Za dużo szczęścia



Rozmowa z Anetą Pastuszką-Konieczną, kajakarką - wielokrotną mistrzynią Polski, dwukrotną mistrzynią świata, pięciokrotną mistrzyni Europy, trzykrotną olimpijką



Podobno sport był dla Pani ucieczką od szarej i niezbyt optymistycznej rzeczywistości?



- To prawda. Bardzo chciałam poznawać świat i ludzi. Trenowanie na kajakach było dla mnie otwartą furtką do zdobycia samodzielności...
Czyta się kilka minut
Rozmowa z Anetą Pastuszką-Konieczną, kajakarką - wielokrotną mistrzynią Polski, dwukrotną mistrzynią świata, pięciokrotną mistrzyni Europy, trzykrotną olimpijką

Podobno sport był dla Pani ucieczką od szarej i niezbyt optymistycznej rzeczywistości?

- To prawda. Bardzo chciałam poznawać świat i ludzi. Trenowanie na kajakach było dla mnie otwartą furtką do zdobycia samodzielności oraz spełnienia marzeń obieżyświata.

Dosyć męczący sposób na spełnianie marzeń.

- Ale bardzo skuteczny.

Jak przebiegały przygotowania do Olimpiady w Atenach?

- To były bardzo intensywne przygotowania. Rozpoczęły się obozem leczniczym we Władysławowie, gdzie nie tylko korzystaliśmy z komory krio, ale mieliśmy treningi ogólnorozwojowe: biegaliśmy, pływaliśmy, jeździliśmy na rowerze, trenowaliśmy w sali gimnastycznej i siłowni.

A kajaki!?

- Żadnego pływania w kajakach.

Za to jazda na nartach…

- To prawda, w grudniu wyjechaliśmy w góry, gdzie naszą wytrzymałość wzmacnialiśmy poprzez jazdę i bieganie na nartach, pływanie w basenie, bieganie, gry zespołowe w sali gimnastycznej oraz trening na siłowni. W styczniu wyjechaliśmy do Portugalii. Luty i marzec to wielotygodniowy pobyt w Brazylii, następnie wyjechaliśmy do Zagrzebia w Chorwacji, potem do Wałcza. W międzyczasie mieliśmy eliminacje, konsultacje i zawody międzynarodowe. Na dziesięć dni przed igrzyskami olimpijskimi wyjechaliśmy do Bułgarii, gdzie mieliśmy przygotować się klimatycznie do pobytu w Atenach, stamtąd już prosto polecieliśmy do Grecji.

Czy w tej chwili może Pani już spokojnie rozmawiać o nieszczęsnej kąpieli i 15 dyskwalifikujących gramach?

- Tak na spokojnie to chyba nigdy nie będę mogła o tym rozmawiać. Na pewno do tych przykrych zdarzeń zachowuję już pewien dystans.

A do dyskusji i pytań o to, dlaczego nie pływa Pani tak jak większość reprezentantek świata w polskich kajakach? Dlaczego innym waga kajaka się zgadzała a Pani nie?

- No cóż, w tym jest cały problem, że od początku przenikały złe informacje, kto na czym pływa. Biorąc pod uwagę czołówkę światową, to trzy czwarte pań pływa na kajakach tej samej firmy co ja! Patrząc na wyniki z zeszłorocznych mistrzostw świata, na dwadzieścia siedem medali dwadzieścia cztery wygrywały zawodniczki pływające na kajakach, których producentem jest ta sama firma, co mojego. Obowiązuje jedna zasada, kto chce wygrywać, pływa na takim sprzęcie, który jemu najbardziej odpowiada, nie patrzymy na firmy i producentów, ale ważne jest, czy czujemy się w danym sprzęcie bezpiecznie, wygodnie i najpewniej.

Jeszcze te nieszczęsne dyskwalifikujące gramy…

- Trener był obecny podczas pierwszego ważenia. Wówczas to sędziowie stwierdzili, że moja łódka jest za ciężka i należy wyjąć z niej ciężarek. Później już się okazało, że między poszczególnymi wagami różnice w ważeniu wynosiły nawet 50 gramów! Sędziowie ponadto orzekli, że wagi dostępne dla zawodników nie były oficjalnymi, więc ich wskazania nie były obowiązujące. Poza tym zaraz po ukończeniu biegu sędziowie stwierdzili, że waga mojej łódki jest prawidłowa, a po chwili stan rzeczy diametralnie się zmienił…

Jeśli chodzi o moją wywrotkę, to chciałabym tylko powiedzieć, że tego dnia ze względu na bardzo silny wiatr organizatorzy zastanawiali się, czy nie odwołać zawodów. Ponieważ jako pierwsza wpłynęłam do bloku startowego, który uniemożliwiał mi swobodne ruchy, jeden z silniejszych podmuchów sprawił, że znalazłam się w wodzie. Kilka razy nurkowałam pod wodą i podtopiłam się. Pierwszym tego powodem było ratowanie się i odwrócenie przeze mnie łódki oraz łapanie wiosła, a drugim dość opieszała reakcja ratowników, którzy nie spieszyli się z niesieniem mi pomocy. Przez ten wypadek straciłam bardzo wiele nerwów oraz sił. Teraz po czasie dochodzę do wniosku, że ten rok był dla mnie wyjątkowo szczęśliwy, zdobyłam olimpijski brązowy medal, wyszłam za mąż, a teraz spodziewam się dziecka! Może gdybym w Atenach zdobyła jeszcze jeden medal, to byłoby zbyt wiele szczęścia?!

Rozmawiała

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 44/2004