Logo Przewdonik Katolicki

Dosyć cmentarnych twarzy!

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Rozmowa z ojcem Leonem Knabitem, benedyktynem z Tyńca, autorem niedawno wydanej książki "O radości" Kapłaństwo to dla Ojca wielka radość? - W grudniu zeszłego roku "stuknęła mi" pięćdziesiątka. Ze względu na to, że byłem chory, zostałem wyświęcony pół roku wcześniej przed moimi kolegami. Dziś siedmiu z nich, wtedy zdrowych jak tury, nie żyje - a taki "zdechlak", jak...

Rozmowa z ojcem Leonem Knabitem, benedyktynem z Tyńca, autorem niedawno wydanej książki "O radości"


Kapłaństwo to dla Ojca wielka radość?

- W grudniu zeszłego roku "stuknęła mi" pięćdziesiątka. Ze względu na to, że byłem chory, zostałem wyświęcony pół roku wcześniej przed moimi kolegami. Dziś siedmiu z nich, wtedy zdrowych jak tury, nie żyje - a taki "zdechlak", jak mówił o mnie jeden z przełożonych, żyje i żyje… Dopóki Panu Bogu się podoba... Chociaż obserwuję księży, którzy nie mają tej radości. Może to sobie inaczej wyobrażali? A może to kwestia stawiania pewnych warunków Panu Bogu? W kapłaństwie trzeba skapitulować bezwarunkowo!

Radością powinno się "zarażać" innych - bo to w Polsce "towar deficytowy".

- Rzeczywiście. Ja czuję, że jest to zaraźliwe. Była taka siostra Sylweria, felicjanka w Tyńcu, która mówiła, że "uśmiech to jest dar darmo dany". Ojciec Piotr Rostworowski, największa postać mnisza w Europie końca XX wieku, miał taki "kontemplacyjno-otwarty ku ludziom" uśmiech. To jest specyficzne u człowieka głęboko zanurzonego w Bogu, który nie jest dewotem i nie odwraca się od innych. Szczery uśmiech - nie taki doklejony, nie obrażając fryzjerów - jest zaraźliwy i działa. Wymyśliłem nawet takie powiedzonko, że "z gębą jak cmentarz o 23.57 świata się nie ocali". Ludzie mają dosyć cmentarnych twarzy... A cmentarz, tak w ogóle, mam bardzo blisko - widzę go przez okno. Można powiedzieć, że mam celę przyszłościową...

"Pan Bóg jest dowcipny, każdy się przekona, bo stworzył żyrafę i ojca Leona" - głosi znana fraszka. A jakie są inne dowody na istnienie poczucia humoru Pana Boga?

- To, że taki "zdechlak" żyje prawie 80 lat. Wydaje mi się, że w Panu Bogu mieści się miłosierdzie i dramat ludzkiego istnienia, który podjął dobrowolnie sam Bóg - Jezus Chrystus. Zresztą, Msza św. jest takim kompendium - "głosimy śmierć Twoją, Panie", co na pewno nie jest wyrazem humoru Pana Boga, tylko jest konsekwencją grzechu. Ale zaraz "wyznajemy Twoje zmartwychwstanie" - i to jest największym kawałem zrobionym faryzeuszom. Pismo Święte jest pełne ironicznych akcentów. Zresztą, zebra też jest dowodem na humor Pana Boga. I żyrafa. Tu odwołuję się do mego "kolegi w humorze" ks. Aleksandra Radeckiego, który napisał taką trzytomową książkę "Radość w codzienności". Na wstępie podał instruktaż - nie chodzi tylko o mówienie kawałów, ale wykształcenie w sobie czy też odkrycie w sobie pewnej umiejętności. Tak jak poeta, który patrząc na rzeczywistość, potrafi ją ująć w sposób, który dla zwykłego śmiertelnika jest niedostępny. Ja patrzę na świat i widzę ten podtekst humorystyczny. Ważne, by uchwycić humor w życiu - najczęściej się widzi, że jeden drugiego "podgryza"… To jest prawda - nie przymykajmy naiwnie oczu na zło, które jest. Zło jest łatwiejsze do uchwycenia - a pokazać dobro, żeby było atrakcyjne, żeby pociągało, jest niezwykle trudno. Trzeba troszkę pomyśleć, trzeba troszkę geniuszu dziennikarskiego. Sam o tym wiem, bo kiedyś pisałem fraszki - przy okazji wyboru przełożonego. Napisałem wówczas dwa rodzaje - po jednej złośliwej i po jednej dobrej. Zastępca przełożonego przeczytał je i powiedział: "Wiesz, od strony technicznej, te zgryźliwe są lepsze - bardziej celne". Łatwiej komuś dogryźć, trudniej jest pokazać w nim coś dobrego.

Sam Ojciec odnosi się do siebie z wielkim dystansem. Czy można się nauczyć śmiania z samego siebie?

- Ja wcale nie jestem pokorny - na pewno każdy człowiek ma w sobie pewną zadziorność, zadufanie. Wtedy bardzo pomaga klasztor. Poza nim wiele rzeczy mi się udaje - nie wszystko, ale wiele rzeczy. Za to w klasztorze, jeżeli idzie o zachowanie reguły, to ja zawsze jestem "pośrodku". Nie jestem najgorszym, ale nie jestem wcale najlepszym. Moi współbracia wiele rzeczy robią lepiej - innym mimo wielkiego natłoku zajęć udaje się utrzymać idealny porządek w celi. Ja tego nie potrafię - zawsze jest tyle ważniejszych rzeczy, że porządek jest tak… w piętnastu procentach! Pewien stary zakonnik, kiedy był porządek w celi, zwykł mawiać: "Widać, że jego cela jest znakiem tego, jak jego dusza jest uporządkowana". A kiedy widział bałagan, mówił: "O, ten człowiek tak się Panem Bogiem zajmuje, że nie ma nawet czasu na zrobienie porządków". Jak się zrozumie drugiego człowieka, to wszystko wychodzi na dobre. Życie w klasztorze jest właściwie esencją mojego życia - bardziej się cieszę tym, co mi się udaje i nie zadzieram nosa. Po prostu, cieszę się - i to jest moja walka z antyklerykalizmem. Bo jak się na widok jakiegoś księdza ludzie uśmiechają - zamiast zakląć, to dobrze. A jak to jestem ja, to jeszcze lepiej!

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki