Logo Przewdonik Katolicki

Wigilijny chleb miłości i pojednania

Michał Gryczyński
Fot.

Podczas Wigilii Bożego Narodzenia, kiedy na niebie pojawia się pierwsza gwiazda, zasiadamy do Wieczerzy, rozpoczynając obrzęd dzielenia się opłatkiem. Pierwszy sięga po niego, zgodnie z tradycją, najstarszy członek rodziny i podchodzi kolejno do każdego z domowników, życząc im wszystkiego co najlepsze, od Boga i ludzi. O tym, jak bardzo opłatek splótł się z krajobrazem polskiej...

Podczas Wigilii Bożego Narodzenia, kiedy na niebie pojawia się pierwsza gwiazda, zasiadamy do Wieczerzy, rozpoczynając obrzęd dzielenia się opłatkiem. Pierwszy sięga po niego, zgodnie z tradycją, najstarszy członek rodziny i podchodzi kolejno do każdego z domowników, życząc im wszystkiego co najlepsze, od Boga i ludzi.

O tym, jak bardzo opłatek splótł się z krajobrazem polskiej Wigilii, świadczą choćby strofy ułożone przez poetę Wacława Rolicz-Liedera:

Jest w moim kraju zwyczaj,
że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy
wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią
chleb biblijny,
Najtkliwsze przekazując uczucia
w tym chlebie...


Błogosławiony chleb


Opłatki z wizerunkami krzyża znano już wprawdzie na przełomie VIII/IX wieku – podczas panowania Karola Wielkiego – jednak na ziemiach polskich pojawiły się dopiero w XV w.
Zwyczaj dzielenia się opłatkiem wywodzi się z pierwszych wieków po Narodzeniu Chrystusa i nawiązuje do starochrześcijańskich eulogiów, czyli chlebów błogosławionych podczas Mszy św. Aż do XI wieku chrześcijanie ofiarowywali swe dary w naturze: chleb i wino, przeznaczone do konsekracji składano na ołtarzu, natomiast przy wejściu do kościoła – pozostałe dary. Z upływem czasu, ze względów praktycznych, zdecydowano się eulogie zastąpić pieniędzmi.
Trochę szkoda, ponieważ był to piękny zwyczaj. Owe chleby ofiarowywano bowiem na utrzymanie osób duchownych, rozdawano je ludziom ubogim, a także spożywano podczas agape, czyli wspólnego ucztowania. Przesyłali je sobie również, załączając życzenia, biskupi, przełożeni klasztorów, a nawet całe gminy chrześcijańskie.

Kunszt wypiekania opłatka


Pionierami w tej dziedzinie byli benedyktyni z burgundzkiego klasztoru w Cluny, którzy sztukę wypiekania opłatków przekazali później innym zakonom. I tak, przez długi czas, ich wypiekiem zajmowano się wyłącznie w klasztorach, a potem także na plebaniach. Kiedy zbliżały się święta, parafialni organiści, kościelni albo ministranci roznosili je po domach, jako kwestarze, zbierając przy tej okazji ofiary.
Nasze opłatki wzięły swoją nazwę od łacińskiego słowa „oblatum” – dar ofiarny i oznaczają chleby przaśne, znane nam już z kart Starego Testamentu. Izraelici sporządzali je przed swoim pospiesznym wyjściem z niewoli egipskiej, naprędce i dlatego bez zakwasu. W podobny sposób, z samej tylko mąki zmieszanej z wodą, a więc niekwaszonego ciasta, wyrabiano oblaty.
Do wypieku opłatków służyły specjalne kleszcze z wgłębieniem albo żelazne foremki, z wygrawerowanymi motywami ewangelicznymi, wizerunkami Świętej Rodziny oraz bogatą ornamentyką. Znajomość sztuki takiego ich zdobienia zawdzięczamy sakramentkom, czyli Benedyktynkom od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu. Mniszki tego zakonu kontemplacyjnego, założonego przez Katarzynę de Bar – znaną bardziej jako m. Mechtylda od Najśw. Sakramentu – zostały sprowadzone do Polski przez królową Marysieńkę. W 1688 r. ufundowała dla nich w Warszawie klasztor, jako wotum dziękczynne za zwycięstwo króla Jana III Sobieskiego nad Turkami pod Wiedniem. A ponieważ wzornictwo opłatków odzwierciedlało, zazwyczaj, styl epoki, toteż wyróżnia się opłatki barokowe, rokokowe czy secesyjne.
Obecnie opłatki wyrabia się, najczęściej, z wysokoglutenowej mąki, zmieszanej z wodą. Takie ciasto, bez zakwasu i soli – po dokładnym wyrobieniu – przelewa się do metalowej formy i wkłada do rozgrzanego piekarnika. Po całodobowym leżakowaniu, z dużych arkuszy wycina się, dobrze nam znane, cieniutkie, prostokątne, białe płatki chleba.
Nasz znakomity pisarz Józef Ignacy Kraszewski otrzymał kiedyś od swego brata Kajetana taki przepiękny list z życzeniami świątecznymi:

Do siego roku życząc panu bratu
Kiedy w rozłące pędzim dni ostatek
(Choć dziś ten zwyczaj obojętny światu)
Szlę ci opłatek (...)

Ojców to naszych obyczaj prastary
Rodzinnej niwy maluje dostatek
Symbol braterstwa, miłości i wiary
Święty opłatek (...)


Barwy opłatka


Przed laty gospodarze zdobili drzwi wejściowe do chałup różnobarwnymi opłatkami, jakby pragnęli przypomnieć domownikom, że Syn Boży przyszedł na świat w maleńkim miasteczku Betlejem, którego nazwę tłumaczy się jako „dom chleba”. Natomiast wewnątrz izby, na centralnej belce tragarzowej, zawieszano „światy” – kolorowe opłatki z gałązką sośniny, stoczkami i jabłuszkami. Zdobiły one dom, podobnie jak podłaźniczki, sady, czy nasze choinki, przez cały okres świąteczny.
Każdy opłatek, stosownie do barwy, miał swoje przeznaczenie. Podczas Wieczerzy białym opłatkiem dzielili się domownicy, natomiast zielone – zapiekane najczęściej z rutką – zanoszono bydłu. Bywały również opłatki żółte i czerwone, które przeznaczano do pieczętowania świątecznych listów. A w domach osób zamożnych pojawiały się także opłatki nasycone miodem, które miały symbolizować dostatek.

Czas na Wieczerzę


Wigilia była zawsze dniem szczególnym. Wstawano pospiesznie z posłania, unikano wszelakich swarów i zabiegano o znaki wieszczące pomyślność w nadchodzącym roku. Oto np. myśliwy wkładał drobinki opłatka do kolby broni, łudząc się, że dzięki temu będzie celniej strzelał do zwierzyny, wędkarz – w nadziei na obfitość połowów – usiłował rankiem złapać jakąkolwiek rybę i nawet rzezimieszek chciał coś ukraść, licząc na fart w złodziejskim fachu.
Zanim na stół założono świąteczny obrus, obsypywano go obficie ziarnem i rozkładano sianko, a w kątach izby ustawiano snopy żyta, owsa, pszenicy i jęczmienia, ścieląc słomą także podłogę i całe obejście. Czyniono to na wspomnienie żłóbka, w którym narodziło się Dzieciątko, spodziewając się niebawem dobrych urodzajów. Do stołu zasiadano podług wieku, aby w takiej kolejności witać się ze śmiercią: intonowano kolędę i rozpoczynano obrzęd łamania się opłatkiem. Ilość i jakość dań podawanych podczas Wieczerzy zależała od statusu i majętności gospodarza, ale zawsze była nieparzysta. Bywało ich więc siedem, bo tyle dni ma tydzień, dziewięć – bo tyle jest chórów anielskich, albo dwanaście – dla uczczenia Dwunastu Apostołów. A ponieważ wierzono, że w ciągu roku człowieka ominie tyle przyjemności, ile potraw wigilijnych nie zdoła zjeść, nie odkładano łyżki, obawiając się przesądnie, że to zwiastun rychłej śmierci.
Przez cały wieczór, aż do Pasterki, śpiewano kolędy, wspominano dawne czasy, łupano orzechy i zabawiano się wróżbami, najczęściej matrymonialnymi. Kto wyciągnął spod obrusa zielone źdźbło, mógł spodziewać się rychłego ślubu, natomiast żółte przekreślało taką szansę. Z kolei liczbę przyszłego potomstwa próbowano ustalić liczbą trzasków, podczas... łamania palców w stawach. Spod obrusa wyjmowano nie tylko źdźbła, ale i kartki z dowcipnymi przepowiedniami albo ukryte tam wcześniej drobne przedmioty.
Obserwowano również pogodę, bo zaczynała się „dwunastnica” – dni dzielące Boże Narodzenie od Trzech Króli. W tym czasie, przypisując kolejnym dniom miesiące, przepowiadano klimat na cały rok. Na Pasterkę wyjeżdżano furmankami, pędząc tak, aby zdążyć do kościoła przed sąsiadami, bo to miało zapewnić obfite urodzaje.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki