"Stara baśń. Kiedy słońce było bogiem", film, który miał być przebojem jesieni, rozczarowuje. Jeśli takie kino robi reżyser profesjonalny, to marnie to świadczy o polskim kinie.
Według cotygodniowego rankingu "Newsweeka", film "Stara baśń" wciąż znajduje się na pierwszym miejscu oglądalności, a więc zdarzyć się może, że będzie to przebój kasowy jednego sezonu. Polacy...
Według cotygodniowego rankingu "Newsweeka", film "Stara baśń" wciąż znajduje się na pierwszym miejscu oglądalności, a więc zdarzyć się może, że będzie to przebój kasowy jednego sezonu. Polacy lubią takie historyczne superprodukcje, począwszy od "Krzyżaków" i "Potopu". Po latach przerwy okazało się, jak dużym sentymentem darzymy polskich bohaterów i polską literaturę: "Pana Tadeusza" Wajdy, "Ogniem i mieczem" Hoffmana, "W pustyni i w puszczy", "Przedwiośnie", a teraz "Starą baśń".
Niestety, na samym początku rozczarowała mnie czołówka filmu. To niby nic ważnego wobec całego dzieła, zwykłe napisy, ale dlaczego właśnie tego w Polsce nie potrafi się robić? Już podczas pierwszych minut poczułam się jak na filmie sprzed dwudziestu lat i tak niestety zostało do końca.
Miłość w kniejach
"Stara baśń" Kraszewskiego powstała w 1876 roku i była po prostu... nudna. Kraszewski przybrał rolę dokumentalisty, kronikarza, nie interesowała go fabuła, tylko wierność historyczna i realia epoki. Hoffman razem z drugim scenarzystą Józefem Henem posklejali co ciekawsze wątki i podali jako historię Popiela skojarzonego z Makbetem. Wszystko to jeszcze mogło być ciekawe - historię władcy, którego zjadły myszy na wieży pośrodku jeziora Gopło, znamy od lat dziecięcych, w połączeniu z chciwą i morderczą żoną Brunhildą trującą przeciwników. To tworzy historię intrygującą i okrutną. Ale, ale, gdzie podziała się na ekranie Brunhilda, o której pisze Kraszewski? Zwyciężyła political correct: nie można o Niemcach pisać źle, więc wszystkich Niemców Hoffman pozamieniał na Wikingów, a Brunhildę na niewolnicę. Punkt wyjścia, czyli sama historia, jest ciekawa, a nawet idealna, pozostaje ją jeszcze opowiedzieć. Z tym gorzej: dostaliśmy film bardzo przeciętny, którego bohaterowie różnią się od siebie tylko makijażem, czyli nachalną charakteryzacją. Wszystko jest tu schematyczne: podstępna walka o władzę, bunt, bitwa, no i tragiczna miłość, która kończy się happy endem. Ewa Wiśniewska jako wiedźma Jarucha jest nie do poznania, ale nie potrzebowała do tego, tak widocznych nawet dla laika, warstw pudru i cieni. Psychologię postaci Hoffman pokazał na poziomie dzieci ze szkoły podstawowej. Gdy ktoś się zakochuje, musi się wpatrywać w obiekt uczuć, gdy rozpacza, to płacze albo wyje, natomiast gdy się złości, wrzeszczy. Daniel Olbrychski jest jakby płynnie przeniesiony z innego filmu historycznego, natomiast amant Żebrowski wciąż gra Wiedźmina. Nic zaskakującego. Najbardziej reżyserowi podoba się efekt dźwiękowy zamykanej kraty w bramie grodu, nadużywa go więc co dziesięć minut.
Pogański zwyczaj
W ciągu tych dwóch godzin prawdziwego - niestety - kiczu jedna scena wywołuje poruszenie. Na pogrzebowy stos Wisza (Ryszard Filipski) wchodzi jego żona Jaga (Anna Dymna), aby spłonąć razem ze swoim zmarłym mężem. Okrucieństwo pogańskiego zwyczaju przewyższa wielokrotnie wszystkie litry czerwonej farby hojnie wylanej w tym dziele.
Być może, gdyby "Starą baśń" wyreżyserował ktoś młodszy, byłoby ciekawiej. Doświadczenie nie zawsze idzie w parze ze świeżością i oryginalnością. Dlatego podczas następnych wizyt w kinie planuję przyjrzeć się efektom pracy reżyserów młodego pokolenia. Może polskie kino się wybroni?
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













