Logo Przewdonik Katolicki

Święci misjonarze Słowa Bożego

Michał Gryczyński
Fot.

Werbiści niosą ludziom Słowo Boże już od 128 lat, starając się dotrzeć zwłaszcza tam, gdzie nie jest ono jeszcze znane. Dwóch spośród nich, beatyfikowanych w 1975 roku przez Pawła VI - bł. Arnolda Janssena, założyciela Zgromadzenia oraz bł. Józefa Freinademetza, pierwszego werbisty w Chinach - 6 października br. kanonizował Jan Paweł II. Dekrety kanonizacyjne podpisane przez...

Werbiści niosą ludziom Słowo Boże już od 128 lat, starając się dotrzeć zwłaszcza tam, gdzie nie jest ono jeszcze znane. Dwóch spośród nich, beatyfikowanych w 1975 roku przez Pawła VI - bł. Arnolda Janssena, założyciela Zgromadzenia oraz bł. Józefa Freinademetza, pierwszego werbisty w Chinach - 6 października br. kanonizował Jan Paweł II.


Dekrety kanonizacyjne podpisane przez prefekta Kongregacji ds. Świętych wspominają Arnolda Janssena jako człowieka pełnego "gorliwości dla sprawy Królestwa Bożego, który całą swoją energię poświęcił sprawie formacji kapłanów, sióstr i braci, aby móc ich posyłać do ewangelizowania narodów, zwłaszcza jeszcze niechrześcijańskich" Natomiast Józef Freinademetz ukazany jest tam jako misjonarz, który "aż do swojej śmierci prowadził gorliwą działalność apostolską w Chinach, przy czym wśród trudności i niebezpieczeństw służył ludziom z wielką miłością i chrześcijańską żarliwością".

Werbiści w służbie Ewangelii


Skrót SVD przy nazwisku kapłana wskazuje na członka Societatis Verbi Divini, czyli Zgromadzenia Słowa Bożego. Duchowni synowie Arnolda Janssena nazywani są potocznie werbistami, a ich dewizą jest zawołanie: "Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach naszych!".
W 1879 roku pierwsi werbiści wyjechali do Chin, a do końca XIX w. zdołali dotrzeć także na Togo oraz do Argentyny, Brazylii, USA, Nowej Gwinei i Chile. W XX wieku wędrowali z Ewangelią do kolejnych zakątków kuli ziemskiej. Obecnie Zgromadzenie liczy blisko sześć tysięcy misjonarzy - prowincja polska, trzecia co do wielkości, skupia ponad sześciuset werbistów - a ich placówki misyjne znajdują się na wszystkich kontynentach, w 60 krajach świata.
Do Polski przybyli w 1892 r. i osiedlili w Nysie, gdzie założyli Dom Misyjny Św. Krzyża. Ich siedzibą główną było później Chludowo - dawny pałac wybitnego polityka narodowców Romana Dmowskiego - a obecnie Pieniężno, gdzie znajduje się siedziba prowincjała.

Apostoł naszych czasów - ojciec Arnold


"Najważniejszym i największym aktem miłości bliźniego jest głoszenie Dobrej Nowiny" - mawiał Arnold Janssen, który przyszedł na świat w 1837 r. w Goch (Nadrenia), w bardzo pobożnej rodzinie wielodzietnej. Po ukończeniu kolegium biskupiego studiował w Bonn nauki matematyczno-przyrodnicze, a potem wstąpił do seminarium w Monasterze. Święcenia kapłańskie przyjął w 1861 r. i został wikarym w Bocholt. Uczył także w gimnazjum żeńskim matematyki, fizyki oraz geologii. W końcu zrezygnował jednak z pracy nauczyciela i włączył się w dzieło Apostolstwa Modlitwy oraz wydawał "Małego Posłańca Serca Jezusowego".
Od najmłodszych lat żył Ewangelią, toteż - w trosce o ludzi, którzy jej jeszcze nie poznali - odwiedzał biskupów niemieckich i austriackich, aby wyjednać ich wsparcie dla idei misyjnej. Ostatecznie udał się do holenderskiego Steyl, gdzie zakupił dawną karczmę, którą przekształcił w dom misyjny; to macierzysta placówka Zgromadzenia Słowa Bożego. W 1882 r. założył wspólnotę żeńską Służebnic Ducha Świętego, a w 1896 r. klauzurowe Zgromadzenie Służebnic Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji, które miały wyjednywać łaski dla dzieła misyjnego. Przed śmiercią zdążył jeszcze utworzyć cztery domy misyjne. Zmarł 15 stycznia 1909 r., a jego ciało spoczęło w kaplicy cmentarnej w Steyl. Nagrobek o. Arnolda zdobi napis: "Pater Dux Fundator - Ojciec, Wódz, Założyciel". Do historii przeszedł jednak nie tylko jako zakonodawca i wybitny promotor dzieł misyjnych, ale także jako ten, który wypracował nowoczesny sposób formacji misjonarzy, uzupełnionej o wiedzę religioznawczą i etnograficzną, znajomość języków oraz kultur ludów misyjnych. Obecnie ponad dziesięć tysięcy synów i córek Arnolda Janssena prowadzi działalność misyjną, głosząc Słowo Boże na całym świecie.

Szczęśliwy misjonarz - ojciec Fu


Chińczycy, którym o. Józef Freinademetz oddał całe swoje życie, nazywali go "Fu", to znaczy "szczęście". Jakże wiarygodnie musiały brzmieć w jego ustach słowa: "Język miłości jest jedynym językiem, który rozumieją wszyscy ludzie".
Przyszedł na świat 15 kwietnia 1852 r. w górach Tyrolu, w licznej i bardzo religijnej rodzinie. Od dzieciństwa pragnął być księdzem, a powołanie misyjne skrystalizowało się w okresie gimnazjalnym. Po złożeniu matury został przyjęty do seminarium i w 1875 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Został wikarym w St. Martin, parafii położonej w sąsiedztwie rodzinnej wioski, a po trzech latach wstąpił do nowego Zgromadzenia Słowa Bożego. Po rocznym okresie formacyjnym 2 marca 1879 r. wyjechał na misje do Chin. Początkowo pracował w prowincji Kwantung, a w 1881 r. przeniósł się do południowego Szantungu - centrum wrogiego chrześcijaństwu konfucjonizmu - i osiadł w Puoli. Przez następne lata osobiście zakładał kolejne placówki misyjne werbistów, piastując obowiązki prowincjała, duszpasterza, kaznodziei, rekolekcjonisty i rektora seminarium. W 1885 r. misja w Szantongu została samodzielnym wikariatem apostolskim.
Ojciec Fu szczerze kochał swoją ojczyznę, ale pomimo stałej tęsknoty za górzystym Tyrolem po wyjeździe na misje stał się jednym z mieszkańców Chin. Świadomie upodobnił się do Chińczyków: zmienił nazwisko, zapuścił brodę i warkocz, a sutannę zamienił na szaty mandaryna. Nawet wtedy, gdy nastał czas prześladowań, nie opuścił misji, tylko - razem z kapłanami chińskimi - ukrywał się w górach, nieopodal Puoli. Napisał kiedyś: "Lubię Chińczyków, znam ten naród, jego język i kulturę jak własną ojczyznę. I gdyby się Bogu spodobało, to mógłbym tu pracować jeszcze 70 lat. Tu chcę też być pochowany". Podczas posługiwania chorym zaraził się tyfusem i 29 stycznia 1908 r. zmarł, a pogrzeb odbył się na cmentarzu w Taikia.

Cudów, naprawdę, nie ma?


Za wstawiennictwem obu błogosławionych werbistów dokonały się uzdrowienia, uznane za cuda wymagane do kanonizacji. Oto na Filipinach czternastoletnia Pamela Avellanosa 2 stycznia 1995 r. spadła z roweru, doznając ciężkiego urazu czaszkowo-mózgowego, z narośnięciem krwiaka nadtwardowkowego i złamaniem kości ciemieniowej. W szpitalu zapadła w głęboką śpiączkę, ustał jej oddech i spadło ciśnienie, więc została zaintubowana i podłączona do respiratora, a potem lekarze rozpoczęli kraniotomię, czyli operację na otwartej czaszce. W tym czasie babcia dziewczynki oraz Służebnice Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji modliły się do Boga, za wstawiennictwem bł. Arnolda, z prośbą o łaskę uzdrowienia. I czyniły to skutecznie, skoro uzdrowienie było szybkie, całkowite i trwałe.
Podobnie jak w przypadku młodego Japończyka Jun Yamada, u którego 16 lutego 1987 r. lekarze z Nagoya rozpoznali ostrą białaczkę, z guzem rdzenia kręgowego, w powiązaniu z ciężkimi komplikacjami płucnymi, niewydolnością oddechową i zatrzymaniem akcji serca, a także grzybicą i gruźlicą - następstwami osłabienia funkcji układu immunologicznego. Ani zabiegi chemioterapii, ani inne terapie nie przyniosły rezultatu, a chory nabawił się jeszcze zapalenia płuc z krwotokiem i niewydolnością oddechową. Nieprzytomny pacjent został zaintubowany i podłączony do respiratora. 13 marca werbista, którego uczniem był kiedyś Jun Yamada, zaczął nowennę do bł. Józefa, aby wyprosić dla niego łaskę uzdrowienia. W tym czasie inny werbista, za wstawiennictwem bł. Józefa, w podobnej intencji odprawiał nieustannie Msze święte. 19 marca mężczyzna odzyskał przytomność, 10 kwietnia testy laboratoryjne potwierdziły zupełną remisję białaczki, a 30 września został uznany za zdrowego i zwolniono go ze szpitala.

Przez Słowo Boże do świętości


Obaj święci są dla werbistów uosobieniem ideałów zapisanych w Konstytucjach Zgromadzenia. Ojciec Arnold odbiera cześć jako założyciel wspólnoty i człowiek modlitwy, zawierzenia oraz apostolskiej gorliwości. Był on jednym z pionierów rekolekcji zamkniętych dla laikatu i prekursorów prasy oraz książki katolickiej, a prace w wydawnictwie powierzał nie tylko współbraciom, ale i świeckim. Natomiast o. Józef Freinademetz, apostoł Chin, jest dla werbistów wzorem misjonarskiej żarliwości i bezinteresownej posługi. A dla nas wszystkich są wymownym przykładem, jak przez umiłowanie i głoszenie Słowa Bożego można osiągnąć wyżyny świętości.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki