Logo Przewdonik Katolicki

Buble w świątyniach

Cezary Kościelniak
Fot.

Pojawiający się przy słowie "sztuka" przymiotnik "chrześcijańska", najczęściej gwarantuje, że dzieło z tej kategorii będzie nienowatorskie, raczej nieładne i średnio ciekawe. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie po prostu kiczem. O prawdziwej sztuce możemy powiedzieć, że jest miłością, jeżeli jej przedmioty pociągają nas, wzruszają, pozwalają odkryć nieznane dotąd...

Pojawiający się przy słowie "sztuka" przymiotnik "chrześcijańska", najczęściej gwarantuje, że dzieło z tej kategorii będzie nienowatorskie, raczej nieładne i średnio ciekawe. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie po prostu kiczem.


O prawdziwej sztuce możemy powiedzieć, że jest miłością, jeżeli jej przedmioty pociągają nas, wzruszają, pozwalają odkryć nieznane dotąd światy, czy wywołują uczucia przyjaźni z tym, co przedstawiają. Każdy nałogowy słuchacz klasyki, wielbiciel rozkoszy kontemplacji dawnego czy współczesnego malarstwa, smakosz dobrej literatury rozumie, co znaczy miłość do sztuki i ze strony sztuki. Jeżeli nadto potrafi w jej tle dostrzec Transcendencję, to zdaje sobie sprawę jak wielkie znaczenie posiada sztuka. Sztuka jest miłością, bo nazywa najważniejsze dla człowieka rzeczy i fakty, potrafi powiedzieć o tym, co niewypowiedzialne, prowokować nas do myślenia. Sztuka bywa czasem zaczepna i niezrozumiała, może wywoływać irytację, oburzenie, a nawet nienawiść. Ale ci, którzy kochają ją naprawdę, wybaczają i to. Nie można wybaczyć tylko jednego - kiczu i miernoty. Obniżania standardów, nieważne, z jakich przyczyn. Sprzedawania tanich i żałosnych chwytów za cenę "większego zrozumienia" czy "lepszej dostępności". Zabiegów zmiany tożsamości polegających na nazywaniu artystycznych bubli "sztuką jakąś tam" (tu możemy podstawić różne przymiotniki).
Niestety, współczesna sztuka sakralna przestała być miłością. Jest o tyle bolesne, że przez stulecia Kościół był jądrem nowych nurtów artystycznych, a także najlepszym selektorem, który bez skrupułów odrzucał beztalencia na bezdroża zapomnienia. Współcześnie zmieniło się prawie wszystko. Architektoniczne koszmarki, w których nie można doszukać się ani świątyni, ani poważnej propozycji architektonicznej, naiwne i prościutkie pioseneczki, które zastąpiły kunsztowną muzyczną oprawę liturgiczną. I wreszcie wystrój wnętrz kościelnych obiektów: nieładne malowidła i pokracznie wykonane ozdoby jako żywo przypominające estetykę późnych lat osiemdziesiątych.
Przyglądając się zjawisku współczesnej sztuki sakralnej, widzimy radykalne odwrócenie się od standardów, które od wieków były w Kościele przyjmowane. Możemy pokrótce wymienić dwa kanoniczne standardy. Papieże od wieków zamawiali dzieła, które wnosiły coś nowego, musiały olśnić każdego odwiedzającego, a przynajmniej wywołać poczucie piękna. Kościół zawsze dbał o to, by sztuka sakralna nierozerwalnie związana była z estetyką: każdy kto zwiedzał np. podalpejskie opactwa (nieistotne czy we Francji, Niemczech, czy Italii), zauważył z pewnością jedność pomiędzy architektonicznym stylem a je otaczającą przyrodą. Drugim standardem było ścisłe sprzężenie oprawy estetycznej z funkcjami liturgicznymi. Budowla sakralna, skomponowane oratorium, czy obraz, jakkolwiek nowatorski, musiał być wykonany tak, by można było w nim, bądź poprzez niego, realizować akcję liturgiczną.
O tych standardach zapomniano. Niestety, w naszym kraju chyba najbardziej. Przyjrzyjmy się pokrótce różnym dziedzinom polskiej sztuki sakralnej.

Obce projekty


Najbardziej widocznym obrazem "sztuki" kościelnej jest oczywiście architektura. Powstałe w ostatnich - dajmy na to - piętnastu latach świątynie, w ogromnej większości są po prostu koszmarne. Niestety, ich budowy wznoszono często podług projektów znanych architektów, których talent sami będziemy mogli podziwiać przez długie lata. Dowcipne uwagi, że dany kościół swoją bryłą przypomina skocznię narciarską, blok albo halę sklepową nie są bezpodstawne. Często obiekty kościelne były budowane z przeprojektowanych planów innych budowli. Jednakże nawet ambitne projekty nie sprostały wymaganiom estetyki sakralnej. Architekci nie brali pod uwagę takich czynników jak chociażby akustyka, co dało efekt złego rozprowadzenia głosu i słabej słyszalności nawet z nagłośnieniem. Nie przejmowano się także czynnikami pragmatycznymi. Olbrzymie świątynie zimą trzeba ogrzewać, a latem dość regularnie remontować. O koszty eksploatacji tych architektonicznych "cudów pragmatyki" lepiej nie pytać.
Przykładów takiej architektury jest wiele. W Poznaniu jedna ze świątyń zbudowana jest na planie wielokąta, co zaburza klasyczny układ chrześcijańskiej świątyni. Akustyka w niej jest potworna, a zimą panują arktyczne temperatury. Estetyka kościoła wzbogacona jest betonowymi słupami podporowymi. Generalnie architekt ogołocił świątynię z atmosfery i klimatu sakralnego. Podobnych przykładów jest znacznie więcej. Tragizmu dodaje fakt, że w tak zaprojektowanych świątyniach niewiele można zmienić.

Sacro-polo


Niewiele lepiej prezentują się pozostałe dziedziny sztuki sakralnej: muzyczna i plastyczna. Krzysztof Zanussi w jednym ze swoich cotygodniowych felietonów w tygodniku "Polityka" podniósł kiedyś kwestię kiczu obecnego w polskiej muzyce sakralnej. Pod krzyżowym ogniem postawił jeden ze szlagierów kościelnych lat osiemdziesiątych. Zanussi przytaczał swoją polemikę z autorem tekstu tej pieśni, wskazując, że jest on niegramatyczny. Otrzymał odpowiedź, że autor jest teologiem z literackim zacięciem i lepiej niż Zanussi wie, jak pisać teksty religijnych pieśni... Sprawa, jaką podniósł w swoim felietonie sławny reżyser wydaje się wręcz wzorcowa dla muzyki kościelnej. Śpiewane podczas Mszy piosenki często napisane są dziwacznym albo niezwykle prostym tekstem oraz okraszone łatwą muzyką, przypominającą rytmy spowolnionego disco polo. Te muzyczne potworki śmiało mogą otrzymać kategorię sacro-polo: łatwy tekst i bliska sercu muzyka. Przynależność do tej kategorii dopełnia wykonanie. Organy coraz częściej zastąpione są elektrycznymi instrumentami klawiszowymi, a głos wykonawcy przypomina weselnych wodzirejów. Już rzadko który organista potrafi wykonać fugę albo improwizację, graną np. po Mszy świętej.
Warto zauważyć, że problem jest poważny. Jeden z księży profesorów z warszawskiej uczelni katolickiej spostrzegł, że spłaszczenie muzyki podczas liturgii prowadzi do spłaszczenia samej liturgii. Zamiast tłumaczyć wiernym zawiłości, jakie w liturgii się znajdują, wybrano łatwiejszą drogę: uproszczenia samej liturgii. Jednym z jej przejawów jest łatwa muzyka.

Styropian i kwiaty


Kolejną płaszczyzną do refleksji nad sztuką kościelną jest wystrój kościelnych wnętrz. Sprowadza się on najczęściej do dwóch produktów: styropianowych wycinanek (symboli, napisów, itp.) oraz kwiatów układanych wedle zasady: im więcej, tym lepiej. W wielce szanownym opactwie oo. benedyktynów w Tyńcu jeden z braci zajmuje się profesjonalnie japońską sztuką układania kwiatów. To prawdopodobnie jedyny przypadek w Polsce, gdzie ozdoby kwiatowe mają swoje odniesienie do charakteru świątyni i czasu liturgicznego. Normalnie strojąc świątynię, nie zauważa się takich podstawowych faktów. Pełny wazon kwiatów czy powtykane pod obrazami goździki, różyczki, czy chryzantemy często rażąco kontrastują z atmosferą świątyni.
Podobnie rzecz się ma z ozdobami plastycznymi. Styropianowo-plastikowe ozdóbki czy wycięte z tych materiałów hasła niewiele mają wspólnego z jakimkolwiek poczuciem gustu.
Jednakże znacznie poważniejszy problem stanowią obrazy, które "ozdabiają" kościoły. Różnica między obrazami a ozdobami z kwiatów jest taka, że te pierwsze prezentowane są przez wiele lat. Nie można pominąć faktu, że w świątyniach wiesza się nieudane kopie znanych obrazów (np. Chrystusa Miłosiernego). Czy nie powinno budzić sprzeciwu to, że wizerunek, który znaczy więcej aniżeli zwykły obraz, jest przedstawiony nie tylko niewiernie, ale i wzbudza estetyczny niesmak? Chciałbym w tym miejscu zwrócić szczególną uwagę na namnożenie w ostatnich latach wizerunków Jana Pawła II. Wiele z tych wizerunków przedstawia osobę papieża wręcz karykaturalnie. Niezrozumiałe jest, dlaczego pozwala się, aby takie skandaliczne buble prezentowały w miejscu publicznym postać Ojca Świętego. Warto postawić pytanie: dlaczego tak mało jest głosów, które domagałyby się zmiany tego stanu rzeczy? Czyżby impregnacja na piękno byłaby aż tak duża?

Piękno potrzebne


Prezentując powyższą analizę, nie mam zamiaru nikogo urazić. Sądzę jedynie, że jeżeli ci, którzy "upiększają" własnym gustem i pomysłami nasze świątynie, mogą to robić, to także ci, których ona razi, mają prawo głośno to powiedzieć (do nich należy niżej podpisany). Na szczęście są oazy przypadków pozytywnych. Wspomniałem dbałość o wystrój w tynieckiej świątyni. Warto wspomnieć o ciekawej oprawie muzycznej podczas poznańskich dominikańskich rorat, czy też o obrazach z motywami religijnymi Modzelewskiego. Także współczesna architektura sakralna może być piękna, czego przykładem jest świątynia Miłosierdzia Bożego na Łagiewnikach w Krakowie, czy interesujący projekt świątyni Opatrzności Bożej, która powstanie w Warszawie.
Nie pomylę się wiele, jeśli wyrażę tezę, że ludzie piękna potrzebują i chcieliby widzieć je w swoich świątyniach. Miejmy nadzieję, że sztuka sakralna stanie się na nowo kochana, że znajdą się ci, którzy stworzą coś nowego i pięknego. Obyśmy nie musieli długo na nich czekać.


W przypadku sztuki sakralnej mamy do czynienia bardzo często z rozbieżnością ocen fachowców-koneserów i odbiorców. Cerkiew grekokatolicką w Biały Borze (na zdjęciu po lewej stronie) autorstwa Jerzego Nowosielskiego podoba się nie wszystkim wiernym mimo uznania specjalistów. Odwrotnie jest w przypadku Bazyliki w Licheniu (zdjęcie po prawej), która podoba się wiernym, ale budzi pewne wątpliwości u architektów.
Od Redakcji

Przedstawiony powyżej tekst i problemy w nim zawarte tym bardziej trzeba poddać naszej refleksji, zwłaszcza w kontekście ostatniej encykliki Jana Pawła II "O Eucharystii w życiu Kościoła", w której to, w piątym rozdziale znajdujemy wyraźne postulaty i wymagania Ojca Świętego wobec sztuki sakralnej: "Kościół zawsze zostawiał szeroką przestrzeń twórczą artystom. Jednak sztuka sakralna musi odznaczać się umiejętnością trafnego wyrażenia tajemnicy ujmowanej w pełni wiary Kościoła i zgodnie ze wskazaniami duszpasterskimi, stosownie opracowanymi przez kompetentne władze kościelne. Odnosi się to zarówno do sztuk plastycznych, jak i do muzyki kościelnej (nr 50)".

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki