Logo Przewdonik Katolicki

Felieton optymistyczny

Michał Gryczyński
Fot.

Dawno nie odczuwałem tyle optymizmu, co po niedawnym wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie firmy "Optiumus" i jej długoletniego prezesa Romana Kluski. Naprawiono bowiem częściowo niegodziwość, której dopuścili się bezduszni przedstawiciele organów państwa, specjalizujący się w nękaniu rzetelnych przedsiębiorców. Myślę, że każdy, komu obca jest mentalność "psa ogrodnika",...

Dawno nie odczuwałem tyle optymizmu, co po niedawnym wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie firmy "Optiumus" i jej długoletniego prezesa Romana Kluski. Naprawiono bowiem częściowo niegodziwość, której dopuścili się bezduszni przedstawiciele organów państwa, specjalizujący się w nękaniu rzetelnych przedsiębiorców. Myślę, że każdy, komu obca jest mentalność "psa ogrodnika", raduje się z - miażdżącego dla urzędasów - werdyktu.
Historia pana Kluski jest nader pouczająca. Firmę "Optimus" założył w 1988 r. i w stosunkowo krótkim czasie zdołał odnieść sukces w produkcji komputerów oraz kas fiskalnych. Trwało to dziesięć lat. Pomiędzy 1998 a 2000 rokiem podjął decyzję, aby komputery eksportować na Słowację, skąd importowało je Ministerstwo Edukacji Narodowej do naszych placówek oświatowych. A to za sprawą zinstytucjonalizowanego "Janosika", który wprowadził absurdalny podatek VAT, obciążając nim wyłącznie sprzedaż komputerów krajowych - z krzywdą dla polskich producentów - podczas gdy te, sprowadzane z zagranicy, były z niego zwolnione. W grę wchodziły setki milionów dolarów rocznie, które dzięki temu przepisowi wspierały rozwój gospodarki innych krajów, a nie Polski.
Operacja powiodła się, z zachowaniem wszystkich przepisów, a umowy sporządzili prawnicy MEN. W 2000 r. Roman Kluska wycofał się z prowadzenia interesu, po próbie zniszczenia spółki "Optimus" na podstawie fałszywego zeznania jednej osoby (!), która zresztą wkrótce zmieniła zeznania. Kres żądaniom urzędu skarbowego - o ogromną sumę rzekomo nie zapłaconego podatku - położyła dopiero interwencja wojewody nowosądeckiego. Wtedy p. Kluska sprzedał swoje udziały. Ale niebawem nowosądeccy urzędnicy skarbowi ponownie ruszyli do boju, składając w prokuraturze doniesienie o popełnieniu przez niego przestępstwa, za jakie uznali sprzedaż komputerów na Słowację. Zażądali zapłacenia zaległego podatku VAT, który wraz z odsetkami wyliczyli na kwotę dwudziestu siedmiu milionów i siedmiuset tysięcy złotych! Drugiego lipca ub.r. doszło do spektakularnego zatrzymania przez policję, pod zarzutem wyłudzenia podatku VAT. Było to oczywiste nadużycie aparatu państwa, bo spory pomiędzy firmą a urzędem skarbowym powinien rozwiązywać Naczelny Sąd Administracyjny. Co najciekawsze, media informujące o zatrzymaniu pokazywały p. Kluskę na tle krakowskiego Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Dlaczego? Bo szef "Optimusa" był dobrze znanym darczyńcą, który na rozbudowę łagiewnickiego sanktuarium przekazał szesnaście milionów złotych. W jednym z wywiadów wyznał później, że kilka osób z kręgów biznesu i polityki zwróciło mu uwagę, iż było to źle widziane w kręgach lewicowej władzy i mogło być jednym z motywów wszczęcia całej sprawy.
Tymczasem kłopoty z prokuraturą miał również jego następca Dariusz Dąbski: zatrzymano mu paszport, a zabezpieczenie na jego majątku ustalono w wysokości czterech milionów złotych. Podobno zastraszano go i nakłaniano do składania fałszywych zeznań przeciw Klusce. Rodzina głównego oskarżonego otrzymywała zaś anonimowe telefony od rozmówców, którzy proponowali załatwienie sprawy, a on sam twierdzi, że za umorzenie śledztwa chciano wymusić od niego łapówkę.
Roman Kluska zdołał przetrwać nagonkę, choć stracił sporo nerwów, ale jego zastępca opłacił ją zawałem i wylewem krwi. Czy urzędnicy oraz ich pryncypałowie poniosą konsekwencje za wyrządzone krzywdy?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki