest muzyka kościelna? Czy to tylko muzyka wykorzystywana podczas liturgii, czy w ogóle cała muzyka religijna? Czy można narzucać artyście schematy, w jakich muzyka religijna ma się mieścić, czy można zabronić mu tworzyć w jakiejś estetyce, która dla kogoś może być już przejawem kiczu? Czy można mówić, że sacrum mieści się tylko w kulturze wysokiej w dobie postmodernizmu w sztuce? A kiedy muzyka religijna spełni oczekiwania kultury sacrum, czy wówczas nie będzie to "Kościół dla elit", a co wobec tego z ludem, któremu pomagają w modlitwie piosenki popularne lub z młodzieżą, której trudno powstrzymać ziewanie przy Bachu? Tysiąc czterysta lat po śmierci Grzegorza Wielkiego, odnowiciela liturgii i muzyki z nią związanej, tematy te podjęło kilku prelegentów, a przysłuchiwało się im kilkaset osób.

Banalizacja i desakralizacja

Muzyka liturgiczna ma się kiepsko. Chyba nikomu nie jest obcy zawodzący organista, intonujący w czasie Mszy Świętej piosenki z pogranicza kiczu przy wtórze organów elektrycznych. Młodzieżowe schole sięgają do repertuaru oazowego, dobrze się, ma nurt kanonów rodem z Taizé. Przy niektórych parafiach w czasie Sumy śpiewają świetnie wyszkolone chóry, podczas gdy wierni wówczas muszą milczeć, a u dominikanów trwa moda na chorał gregoriański. Tak w wielkim skrócie wygląda obraz muzyki liturgicznej w Polsce. Tegoroczny Kongres został zwołany przez środowisko muzyków liturgicznych, zaniepokojonych napływem tandetnych piosenek w mury kościoła. Jak odnowić muzykę liturgiczną? - Dyskoteka wdziera się do świątyń, a piosneczki śpiewane na biwakach wypierają chorał, Bacha i Mozarta - grzmiał prof. Marek Dyżewski. Ksiądz prof. Andrzej Zając twierdził, że: - Niedopuszczalne jest proste przenoszenie estetyki rocka na teren piosenki religijnej, gdyż takiego języka muzyki nie da się pogodzić z przesłaniem ewangelicznym tekstu.

Szkoda, że organizatorzy nie zaprosili przedstawicieli tak krytykowanej "zbanalizowanej muzyki popularnej", bo dowiedzieliby się, że posługując się nią, da się jednak skutecznie ewangelizować. Myślę, że wiele na ten temat mógłby powiedzieć twórca najlepszych piosenek religijnych ostatnich lat, jeśli byłby na Kongres zaproszony. Jednak jeśli prof. Dyżewski mówi, że nie ma sensu wtłaczać w formę muzyki pop treści religijnych, gdyż to prowadzi do zbanalizowania - to rzeczywiście zamyka drogę dialogu. Na Kongresie powstał obraz Kościoła, który dzieli twórców na tych "wysokich" i na tych "niskich" tworzących muzykę banalną, kiczowatą, popularną, która - o zgrozo! - desakralizuje świątynię. Czy miał tego świadomość Jan Paweł II, zapraszając Boba Dylana i Arkę Noego do Watykanu?

Chorał jedynie słuszny

Objawił się w Kościele silny głos nawołujący do powrotu do chorału, który jest własnym śpiewem liturgii rzymskiej Kościoła katolickiego. Wybitny znawca chorału, twórca Festiwalu Muzyki Dawnej w Jarosławiu Marcin Bornus-Szczyciński podkreślał, że należy przywrócić chorałowi należne mu miejsce w liturgii. Mam dużo płyt z muzyką chorałową i często ich słucham, ale pomysł odnowy muzyki liturgicznej przez wprowadzenie chorału, Mozarta i Bacha jako jedynie godnych przypomina muzeum, a nie nową ewangelizację, na której tak zależy Papieżowi.

Potrzebna jest troska o muzykę liturgiczną w dzisiejszym Kościele, potrzebne są spotkania i rozmowy, ale bez histerii i trwania przy jedynie słusznej koncepcji estetycznej.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2004