Radość głoszenia…

Ojciec Leon Knabit swoje pierwsze rekolekcje wygłosił w 1955 roku. Konferencje stały się jego chlebem powszednim, który smakuje - tym bardziej, że znany benedyktyn jest uśmiechniętym moralistą. Zresztą, mnisi z Tyńca zawsze byli w awangardzie postępu i nie mieli problemów z tym, żeby nadążyć za życiem. A Ojciec Leon - nie dość, że nadąża, to jeszcze życie wyprzedza... Bydgoszczanie...
Czyta się kilka minut
Ojciec Leon Knabit swoje pierwsze rekolekcje wygłosił w 1955 roku. Konferencje stały się jego chlebem powszednim, który smakuje - tym bardziej, że znany benedyktyn jest uśmiechniętym moralistą. Zresztą, mnisi z Tyńca zawsze byli w awangardzie postępu i nie mieli problemów z tym, żeby nadążyć za życiem. A Ojciec Leon - nie dość, że nadąża, to jeszcze życie wyprzedza... Bydgoszczanie mogli się z nim spotkać od 27 do 31 marca podczas rekolekcji, które zorganizował proboszcz parafii św. Apostołów Piotra i Pawła - ks. Teodor Paradowski.
Rozmowa z ojcem Leonem Knabitem, benedyktynem z Tyńca

Jak się Ojcu podoba w Bydgoszczy?

- W Bydgoszczy, na ogół, czuję się jak u siebie w domu. To jest ciekawe. Poprzednim razem, czyli rok temu, miałem rekolekcje dla księży, teraz nawracałem "normalnych ludzi", księży przy okazji, a siebie - najbardziej przy okazji. To dobry znak, że nie czuje się obcości w kościele. Ludzie patrzą z zaciekawieniem. Pewnie dlatego, że takiego typa jeszcze nie widzieli… No i słuchają. Więź jest dobra. Jeżeli okazujesz życzliwość względem drugiego człowieka i chęć dzielenia się swoim doświadczeniem - to potem rzutuje. Ludzie wyczuwają, że jestem tu nie dlatego, że muszę. Ja także jestem rozradowany tym pobytem - którymś już, chyba trzecim.

Głosi Ojciec rekolekcje od blisko pół wieku. Łatwiej się mówi, kiedy jest się młodszym czy starszym?

- Wtedy miałem więcej tremy. Niektórych nauk uczyłem się na pamięć! Jako młody ksiądz nie wyobrażałem sobie, żebym mógł mówić pół godziny i żebym miał "co" mówić. Wiedza była, co prawda, troszkę mniejsza, ale pomogła mi praktyka katechetyczna, bo parędziesiąt lat uczenia dzieci i młodzieży religii daje pewną łatwość w przekazie myśli i odczuć. Pytano się, jakie jest przesłanie pielgrzymek papieskich. Przyszedł mi na myśl dywan, który się rozwija za każdą pielgrzymką. Dywan utkany z tysięcy zdjęć, setek kilometrów taśm magnetofonowych. Ojciec Święty głosi kolejny odcinek Dobrej Nowiny, aktualny w danej sytuacji. Na mniejszą skalę i na mniejsze potrzeby ja chyba robię to samo. Z pomocą Ewangelii wchodzę w rzeczywistość wspólnoty, do której jestem posłany. Zwykle zaczyna się od Chrystusa - kontemplacji twarzy bolesnej. Twarzą Chrystusa są też wszyscy ludzie, wierni i niewierni. Wpatrywanie się w twarz Chrystusa z miłością zawsze czynną rodzi potrzebę takiego działania, żeby pomagać im zmartwychwstawać i ze smutnych zamieniać - na ile się da - w radosnych i zwycięskich.

Jak mówić, żeby ludzie słuchali?

- Najważniejsza jest otwarta postawa, która pozwala na nawiązanie kontaktu. Ale są też szczepy oporne na wszystkie słowa - nie każdy klucz otwiera każdy zamek… Liczę się z tym, ale mam zasadę: "Rzuć kamieniem w tłum - zawsze kogoś trafisz". To jest optymistyczna zasada. Nie mam takiego lęku, że "gadasz, gadasz i co z tego?" Mówię na miarę swojego przygotowania. I zawsze myślę: "Panie Boże, to jest także Twoja sprawa - więc teraz pomóż tym ludziom, żeby skorzystali z tego, co Ty zamierzyłeś".

Czy na przestrzeni tych pięćdziesięciu lat zdarzyły się rekolekcje, które wspomina Ojciec szczególnie boleśnie lub radośnie?

- W Poznaniu miałem rekolekcje dla młodzieży. Kościół wypełniony po brzegi. Przed naukami zespół muzyczno-wokalny grał koncert - byli na nim wszyscy. Po występie przyszedł czas na moją naukę rekolekcyjną. I w tym momencie wszyscy zaczynają wychodzić. Ja mówię - oni wychodzą. Myślałem, że wyjdą wszyscy, zostanie jedna osoba, jak w makabrycznym śnie, kiedy ludzi jest coraz mniej i mniej, aż wreszcie robi się pusto. Miałem taki sen… Raz jeden wszyscy słuchali mnie, jak ryby w akwarium. Zażartowałem - nic, powiedziałem coś poważnie - nic. Nieprzenikniona zasłona twarzy... Poza tym wszystkie rekolekcje były dobre. Głosiłem je od Szczecina i Przemyśla po Olsztyn i Krzeszów koło Kamiennej Góry. Na Węgrzech wygłosiłem po włosku konferencje do młodzieży z siedmiu krajów. Po włosku oczywiście nie umiem - tyle o ile. Nauczyłem się czytać i tak jak Papież "mówiłem z przekonaniem"… Te spotkania przynoszą radość głoszenia. Ale jest także radość bycia w klasztorze - bardzo lubię załatwiać sprawy klasztorne przy swoim biurku, być na swoim miejscu w chórze zakonnym - w ogóle dużo rzeczy "lubię". Wtedy życie jest łatwiejsze…

Tekst i zdjęcie:

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 15/2004