Wygrywa na leżąco!

- Byłam, zwiedziłam, podniosłam to, co trzeba i jestem zadowolona - Anna Marczuk "Triumf Start Bydgoszcz" reprezentowała Polskę (jako jeden ze 106 sportowców) w Letnich Igrzyskach Paraolimpijskich w Atenach. Mimo dwóch "spalonych" podejść pozostały wspaniałe wrażenia. Przy wadze 44 kilogramów i dziecięcym porażeniu mózgowym Ania podniosła 62,5 kilogramy - zajmując tym samym siódme...
Czyta się kilka minut
- Byłam, zwiedziłam, podniosłam to, co trzeba i jestem zadowolona - Anna Marczuk "Triumf Start Bydgoszcz" reprezentowała Polskę (jako jeden ze 106 sportowców) w Letnich Igrzyskach Paraolimpijskich w Atenach. Mimo dwóch "spalonych" podejść pozostały wspaniałe wrażenia. Przy wadze 44 kilogramów i dziecięcym porażeniu mózgowym Ania podniosła 62,5 kilogramy - zajmując tym samym siódme miejsce. Za dwa lata w RPA powalczy o znacznie więcej - stać ją na to. Jest przecież wicemistrzynią Europy i podwójną mistrzynią Polski!

Paraolimpiady powoli wychodzą z cienia klasycznych igrzysk - organizowane są w cyklu czteroletnim od 1960 roku. Zazwyczaj rozpoczynają się 2-3 tygodnie po zakończeniu igrzysk olimpijskich. Polacy po raz pierwszy wzięli udział w Letnich Igrzyskach Paraolimpijskich w Heidelbergu w 1972 roku, zdobywając do tej pory 572 medale. Może ten kolejny czeka na Anię?

Spalony… razy dwa

Przy podnoszeniu ciężarów są trzy podejścia. Co się musi wydarzyć, żeby sędzia nie zaliczył któregoś z nich? - O, chociażby to, co się stało na paraolimpiadzie. Położyłam na klatkę sztangę - "małe" 62 kg. A ona zaczęła się bujać. Podniosłam ją do góry, a ona znowu zaczęła się ruszać. Pierwszego podejścia mi nie zaliczyli. W drugim - dźwignęłam ten sam ciężar bez żadnego problemu. Ostatniego podejścia, w którym podniosłam 70 kg, sędziowie też nie zaliczyli. Stwierdzili, że nie czekałam na komendę… A ja czekałam na komendę i czekałam z przytrzymaniem na klatce. I tak zamiast szóstego miejsca - mam siódme - wyjaśnia.

- W Atenach mieszkaliśmy we wiosce olimpijskiej - kontynuuje Ania. - Ale ją opuszczaliśmy. Na Akropolu robiliśmy zdjęcia… Najczęściej jednak korzystaliśmy z Internetu, żeby mieć kontakt z rodziną. Chociaż nie odnieśliśmy wielkich sukcesów, to jednak przeżyliśmy coś pięknego. Nie każdy sportowiec, nawet zdrowy, może czegoś takiego doświadczyć. To była prawdziwa nagroda za pracę i dotychczasowe osiągnięcia - dodaje.

Kilogramów przybywa!

Trenuje od trzech lat - rocznica minęła dokładnie 8 października. Mimo że podnoszenie ciężarów uważa się za mało "kobiecą" dyscyplinę sportu, zakochała się w sztandze od pierwszego… podejścia. Pływanie? Judo? Nie… Nawet nie próbowała innych dziedzin sportu. Kto ją zainspirował? - Jest taki niepełnosprawny sportowiec - Mirosław Piesak. Dzięki niemu "jestem w sporcie" - w ogóle jestem zadowolona, że chociaż taką dyscyplinę mogę uprawiać. Z moją niepełnosprawnością nie mogę trenować niczego innego. A tak… nie ma zagrożenia, że cokolwiek mi się stanie, bo ja podnoszę ciężary, leżąc na ławce - tłumaczy.

Na pierwsze sukcesy nie trzeba było zbyt długo czekać. Ania zaczęła wchodzić na najwyższy stopień podium po… trzecich zawodach. - Mam już sześć pierwszych miejsc, dwa drugie i jedno trzecie. Wszystkie w skali ogólnopolskiej - jedno z Litwy. Tam zajęłam pierwsze miejsce z wynikiem 72 kg - wspomina.

Podobno teraz Ania podnosi już 77 kg - aż strach pomyśleć, ile dołoży do tego wyniku przez kolejne cztery lata. Pekin coraz bliżej…

Nuda na bok!

Co drugi dzień Ania jeździ na trening z Czyżkówka do Fordonu… trzema autobusami i tramwajem. W sumie - półtorej godziny… - Po prostu, poświęcam się dla sportu. Szczególnie teraz - za dwa lata mam Mistrzostwa Świata w RPA, a za cztery - Pekin. Może być już tylko lepiej - mówi.

Jak wygląda dzień treningowy? Najpierw rozgrzewka: piłka, atlas i sztanga, czyli ćwiczenia samym gryfem ("skromne" 20 kg). - Kiedyś jeździliśmy na obozy. Pokazywaliśmy ludziom, jak podnosimy ciężary. Niektórzy młodzi też próbowali, ale… nie dali rady! - podkreśla z dumą Ania. Za każdym razem stara się podnieść więcej… - Raz mi dali 80 kg, ale to jeszcze za dużo - przyznaje.

Sport to aktywność. Aktywność to życie. - Nawet nie odczuwam, że jestem osobą niepełnosprawną, nikt mnie nie traktuje tak, jakbym była inna. Cieszę się, że w ogóle coś robię, że nie siedzę w domu i się nie nudzę. A tak przynajmniej jeżdżę na zawody, mam jakieś osiągnięcia i wspomnienia. Gdybym siedziała w domu, o czym mogłabym opowiadać? - pyta.

Mistrzyni - żoną?

Sportową pasję Ani podziela jej narzeczony Paweł Paszkiewicz. On też podnosi ciężary - z tym, że nieco dłużej, bo od 15 lat. Jest kilkukrotnym wicemistrzem Polski i mistrzem Polski. - Drugi trener? - pytam. - Raczej druga ręka i… podpora - przyznaje.

Ania i Paweł są ze sobą od trzech miesięcy. Chociaż to "są" powinno się raczej zamienić na "planują założyć rodzinę, razem zamieszkać i cieszyć się sobą". - Ania jest wyjątkową osobą, którą podziwiam za zaangażowanie we wszystko, co robi - wyznaje Paweł. - Nigdy się nie poddaje. Mimo swojej niepełnosprawności jest jak inni, a właściwie jest tak wyjątkowa, jak nikt inny!

Czy można w ogóle dyskutować z taką opinią?

Tekst i zdjęcie:

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 44/2004