Rozmarzone nuty

Rozmowa z Antoniną Krzysztoń, poetką i pieśniarką



Skąd wzięła się u Pani fascynacja piosenką i poezją?



- Mama zawsze mówiła, że wpierw śpiewałam, a dopiero później mówiłam. Może wzięło się to stąd, że zawsze byłam otoczona muzyką. Mama była bardzo wrażliwą i muzykalną osobą, w związku z czym również poszukiwałam muzyki i nie obywam się bez niej do dziś....
Czyta się kilka minut
Rozmowa z Antoniną Krzysztoń, poetką i pieśniarką

Skąd wzięła się u Pani fascynacja piosenką i poezją?

- Mama zawsze mówiła, że wpierw śpiewałam, a dopiero później mówiłam. Może wzięło się to stąd, że zawsze byłam otoczona muzyką. Mama była bardzo wrażliwą i muzykalną osobą, w związku z czym również poszukiwałam muzyki i nie obywam się bez niej do dziś. Podobnie było z poezją.

Ale to, że podążyła Pani za nimi w dalszej swojej drodze życia, zawdzięcza artyście pochodzącemu z gór, który w Pani życiu odegrał bardzo ważną rolę...

- Był on przyjacielem rodziny i znalazł się przy mnie w odpowiednim czasie oraz miejscu. Wzrastałam w domu Haliny Mikołajskiej, aktorki i Mariana Brandysa, u których zamieszkaliśmy po śmierci mojego taty. Andrzej Stopka, wybitny scenograf i wielki artysta z Krakowa, był m.in. autorem scenografii do słynnych "Dziadów" Kazimierza Dejmka. Gdy miałam około ośmiu, może dziewięciu lat, właśnie Stopka przeprowadził ze mną bardzo długą rozmowę na temat abstrakcji i sztuki. Dziś nie pamiętam dokładnie słów, jakie padły z jego ust, ale miałam poczucie niezwykłego przekazu, który uwrażliwiał mnie na otaczający świat. Jestem i będę zawsze mu za to bardzo wdzięczna.

Także niezwykle ważną rolę w Pani życiu odegrało pewne miejsce - Dursztyn.

- W swoim życiu trafiamy w różne miejsca, które stają się dla nas szczególnymi ze względu na spotkane tam niezwykłe osoby. I tak było z Dursztynem. Nierozerwalnie kojarzy mi się z postacią pani Mieczysławy Faryniak, która całe swoje życie poświęciła Panu Bogu. Pisała wiersze, opiekowała się, wychowywała oraz uczyła góralskie dzieci. Była mistyczką, która każdego świtu wchodziła na górkę koło swojego domu, by przez dwie godziny rozważać Mękę Pańską. Pani ze Skałki, jak ją również nazywano, wymodliła wiele kapłańskich powołań, bardzo kochała księży i nieustannie się za nich modliła. Uratowała też żydowską rodzinę, którą przechowywała w czasie wojny w swoim domku zwanym przez górali betlejemką. Efektem tego pobytu było dla nich przejście na wiarę chrześcijańską. Matką chrzestną i świadkiem ślubu była oczywiście pani Mieczysława.

W Dursztynie zrodziło się wiele Pani melodii i wierszy.

- Rzeczywiście, jest to niezwykle płodne miejsce dla twórczości. Dursztyn lubi skupiać osoby, które są związane z muzyką. Bliski sercu jest wielu muzykom chrześcijańskim, jednym słowem, jest to bardzo szczególna kraina.

"Chusta Weroniki" to piosenka, którą rozpoczęła Pani karierę artystyczną. Czy w szczególny sposób jest Pani z nią związana?

- Lubię śpiewać piosenki, które są mi bliskie, jednak nie powracam do piosenek sprzed wielu lat. Tak jest z "Chustą Weroniki". W tamtym czasie zobaczyłam obraz, który opisałam w piosence, przeżycia z tym związane były mi wówczas bardzo bliskie. Ale to już było i minęło. Śpiewam stale nowe piosenki, choć jest kilka mi najbliższych, z którymi nigdy się nie rozstaję jak "Inny świat" czy "Perłowa łódź".

W świecie pełnym gwałtu, okrucieństw i terroru odnajduje Pani świat, który ktoś pięknie określił, że jest jednym wielkim poematem o miłości.

- To, co jest nagłaśniane i propagowane, to wcale nie znaczy, że jest otaczającą nas prawdziwą rzeczywistością. Choć zupełnie tego nie rozumiem. To właśnie przemoc, gwałt i inne sensacyjne informacje najlepiej się sprzedają. Natomiast one nie świadczą o całym otaczającym nas świecie i o nas, że my też tacy jesteśmy. Każdy z nas, gdy przemyśli, ile osobiście przeżył terroru, gwałtu czy przemocy, dojdzie do wniosku, że na szczęście bardzo niewiele lub w ogóle. Właściwie nie oglądam telewizji i staram się nie mieć z nią kontaktu, a gazety przeglądam tylko na tyle, ile wymaga konieczność bycia na bieżąco. Na szczęście w życiu przede wszystkim spotykamy ludzi dobrych i zwykłych. Oczywiście, życie nie jest łatwe i każdy z nas doznaje różnego rodzaju cierpienia. Jestem osobą, która zna nie tylko cierpienie, ale także samotność i rozdarcie. To, co przeżywam, pozostawiam w sobie. Natomiast dzielę się tym wszystkim, co uważam, że jest dobre.

Czego Pani szuka w drugim człowieku i co ceni w nim najbardziej?

- Zastanawiam się, czy ja czegokolwiek szukam w drugim człowieku. Raczej jestem skierowana na spotkanie z nim. Cieszę się zawsze z każdego spotkania i z tego, co zostało nam dane przeżyć w tym właśnie momencie. Nie lubię zarówno powierzchownych spotkań, jak i takich rozmów, szkoda mi na to życia.

Przyjaźń, miłość i wierność to słowa jakby z dalekiej przeszłości, a w Pani piosenkach są zawsze aktualne.

- Różnych rzeczy doznałam w swoim życiu. Wielu przeżyć doświadczałam i im jestem starsza, tym bardziej jestem przekonana, że te trzy słowa oznaczają najwyższe wartości w życiu człowieka. One są naszymi diamentami i świadczą o naszym człowieczeństwie.

Lubi Pani wędrować podobnymi ścieżkami co św. Franciszek. W Pani twórczości wyczuwa się fascynację tym świętym.

- Nie wiem, czy idę podobnymi ścieżkami, bo w ogóle nie można ich porównywać. W odróżnieniu od św. Franciszka jestem osobą bardzo słabą. Jedynie mogę powiedzieć, że mam poczucie kontaktu z jego drogą, że ona mnie fascynuje i bardzo ją kocham. Z punktu, w którym jestem, do św. Franciszka jest bardzo daleka droga. Natomiast jest mi bardzo bliska prostota, szczerość, nagość świata wewnętrznego, oddanie swojej woli w ręce Boga, radość ze stworzenia, które zostało nam dane przez Stwórcę. Radość ze wszystkiego, co w życiu przychodzi tak jak w pieśni, gdzie dziękuję za słońce, ale i dziękuję za siostrę śmierć, która przyjdzie. Święty Franciszek jest wciąż dla mnie niedościgłym wzorem, do którego z biegiem swojego życia bardzo chciałabym się zbliżać. Staram się żyć przyzwoicie, i tyle.

Z najnowszej Pani płyty urzekła mnie szczególnie jedna piosenka - "Usłysz proszę"...

- Każda z moich piosenek ma swoją historię, jednymi potrafię się podzielić, a innymi nie.

Czy rzeczywiście jeden księżyc jest dla niej, a drugi dla niego i nie ma szans na ten jeden wspólny?

- "Dwa księżyce" jest płytą o miłości, o różnych sytuacjach z nią związanych, od momentu zakochania, pragnienia i tęsknoty, aż do spełnienia. Zdarzają się sytuacje, że ludzie się spotykają, ale tak na prawdę nie mogą się spotkać do końca. Dla niektórych dobrem jest to, że tak właśnie jest. Każdy zatem ma swój księżyc, czyli świat, w którym dokonuje wyboru jednej miłości i wierności tej jednej miłości, a nie szuka kilkudziesięciu księżyców na jednym niebie.

Jest Pani osobą dojrzałą, a ze słów piosenek mówiących o najważniejszych uczuciach bije taka radość, jak z ust zakochanej nastolatki.

- Bardzo się cieszę z tego, co Pani powiedziała. Jestem szczęśliwa, bo jak na razie po ukazaniu się tej płyty otrzymuję same miłe i dobre sygnały.

Miłość i przyjaźń - takimi uczuciami jest ona nasycona przez osoby, które fizycznie przyczyniły się do jej powstania, jak i te, które cały czas wspierały ją swoją modlitwą i dobrymi myślami. Wokół niej panowała wspaniała atmosfera - to była wielka łaska i szczęście.

Zazwyczaj długo czekamy na Pani kolejne płyty. Kiedy zatem następna?

- Ona już jest... w mojej głowie. Trochę zwariowana, w pewnym sensie przypomina klimatem "Szczęśliwą chwilę", jest przeznaczona dla szczególnego słuchacza. Osoby, które lubią słuchać moich piosenek, już od wielu lat proszą mnie, abym nagrała swoje piosenki tylko przy akompaniamencie gitary. Mam nadzieję, że spełnię ich prośbę, jak i zrealizuję inne pomysły, oby tylko wystarczyło mi czasu... szczególnie na ten jeden projekt, o którym marzę od wielu lat.

"Mszę Dursztyńską"?

- Tak, jest pierwsza na liście tych kilku niezrealizowanych pomysłów.

A kołysanki dla dzieci?

- Też o nich myślę. Tym bardziej, że spotkałam teraz muzyka, z którym ten pomysł mogłabym zrealizować. Może dojdę do porozumienia z jakąś firmą, która będzie zainteresowana wydaniem takiej płyty.

Naszą rozmowę chciałabym zakończyć pytaniem o rolę modlitwy w Pani życiu.

- Jestem osobą, której modlitwa towarzyszy na co dzień i zdecydowanie nieustannie przewija się przez życie. Modlę się też ze swoimi dziećmi, ostatnio najczęściej z najmłodszym synem Aleksandrem.

Rozmawiała

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 45/2004