Dla dobra Polski?

I tak rozwiał się mit "wielkiego kanclerza", na którego pozował premier Miller. "Nasz drogi Leszek" - jak nazwał go niegdyś prezydent wszystkich Polaków - traci szczególną pozycję we własnym ugrupowaniu politycznym, bo chodzą słuchy, że terenowi działacze SLD mają już dość jego rządów. Niepokoją się luką pokoleniową w łonie partii - czy Pusz i Tober to cała eseldowska młodzież?...
Czyta się kilka minut

I tak rozwiał się mit "wielkiego kanclerza", na którego pozował premier Miller. "Nasz drogi Leszek" - jak nazwał go niegdyś prezydent wszystkich Polaków - traci szczególną pozycję we własnym ugrupowaniu politycznym, bo chodzą słuchy, że terenowi działacze SLD mają już dość jego rządów. Niepokoją się luką pokoleniową w łonie partii - czy Pusz i Tober to cała eseldowska młodzież? - i wypatrują sprzyjającej okazji, aby go rozliczyć za nieudolne sprawowanie władzy. Niebawem staniemy się, zapewne, świadkami, jak źle może skończyć ten, który przecież i niespecjalnie dobrze zaczynał. Ale to, oczywiście, wewnętrzna sprawa SLD, która obchodzi nas tylko o tyle, o ile partia ta usiłuje wpływać na nasze życie.

Tymczasem kawaler z odzysku, czyli PSL - po rozwodzie z SLD - wojuje obecnie jako dyżurny opozycjonista, szantażując brakiem poparcia dla traktatu akcesyjnego z Unią Europejską. O ile, oczywiście, nie uzyska gwarancji na załatwienie swoich spraw; chodzi m.in. o ustawę o obrocie ziemią oraz o biopaliwa. I jak tu się nie śmiać, skoro PSL zachowuje się tak, jakby ich szef, Jarosław Kalinowski, nie podpisywał wcześniej tego, pod czym złożył własnoręczny podpis? Wiadomo, że ultimatum to tylko gra, która wcale nie przesądzi o tym, czy polska wieś będzie za, czy przeciw przystąpieniu do systemu rolnego Unii Europejskiej. A nie trzeba chyba nikomu uświadamiać, że jest to system wyjątkowo beznadziejny i niewydolny - powiada się nawet, że trudno byłoby wymyślić głupsze rozwiązania dla rolnictwa - czemu nie zaprzecza się już wewnątrz samej UE, ani nawet w gronie uczciwych, rodzimych eurofederastów.

Osobiście radziłbym nie zapominać, że ludzie gospodarujący na wsi potrafią dobrze liczyć i są dość odporni na wszelaką demagogię. To żałosne, że po Kopenhadze usiłowano im tłumaczyć, iż wynegocjowano coś innego, niż to, co faktycznie ustalono. A kiedy się wydało jakie są rzeczywiste wyniki owych negocjacji, powiało grozą, że wieś machnie ręką na UE. Wątpię czy w tej sytuacji PSL zdoła coś "ugrać" dla siebie. Obecna postawa ich liderów nikogo specjalnie nie dziwi, bo przecież lojalnością PSL nigdy nie grzeszyło, o czym mieli okazję przekonać się także wcześniejsi koalicjanci. Za to, paradoksalnie, moment zdziwienia przeżywa teraz samo PSL; do tej pory, na wszystkich rozwodach, osiągało zysk, natomiast obecnie - same straty. Zarówno peeselowcy, jak i rozmaite ich "pociotki", utracili już wiele lukratywnych posad. Niewykluczone jednak, że po kryzysie i próbie rekonstrukcji rządu - w innym, rzecz jasna, składzie personalnym i pod innym szefem - PSL powróci znowu do sojuszu z SLD-UP. Doczekalibyśmy się wtedy, na nasze nieszczęście, odnowy po staremu.

W Sejmie mamy klasycznego pata, bo rząd jest mniejszościowy i dla każdej sprawy musi poszukiwać sojusznika, zaś opozycja nie jest w stanie stworzyć spójnej koalicji programowej, zdolnej do przejęcia władzy. Dzięki temu Senat staje się prawdziwym "języczkiem u wagi", bo w swoim obecnym składzie może zarówno inicjować, jak i hamować prace ustawodawcze. Wprawdzie SLD szedł do wyborów pod hasłem likwidacji Senatu, ale instynkt samozachowawczy zweryfikował ów zamiar. Skończyło się na szumnych zapowiedziach, nie tylko, zresztą, w tej sprawie. A nam pozostało zmartwienie: czy te gry polityczne służą dobru Polski?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 13/2003