Zbrodnia w świątyni

Zabójstwo lubońskiego proboszcza w 1938 r. było dla wielu wiernych prawdziwym wstrząsem. Rozmowa z jednym z bezpośrednich świadków tragicznej śmierci księdza Streicha Stanisławem Malepszakiem, wówczas jedenastoletnim chłopcem.



Dlaczego zamordowano właśnie ks. Streicha? Czy jego zabójca był samotnym desperatem?



- Może chodziło o to, aby tą zbrodnią obciążyć lubońskich komunistów?...
Czyta się kilka minut
Zabójstwo lubońskiego proboszcza w 1938 r. było dla wielu wiernych prawdziwym wstrząsem. Rozmowa z jednym z bezpośrednich świadków tragicznej śmierci księdza Streicha Stanisławem Malepszakiem, wówczas jedenastoletnim chłopcem.

Dlaczego zamordowano właśnie ks. Streicha? Czy jego zabójca był samotnym desperatem?

- Może chodziło o to, aby tą zbrodnią obciążyć lubońskich komunistów? W tym czasie Stalin robił "czystkę" w Komunistycznej Partii Polski, a w Luboniu działała jedna z najlepiej zorganizowanych w powiecie poznańskim "jaczejka" KPP. Natomiast pod Moskwą istniała wtedy szkoła wojskowa - komendantem był Karol Świerczewski - która miała sekcję do walk zbrojnych proletariatu polskiego. Zaufanych ludzi, którzy przybywali tam przez "zieloną granicę", takich jak np. Władysław Gomułka, szkolono m.in. w posługiwaniu się bronią i bombami, czy metodach wywoływania strajków.

Kiedy w 1936 r. do Lubonia przybył z Wołynia Wawrzyniec Nowak - zabójca ks. Streicha - trwał strajk miejscowych murarzy, a on był działaczem związku zawodowego murarzy, wydalonym za defraudację. Wcześniej na rynku w Brodach pobił starostę-piłsudczyka i kiedy został skazany na rok więzienia, zbiegł właśnie do Lubonia. Zamieszkał u komunisty Sobczaka, który był zatrudniony w tutejszych zakładach ziemniaczanych. Myślę, że ten zapalczywy człowiek był agentem NKWD. Nie działał sam, ponieważ na bocznej ulicy Kościelnej stał zaparkowany samochód, który po zamachu szybko odjechał.

Proszę się cofnąć pamięcią w przeszłość: co Pan zapamiętał z tego tragicznego dnia?

- Tak mi to wydarzenie zapadło w pamięci, że mogę odtworzyć je w szczegółach, klatka po klatce. 27 lutego 1938 r. mama wysłała mnie - jedenastoletniego chłopca - razem z młodszą siostrą na szkolną Mszę św., która rozpoczynała się o g. 10. Odprawiał ją ks. Streich. Po odejściu od ołtarza ksiądz zdjął ornat i skierował się ku ambonie, aby przeczytać Ewangelię i wygłosić kazanie. Szedł, przyciskając ręką do piersi księgi, a prawą dotykał główek dzieci, prosząc o zrobienie przejścia. Wtem zza moich pleców wyskoczył mężczyzna ubrany w czarne palto - to był Wawrzyniec Nowak - i dwukrotnie strzelił do księdza: trafił w twarz, a druga kula utkwiła w ewangeliarzu. Ksiądz padł do tyłu na prawy bok i już się nie poruszył. Wtedy morderca zbliżył się do ciała i oddał jeszcze dwa strzały w plecy. W kościele wybuchła panika: początkowo dzieci krzyczały i przepychały się do wyjścia, ale kiedy obejrzałem się, ujrzałem pustą przestrzeń, bo one pokładły się jedne na drugich, w trzech i czterech warstwach. Wedle relacji sądowej kościelnego Franciszka Krawczyńskiego i innych świadków, Nowak wskoczył na ambonę i krzyczał: "Niech żyje komunizm!" i "Wynoście się z kościoła, to za waszą wolność!".

To właśnie kościelny próbował obezwładnić zabójcę?

- Na odgłos wystrzałów Krawczyński wybiegł z zakrystii i rzucił się na zamachowca. Chwycił jego rękę uzbrojoną w pistolet, chwilę szamotali się, a potem padły kolejne strzały: kościelny został ranny w prawą skroń i lewy bark, a przelatujące pociski zraniły także dwunastoletniego Ignacego Pacyńskiego - w lewe podudzie - oraz Katarzynę Ciesielską siedzącą w ławce - w prawe ramię. Nowak chciał uciec przez niewykończoną nawę główną, ale tam został ujęty i rozbrojony przez trzech mężczyzn. Zaprowadzono go do dworcowej poczekalni i skutego w kajdanki przewieziono pociągiem do Poznania. Natomiast ciało księdza, po zbadaniu przez komisję sądowo-lekarską, przełożono na dywan bliżej ołtarza.

W przedwojennej prasie ukazały się informacje o procesie i egzekucji Nowaka, a jednak mówi się, że zdołał "wymigać się od stryczka"...

- Tak sugerował ks. Spachacz, były kapelan więzienny z Młyńskiej. A podczas obchodów sześćdziesiątej rocznicy śmierci ks. Stanisława głos zabrał w naszym kościele Stefan Żygulski, który przywołał wspomnienie swojego kolegi Józefa Banaszkiwicza z Lubonia. Pod koniec wojny, podczas pobytu w szpitalu, zetknął się on z lejtnantem sowieckim Nowakiem, który powiedział mu: "Ja jestem tyle wart, co waszych dwóch klerów". Być może Nowak został wymieniony na kapłanów więzionych przez Sowietów? Trudno to ustalić, ponieważ nadaremnie poszukiwałem akt sądowych; zostały "wyczyszczone" i pozostał tylko numer sprawy, z lakoniczną notatką.

Czy po księdzu Streichu ocalały jakieś pamiątki?

- Po trzydziestu latach poszukiwań znalazłem je w kartonie na strychu plebanii. Są to m.in. przestrzelona sutanna, ewangeliarz, w którym utkwiła kula, ornat, stuła, bursa i szarfy z wieńców pogrzebowych. Natomiast nie ma zakrwawionej alby, ponieważ zabrała ją matka ks. Streicha i została z nią później pochowana.

Pamiętają, choć kazano zapomnieć

Gospodarz lubońskiej parafii św. Jana Bosko kan. Karol Biniaś mówi, że o zabójstwie ks. Streicha usłyszał po raz pierwszy od swojej babci i zapewnia, że ta tradycja była żywa w ustnym przekazie w licznych wielkopolskich domach. Kiedy podczas ingresu Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego przedstawił się jako luboński proboszcz od św. Jana Bosko, metropolita od razu skojarzył, że chodzi o parafię, w której pracował i zginął ks. Streich. "Jak wiele osób w średnim wieku, również arcybiskup dowiedział się o tej tragedii od najbliższych" - mówi kanonik Biniaś i dodaje, że kapłani starszego pokolenia często wspominali męczennika z Lubonia. Jeszcze jako wikary słyszał od byłego kapelana więziennego z Młyńskiej kan. Zbigniewa Spachacza, że zabójca ks. Streicha mógł uniknąć egzekucji.

- Mój poprzednik w Luboniu, ks. Stefan Patryas, przy okazji kolejnych rocznic śmierci podejmował próby zorganizowania większych uroczystości ku czci ks. Streicha, ale władze komunistyczne nie wyrażały na to zgody, a nawet groziły mu - wspomina kan. Biniaś i dodaje: - W czasach sowieckiej okupacji zakaz uczczenia pamięci ks. Stanisława potęgował w ludziach poczucie niesprawiedliwości.

Modlitwa o beatyfikację ks. Stanisława Streicha

Boże Ojcze, Najwyższy Arcykapłanie, przyjmij do grona Błogosławionych duszę Twego Sługi Kapłana Stanisława.

Jemu dałeś palmę męczeństwa, aby Jego krew, przelana w Twojej świątyni umocniła nas w wierze.

Wysławiamy Ciebie, Panie, bo właśnie Ty przelałeś krew Swoją Najświętszą Nowego i Wiecznego Przymierza na odpuszczenie grzechów i poleciłeś, aby Kościół składał ją Ojcu w ofierze.

Ty, Boże Wiekuisty, dopuszczasz, że wielu kapłanów łączy się z Tobą w tajemnicy męczeńskiej śmierci, aby nas utwierdzić w wyznawaniu Twojej Prawdy.

Niech zasługa męstwa i tragicznej śmierci Kapłana - Stanisława wyjedna nam łaskę wierności Tobie, który żyjesz i królujesz, Bóg na wieki wieków. Amen.

W hołdzie ks. Streichowi

Dopiero w 1998 r. kan. Biniasiowi udało się zorganizować w parafii kilkudniowe obchody z okazji sześćdziesiątej rocznicy zabójstwa lubońskiego proboszcza. W kościele urządzono wystawę poświęconą ks. Streichowi, a wielu ludzi przyniosło z domów związane z nim pamiątki, zdjęcia i czasopisma. Nie zabrakło relacji telewizyjnej, z udziałem świadków mordu w lubońskiej świątyni.

W domach wielu lubońskich parafian wiszą obrazki z wizerunkiem męczennika, odmawiana jest modlitwa o beatyfikację ks. Stanisława, a ci, którzy należą do ostatniego pokolenia świadków zabójstwa, często w rozmowach nawiązują do dnia jego tragicznej śmierci. Ale to nie jedyne dowody pamięci i rozwijającego się kultu.

"W każdą rocznicę śmierci sprawowana jest Msza św. z kazaniem, a 1 listopada modlimy się przy grobie ks. Stanisława, który znajduje się obok naszego kościoła" - mówi kan. Biniaś, wspominając także o prywatnym nabożeństwie wielu ludzi, którzy modlą się za wstawiennictwem męczennika, bo uważają go za świętego. Jednym z nich jest p. Benon Gabler, który - choć nie był świadkiem śmierci - od lat przychodzi każdego dnia, bez względu na pogodę, aby pomodlić się przy jego grobie. Wyrazem przekonania ludzi, że był to mord polityczny, są biało-czerwone wiązanki kwiatów składane na grobie ks. Streicha.

Rozmawiał:

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 15/2004