Logo Przewdonik Katolicki

Sprawni tak samo

Anna Staśkiewicz
Fot.

Nurkują, jeżdżą na nartach, uprawiają wspinaczkę, na zawodach pływackich nierzadko dają w kość pełnosprawnym rywalom. Po treningu pędzą do szkoły, na uczelnię, do pracy. Niepełnosprawni sportowcy pokazują innym niepełnosprawnym, że największe bariery tkwią w sposobie myślenia. Tego samego uczą nas, "pełnosprawnych". - Są liderzy, którzy zdobywają biegun, walczą o olimpijskie...

Nurkują, jeżdżą na nartach, uprawiają wspinaczkę, na zawodach pływackich nierzadko dają w kość pełnosprawnym rywalom. Po treningu pędzą do szkoły, na uczelnię, do pracy. Niepełnosprawni sportowcy pokazują innym niepełnosprawnym, że największe bariery tkwią w sposobie myślenia. Tego samego uczą nas, "pełnosprawnych".


- Są liderzy, którzy zdobywają biegun, walczą o olimpijskie medale, uprawiają sporty wymagające wielkiego wysiłku, hartu i umiejętności technicznych. Oni spełniają nie tylko swoje marzenia. Spełniają marzenia innych ludzi. Udowadniają, że nie ma rzeczy niemożliwych - granic, których nie jesteśmy w stanie pokonać. Uświadamiają nam, że to my sami wytyczamy sobie granice naszym możliwościom - mówi Beata Wachowiak, pełnomocnik prezydenta Gdyni ds. osób niepełnosprawnych.
Niewiele jest osób, które, na codzień poruszając się na wózku, próbowały tylu dyscyplin sportowych, co ona. Uprawiała narciarstwo wodne, kajakarstwo, narciarstwo zjazdowe i alpejskie. Próbowała też rekreacyjnie sportu spadochronowego, jazdy konnej, a w ubiegłym roku także nurkowania. Jej największe osiągnięcie to wicemistrzostwo świata w Super Gigancie w roku 2000. Nie ma wątpliwości, sukcesy odnoszone w sporcie pomagają uwierzyć, że samemu można decydować o swoim życiu i przekładają się na inne jego sfery. - Gdy patrzę, jak mój przyjaciel, człowiek sportu, w tej chwili znacznie bardziej poszkodowany niż ja, zjeżdża z tego samego stoku, po którym jeździł jako osoba pełnosprawna, to naprawdę myślę, że nie ma rzeczy niemożliwych - mówi Beata Wachowiak. Podobnie czuje się, gdy sama zjeżdża ze stoku, na który boi się patrzeć, kiedy jest na górze. - Wtedy wracam do domu z wielką energią. Łatwiej mi udowadniać na co dzień, że niepełnosprawny może być partnerem, że nie musi być traktowany protekcjonalnie.

Poczucie wolności


Sport kosztuje. A szczególnie drogie są dyscypliny widowiskowe - elitarne, takie jak narciarstwo, które robi od kilku lat furorę, narty wodne, nurkowanie czy wspinaczka. Całkowity koszt sześciodniowego obozu dla jednego narciarza, nie licząc wyposażenia i stroju, trudno zamknąć w kwocie 2,5 tysiąca złotych. A takich obozów wszyscy narciarze z kadry muszą odbyć przynajmniej kilka w sezonie. Po co wydawać tak duże sumy na dyscypliny, które nigdy nie będą powszechne wśród osób niepełnosprawnych? - Zależy nam, żeby przemówić do wyobraźni osób niepełnosprawnych, wyzwolić w nich prawdziwe emocje, adrenalinę. Nie mam wątpliwości, że nawet najlepszy biegacz czy pływak nie przemówi tak do wyobraźni innych niepełnosprawnych, jak widok osoby, która zsiada z wózka i przesiada się na mono-ski (specjalne narty), czy narciarza wodnego - uważa Romuald Schmidt, prezes SSI START w Poznaniu.
- To są sporty kojarzone z dużą prędkością, a poprzez odrzucenie wózków - także z poczuciem wolności. Taki obraz wywołuje wielkie emocje, ukazuje niezmierne pokłady możliwości drzemiących w człowieku - dodaje.
Jego zdaniem, u osoby niepełnosprawnej trudno o silniejsze emocje niż te, które są wywołane poczuciem pełnej swobody. A podczas nurkowania takiej absolutnej wolności doznają nawet tetraplegicy (osoby z porażeniem czterech kończyn).
Prezes Schmidt podkreśla, że zależy mu na wyzwalaniu energii i aktywizowaniu grup niepełnosprawnych. Dlatego właśnie w Wielkopolsce rozpoczęła się era sportów wyzwalających adrenalinę. - To motywuje do wyjścia z mieszkania, do podejmowania kolejnych prób, aby żyć pełnią życia - przekonuje. Tym bardziej, że niepełnosprawni sportowcy dają przykład innym nie tylko na stadionach czy na stokach. Właściwie wszyscy członkowie kadry narciarskiej kończą lub skończyli studia, realizują się zawodowo: mają pracę, zakładają firmy.
Oprócz sportów elitarnych, oferta krajowych START-ów obejmuje również dyscypliny masowe. Do takich zaliczyć można: lekką atletykę, pływanie, tenis stołowy, łucznictwo. Nawet osoby najciężej poszkodowane mogą uprawiać kręglarstwo czy boccię.

Podbić Ateny


Wbrew pozorom, wcale nietanie są też sporty o ugruntowanej w Polsce pozycji, takie jak pływanie. - Przed Paraolimpiadą w Atenach kadra naszych pływaków, jakieś 25 osób, musi odbyć przynajmniej trzy dwutygodniowe obozy, podczas których będą mogli pływać na 50-metrowym basenie. To absolutnie konieczne. Koszty jednego takiego obozu to jakieś 70 tysięcy złotych - mówi Krystyna Hady-Bartkowiak, prezes Polskiego Związku Sportów Niepełnosprawnych START.
Po krajowych i europejskich eliminacjach, do Aten zakwalifikowało się blisko stu niepełnosprawnych. Będą walczyć o medale w jedenastu dyscyplinach; pływaniu, lekkiej atletyce, szermierce, podnoszeniu ciężarów, łucznictwie, tenisie stołowym, strzelectwie, żeglarstwie , jeździectwie, kolarstwie i tenisie. - Największe szanse na najcenniejsze medale mamy w pływaniu i lekkiej atletyce. Równie mocni jesteśmy w szermierce i łucznictwie - uważa prezes START-u. - Nie sądzę, żebyśmy przywieźli z Aten mniej medali niż z Sydney. A wtedy nasi zawodnicy zdobyli ich przeszło pięćdziesiąt - przypomina.
Wśród zakwalifikowanych zawodników są gwiazdy z poważnym dorobkiem, jak Ania Szymul, podwójna srebrna medalistka Paraolimpiady w Sydney, doktorantka AWF w Poznaniu, która nie ukrywa, że trenuje teraz, by sięgnąć po najwyższe trofeum na dystansie 400 m.
A jeszcze kilka lat temu stało przed nią widmo konieczności przerwania studiów, właśnie ze względu na niepełnosprawność. Momentami boleśnie odczuwała, że na AWF-ie oczekuje się od studenta, by był naprawdę sprawny, a nie "sprawny inaczej". - Niechętnie o tym mówię, ale niektórzy wykładowcy nie mogli pojąć, jak można było przyjąć osobę bez dłoni. Najbardziej przeżywałam zajęcia z gimnastyki, bo przecież połowy obowiązkowych ćwiczeń nie byłam w stanie wykonać. Byłam na granicy rozpaczy. Uratowała mnie decyzja dziekana, abym zdawała te ćwiczenia teoretycznie - wspomina.
Teraz na pytanie, czy wierzy, że olimpijskie złoto jest w jej zasięgu, odpowiada: - Wszystko jest możliwe.

Nie jestem niepełnosprawny


W odniesieniu do zawodników klasyfikujących się w krajowych, europejskich i światowych czołówkach w swoich dyscyplinach, termin "osoba niepełnosprawna", a nawet "sprawna inaczej" traci swoje znaczenie. Kto z pełnosprawnych rówieśników dogoniłby Anię Szymul, ilu pełnosprawnych nastolatków przepłynęłoby na drugą stronę jeziora szybciej od poznańskich olimpijczyków, wreszcie, ilu amatorów sportów zimowych odważyłoby się przemierzyć trasę zjazdową, znając czas uzyskany na tym odcinku przez Jarka Rolę, mistrza Polski w narciarstwie alpejskim osób niepełnosprawnych?
Przykłady można by mnożyć. Wystarczy iść na basen, gdy na torze obok trenują nie najmłodsi już czasem - bo nawet pięćdziesięcioletni niepełnosprawni, ścigający się na zawodach Masters-ów (startują tylko zawodnicy powyżej 24 roku życia). Na tego typu zawodach nie ma rozróżnienia ze względu na rodzaj niepełnosprawności. Podział dotyczy jedynie grup wiekowych. Zawodnicy pełnosprawni (nierzadko byli zawodowcy, reprezentanci kraju) ścigają się na równych prawach z zawodnikami niepełnosprawnymi. Liczba medali przywożonych przez tych drugich z każdych mistrzostw najlepiej świadczy o tym, że nie dają sobie dmuchać w kaszę.
- Nie czuję się osobą niepełnosprawną. Prawie pół roku nie ma mnie w domu, bo cały sezon narciarski to czas treningów i obozów, wiosną i latem. Codziennie odbywam 20-kilometrowy trening rowerowy, a raz w tygodniu 40-kilometrowy. Prowadzę samochód, więc gdy tylko jest pogoda, wsiadam w auto i jedziemy gdzieś z Gośką. Gdy opowiadałem ostatnio dziennikarce z wrocławskiego wydania "Gazety Wyborczej" o tym, jak spędzam wolny czas, stwierdziła, że biorę z życia dużo więcej niż ona - mówi Jarek Rola, który obecnie kończy Politechnikę we Wrocławiu. Spełnia więc plany, które snuł jako nastolatek, jeszcze przed wypadkiem. Myśli o powiększeniu rodziny, chociaż: - Na razie sport za bardzo mnie pochłania, więc jeszcze nie teraz. Bo gdy pojawi się dziecko, chciałbym się włączyć w jego wychowanie. Podobnie mówi o sobie Ania Szymul: - Absolutnie nie czuję się niepełnosprawna. Czasem nowo poznane osoby tak mnie widzą. Wydaje im się, że życie bez dłoni to już koniec świata. A ja tej niepełnosprawności nie czuję.

Rozmowa z Krystyną Hady-Bartkowiak, prezesem Polskiego Związku Sportów Niepełnosprawnych START

Dlaczego w Polsce narciarstwo osób niepełnosprawnych rozwija się dopiero od kilku lat?

- Zarówno na świecie, jak i w Polsce sport ten uprawiany jest od kilkudziesięciu lat. U nas głównie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych - głównie w ramach spółdzielczości inwalidów. Niepełnosprawni jeździli w Bukowinie, na niewielkich stokach. Chodziło głównie o rekreację, a nie o wyczyn.
Później nastąpił regres, który przełamał dopiero poznański START i grupa zorganizowana przez Romana Schmidta. Zdołał on przyciągnąć zarówno hobbystów, jak i zawodników podchodzących do tego sportu bardzo profesjonalnie. To jest narciarstwo na wysokim, naprawdę europejskim poziomie.

To oznacza, że sport niepełnosprawnych zbliża się coraz bardziej do sportu wyczynowego osób zdrowych. Kiedy nasi narciarze będą mogli rywalizować ze światową czołówką?

- Nasza kadra, składająca się z sześciu osób, to są zawodnicy, którzy mogą już nawiązać równorzędną walkę z najlepszymi narciarzami europejskimi. Wciąż przeszkodą w szlifowaniu formy jest stosunkowo krótki sezon u nas i koszty obozów szkoleniowych w Alpach.

Czy narciarstwo osób niepełnosprawnych będzie u nas kiedyś sportem masowym? Na stokach alpejskich zjeżdżają niepełnosprawni z całej Europy i jest to dla nich zwyczajny sposób spędzania wolnego czasu.

- Mam nadzieję, że tak się kiedyś stanie. Chociaż na masowość nie liczę, bo jest to jednak sport wymagający zarówno umiejętności technicznych, jak i sporej odwagi. W tej chwili jednak wielu młodych ludzi nie jeździ na nartach głównie ze względu na przeszkody finansowe. Sprzęt i strój narciarza niepełnosprawnego kosztuje kilkanaście tysięcy złotych. To drogi sport.


Wydatki PFRON na sport, kulturę, rekreację i turystykę osób niepełnosprawnych

1998 r. - 4823 000,00 zł
1999 r. - 6906 000,00 zł
2000 r. - 3873 255,00 zł
2001 r. - 3158,000,00 zł
2002 r. - 3112 350 zł
Rok 2003 był wyjątkowy, gdyż wydatki na to zadanie zwiększyły się prawie trzykrotnie i wyniosły 8529 428 zł. W ramach tego zadania organizatorzy przedsięwzięć złożyli w 2003 roku 4136 wniosków na ogólną kwotę 26 937 943 zł, z czego wnioskodawcami w 1767 przypadkach były jednostki z sektora finansów publicznych na kwotę 10 468 509 zł, a w 2369 przypadkach jednostki spoza sektora finansów publicznych na kwotę 16 469 434 zł. Samorządy na wykonanie tego zadania w 2003 roku wykorzystały środki w kwocie 8528 428 zł w ramach 2289 umów, z czego kwota 3693 157 zł na podstawie 1035 umów została wypłacona jednostkom sektora finansów publicznych, a dofinansowanie w wysokości 4836 271 zł na podstawie 1254 umów - jednostkom spoza tego sektora. Łączna kwota wydatków na ten cel w latach 1998-2003 wyniosła 30 402 033,00 zł.
Pieniądze na cele związane ze sportem, kulturą i rekreacją w roku 2003 były również dysponowane przez oddziały i centralę PFRON w ramach programu finansowania obchodów Europejskiego Roku Osób Niepełnosprawnych. Łącznie na wszystkie zadania realizowane w ramach PFRON (w tym sport i kultura) wydatkowano 11 242 230,00 zł. Program realizowany był tylko w 2003 roku.


Gdzie składać wnioski

Realizatorem dofinansowania sportu, kultury, rekreacji i turystyki osób niepełnosprawnych z pieniędzy PFRON jest Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. O dofinansowanie ze środków Funduszu organizacji sportu, kultury, rekreacji i turystyki dla osób niepełnosprawnych mogą ubiegać się osoby prawne i jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej, jeżeli działalność na rzecz osób niepełnosprawnych prowadzą co najmniej przez okres dwóch lat przed dniem złożenia wniosku, udokumentują zapewnienie odpowiednich do potrzeb osób niepełnosprawnych warunków technicznych i lokalowych do realizacji zadania oraz udokumentują posiadanie środków własnych lub pozyskanych z innych źródeł na sfinansowanie przedsięwzięcia w części nie objętej dofinansowaniem ze środków Funduszu. Wysokość dofinansowania ze środków PFRON realizacji zadania może wynosić do 60 procent kosztów przedsięwzięcia.


Oprac ramek Małgorzata Radziszewska, Dział Komunikacji Społecznej PFRON. Źródło: Bifron - wydanie specjalne, Sprawozdanie Wydziału Finansowego, Dane z Wydziału Finansowego i Wydziału Realizacji Zadań Ustawowych

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki