Logo Przewdonik Katolicki

Assasin znaczy morderca

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Współczesny terrorysta to z reguły doskonale wyszkolony, dysponujący najnowszymi zdobyczami techniki, anonimowy zamachowiec. Ale nie zawsze tak było. Historia terroryzmu i ewolucja metod, jakimi posługiwali się ekstremiści, to jedno z najbardziej charakterystycznych zjawisk w rozwoju całej ludzkości. Panuje powszechne przekonanie o tym, że terroryzm jest chorobą, którą wymyślili ludzie...

Współczesny terrorysta to z reguły doskonale wyszkolony, dysponujący najnowszymi zdobyczami techniki, anonimowy zamachowiec. Ale nie zawsze tak było. Historia terroryzmu i ewolucja metod, jakimi posługiwali się ekstremiści, to jedno z najbardziej charakterystycznych zjawisk w rozwoju całej ludzkości.


Panuje powszechne przekonanie o tym, że terroryzm jest chorobą, którą wymyślili ludzie w XX wieku. Nic bardziej mylnego. Prawdziwe w tym jest jedynie to, że we współczesnym świecie kreowanym w dużej mierze przez przekaz medialny, terroryzm uzyskał doskonałą pożywkę, na której świadomie żeruje.
Już w 1986 roku Ted Kopfel w programie Nightline amerykańskiej stacji ABC powiedział: "Bez telewizji terroryzm jest jak to hipotetyczne drzewo filozofów, które upada w lesie: skoro nikt nie słyszy jego upadku, nie ma ono racji bytu".
I to w znacznej mierze tłumaczy popularność korzystania obecnie właśnie z tej formy "walki". Pamiętajmy bowiem, że terroryzm to nade wszystko środek służący do osiągania danego celu, bardzo rzadko zaś ideologia sama w sobie. Niestety, dla wielu "ekspertów" ferujących "uczone" sądy nie jest to takie oczywiste.

Nieśmiertelny szewc


Większość publikacji za pierwszych terrorystów uznaje muzułmańską sektę asasynów (nizarytów) działających od XI do XIII wieku na Bliskim Wschodzie. Po dziś dzień zresztą termin assasin we wszystkich językach romańskich oznacza zabójcę. Asasyni specjalizowali się w skrytobójczych zamachach na swoich religijnych przeciwników, w szczególności zaś na pielgrzymów zmierzających do Ziemi Świętej.
Ale to nie asasyni byli pierwszymi terrorystami.
Powszechnie znany jest przypadek szewca Herostratesa, który w 356 r. p.n.e. podpalił świątynię Artemidy w Efezie, niszcząc jeden ze słynnych siedmiu cudów świata. Herostrates chciał w ten sposób zdobyć nieśmiertelną sławę i - trzeba przyznać - uzyskał ją, choć nader wątpliwej jakości.
Po raz pierwszy jednak z klasycznym działaniem terrorystycznym mieliśmy do czynienia za sprawą żydowskiego sprzysiężenia skrytobójców Sicari, będącego radykalnym odłamem antyrzymskiego stronnictwa Zelotów. Ich działanie w latach 66-73 n.e. skierowane było przeciwko zwolennikom współpracy z Imperium Rzymskim. Znakiem firmowym Sicari były ataki w tłumie modlących się wiernych i zadawanie ciosów krótkim mieczem sica (stąd nazwa ugrupowania). Jednak repertuar ich środków obejmował także zatruwanie studni i akweduktów oraz niszczenie pałaców rzymskich namiestników.
Do podobnych metod uciekały się w połowie VI wieku tzw. stronnictwa cyrkowe w Bizancjum, a także indyjscy Thugowie (VII-XIX wiek), którzy, ku czci krwawej bogini Kali dusili przypadkowych podróżnych.
O wszystkich tych organizacjach trudno jednak mówić, że były ugrupowaniami stricte terrorystycznymi we współczesnym tego słowa znaczeniu. Tym bardziej, że przez całe stulecia terror stosowany był notorycznie (zarówno przez rządzących, jak i przez rządzonych) i traktowany nieomal jak obowiązująca praktyka polityczna.

Szwed wymyśla proch


Za początek nowoczesnego terroryzmu uznaje się XIX wiek, przy czym punktem zwrotnym stało się wynalezienie środków wybuchowych.
Znaczenie terroru jako świadomej metody działania pierwsi dostrzegli XIX-wieczni anarchiści. Anarchistyczni myśliciele - Michaił Bakunin, Potr Kropotkin czy Siergiej Nieczajew - stworzyli podstawy ideologiczne usprawiedliwiające stosowanie terroru. Na ich wezwanie odpowiedziało tysiące młodych osób, którzy w imię walki z Królem, Kościołem i Kapitałem poczęli wdrażać w życie wolnościowe hasła.
Celem anarchistów stali się przede wszystkim przywódcy państwowi. Wystarczy wymienić tylko niektóre udane anarchistyczne zamachy: w 1881 roku członkowie rosyjskiej Narodnoj Woli zgładzili cara Aleksandra II, podkładając bomby pod jego sanie. W 1898 roku anarchista Luigi Luccheni przy pomocy pilnika zamordował Elżbietę, cesarzową Austro-Węgier, a parę lat później w 1901 roku Polak Leon Czołgosz śmiertelnie postrzelił amerykańskiego prezydenta Williama McKinlaya.
Początek XX wieku charakteryzował się nasileniem działań terrorystycznych ze strony rozmaitych organizacji nacjonalistycznych i narodowowyzwoleńczych.
Pod tym względem typowe były akcje ugrupowań działających na Bałkanach. To właśnie bośniacki Serb Gavrilo Princip, członek organizacji Młoda Bośnia, dokonał w 1914 roku w Sarajewie udanego zamachu na habsburskiego następcę tronu arcyksięcia Ferdynanda i jego małżonkę. To wydarzenie stało się, jak wiadomo, bezpośrednią przyczyną wybuchu I wojny światowej.
W 1919 roku utworzono jedną z największych organizacji terrorystycznych świata - Irlandzką Armię Republikańską (IRA).
Ale dwudziestolecie międzywojenne było przede wszystkim czasem powstania dwóch wielkich totalitaryzmów. I to właśnie komunistyczne oraz faszystowskie bojówki najczęściej uciekały się w tamtym okresie do stosowania terroru.
Bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej na pierwszy plan wysunęły się organizacje o charakterze antykolonialnym, których celem była walka z europejskim panowaniem w Afryce i Azji. Szczególne nasilenie aktów terroryzmu miało miejsce w Palestynie, gdzie zwalczający się wzajemnie Arabowie i Żydzi stosowali terror jako podstawową formę "przekonywania".
Od 1945 roku obserwujemy eskalację bezwzględności w taktyce terrorystów. Wcześniej stosowano terroryzm selektywny (wobec konkretnych przeciwników), za wszelką cenę starano się zaś unikać przelewu niewinnej krwi. Po II wojnie nastał czas terroryzmu ślepego, a terrorystom stało się najzupełniej obojętne, czy ich ofiarami będą przypadkowi ludzie, czy też zaprzysięgli wrogowie.

Dekada ołowiu


Za początek nowoczesnego terroryzmu o charakterze międzynarodowym uznaje się rok 1968, kiedy to palestyńscy terroryści uprowadzili w Rzymie samolot izraelskich linii lotniczych.
Obok stosowanego wcześniej przez terrorystów kidnapingu (porywania ludzi) doszła więc nowa metoda: hijacking (porywanie samolotów).
Od tej pory postęp naukowo-techniczny stał się mimowolnym sprzymierzeńcem terroryzmu. Granice państwowe przestały mieć jakiekolwiek znaczenie - zamachowiec zaatakować mógł w dowolnym miejscu świata. Tak, jak miało to miejsce w 1972 roku podczas igrzysk olimpijskich w Monachium, gdy terroryści z palestyńskiej organizacji Czarny Wrzesień uprowadzili izraelskich sportowców (podczas nieudanej akcji odbicia zakładników zginęło dziewięciu Izraelczyków).
Lata siedemdziesiąte zwane są nie bez przyczyny "dekadą ołowiu".
Wszystko zaczęło się od kontestacji i rewolty młodzieży z Europy Zachodniej i innych kapitalistycznych państw. Źródłem buntu młodych był przesyt powojennym dobrobytem, sprzeciw wobec społeczeństwa konsumpcyjnego, które uosabiali ich rodzice, a także wojny w Wietnamie, jako przejaw amerykańskiego "imperializmu".
Szczytowym momentem kontestacji była paryska "rewolucja" studencka z 1968 roku.
Po jej zakończeniu część największych radykałów podjęła dalszą walkę z "systemem". Na fali tego radykalizmu zaczęły, jak grzyby po deszczu, powstawać organizacje terrorystyczne, które wkrótce zyskały prawdziwie ponurą sławę. W Niemczech była to Frakcja Czerwonej Armii (RAF), która zasłynęła morderstwami znanych osobistości życia publicznego. W wyniku jej działań śmierć ponieśli m.in. prokurator generalny RFN Siegfired Buback, prezes Dresdner Bank Juergen Ponto oraz Hans-Martin Schleyer, prezes niemieckiego związku pracodawców. Podobne efekty przynosiły akcje innych bojówek lewackich: włoskich Czerwonych Brygad (ich ofiarą padł m.in. włoski premier Aldo Moro), Action Direct we Francji, japońskiej Zjednoczonej Armii Czerwonej, urugwajskich Tupamaros i wielu, wielu innych.
Działania lewackich organizacji terrorystycznych były tak dobrze zorganizowane, a ich akcje tak do siebie podobne, że eksperci zajmujący się terroryzmem słusznie wskazywali na istnienie międzynarodówki terrorystycznej skupiającej ekstremistów z różnych krajów i różnorodnych ideologicznie ugrupowań. Po upadku komunizmu okazało się zresztą, że wiele z tych organizacji było wspieranych, sponsorowanych, a nierzadko inspirowanych przez służby specjalne państw komunistycznych (np. enerdowska Stasi stała za wieloma akcjami RAF).
Im bliższy był koniec XX wieku, tym częściej do głosu zaczęli dochodzić "pomyleńcy" z organizacji millenarystycznych - rozmaici utopiści i sekciarze wieszczący rychły koniec świata. Jednym z najgłośniejszych aktów terroryzmu millenarystycznego był gazowy atak japońskiej sekty Najwyższa Prawda na tokijskie metro w 1995 roku.
Przyszłość należała jednak do ugrupowań wywodzących się z zupełnie innego kręgu kulturowego. Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku na czoło światowego terroryzmu wysunęły się bowiem islamskie ugrupowania wyspecjalizowane w krwawych samobójczych zamachach. Jedna z takich małych, nikomu nieznanych organizacji powstała w 1988 roku. Nazwała się Al-Kaidą...

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki