Trudna przyjaźń

"Mój Nikifor" rozgościł się na ekranach kin. Przy okazji premiery filmowej, gdzieniegdzie otwierano wystawy prac Nikifora. Teraz już entuzjazm opadł, wystawy się zamyka, ale o filmie trudno jest zapomnieć.



Mama mojej koleżanki wychowała się w Krynicy. Wspominała, nie bez wstydu, jak to z kolegami ze szkoły rzucali w Nikifora-dziwaka kamieniami, on poganiał ich laską, coś krzycząc,...
Czyta się kilka minut
"Mój Nikifor" rozgościł się na ekranach kin. Przy okazji premiery filmowej, gdzieniegdzie otwierano wystawy prac Nikifora. Teraz już entuzjazm opadł, wystawy się zamyka, ale o filmie trudno jest zapomnieć.

Mama mojej koleżanki wychowała się w Krynicy. Wspominała, nie bez wstydu, jak to z kolegami ze szkoły rzucali w Nikifora-dziwaka kamieniami, on poganiał ich laską, coś krzycząc, lecz nigdy nie rozumieli, co. O tym jest film Krzysztofa Krauzego - o odrzuceniu. Z drugiej strony jest to też film o przyjaźni. Przyjaźni trudnej, bo wymagającej, o przyjaźni pogardzanej przez świat, a tak bardzo ubogacającej.

Przemiana

Krzysztof Krauze nie poszedł na łatwiznę i nie nakręcił po prostu filmu o niezrozumianym artyście. Genialność Nikifora poznajemy tak "przy okazji" i nawet ona nie jest oczywista, bo wynika z czystości duszy Nikifora. Jeśli Nikifor był czymś skażony, to odrzuceniem. Jak mógł z tym żyć? Był upośledzony, ale Bóg obdarzył go niezwykłym talentem. Paradoksalnie, upośledzenie i malarstwo było jego wybawieniem. Malował wszędzie i bezustannie, potem swoje rysunki sprzedawał wśród kuracjuszy i turystów. Pewnej zimy trafił - w sposób dosłowny, po prostu przyszedł sobie - do pracowni malarza Mariana Włosińskiego. "Tu będzie malował" - powiedział, usiadł i został. Tak zaczyna się film. A dalej opowiada Marian Włosiński.

To historia ludzka, nie Nikifora, który zwyczajnie malował jak co dzień, ale artysty, którego życie, zimowego dnia 1960 roku, radykalnie się zmieniło. Nie wiem, jak czuł się odrzucany, ale wiem, jak czuje się ten, który odrzuca, ten, który zazdrości, który musi wybrać w obliczu trudnej sytuacji życiowej. I wybiera to, co wygodniejsze, nie kłopotliwe. Wiem, ile potem kosztuje taki "święty spokój". Krzysztof Krauze dużo czasu poświęcił na rozmowy z Marianem Włosińskim. Nie pokazał jego laurki, ale prawdziwie ludzkie oblicze człowieka słabego. Przyjaźń, jaka łączyła uzdrowiskowego malarza po Akademii Sztuk Pięknych i prymitywistę, malarza z ludu, niedorozwiniętego umysłowo i fizycznie Nikifora, była niełatwa, rodziła się w bólach. Ten proces pokazuje Krauze w swoim filmie. Jest to proces fascynujący, który ostatecznie doprowadził do tego, że Włosiński stał się prawnym opiekunem Nikifora. Opiekował się nim przez ostatnie dziewięć lat życia; mył go, nosił na rękach, organizował wystawy. Proces, na który patrzymy, przebiega od "dla mnie" do "dla bliźniego". Włosiński w filmie nie jest wcale dumny z siebie, doskonale wie, że jego przemiana nie pochodzi od niego. Przemienił go Nikifor, w którym dostrzegł człowieka. Wie, że to nie jemu należą się podziękowania, ale Nikiforowi, za to, że był, że dał się spotkać, że go wybrał.

Nikiforowe spojrzenie

Wszystko mi się w tym filmie podobało, choć przede wszystkim bałam się Krystyny Feldman w roli Nikifora. Bałam się, że zobaczę, niestety, kogoś obciążonego rolą Kiepskiej i bardzo się pomyliłam. Jak dobrze! Nie zobaczą Państwo na ekranie Krystyny Feldman, zobaczycie Nikifora, obiecuję. Bardzo dobrze obsadzona została też rola Włosińskiego, którego gra nieznany kinomanom aktor teatralny Roman Gancarczyk. Gra bardzo naturalnie i spokojnie, bez niepotrzebnego tragizowania i pozowania. Na wielką pochwałę zasługują zdjęcia Krzysztofa Ptaka. Krynica w jego obiektywie jest przepiękna i klimatyczna. Krzysztof Krauze ze swoim zespołem stworzył film, jakiego się nie zapomni. Dobrze jest wyjść z kina i spojrzeć na świat inaczej. Zapewniam, że to spojrzenie nie zniknie za chwilę, ono będzie trwać.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 46/2004