Logo Przewdonik Katolicki

Tajemnica „Requiem”

Natalia Budzyńska
Fot.

Od 1 do 4 grudnia w Poznaniu odbył się minifestiwal Wolfgango Amadeo Mozart pro memoriam. Wielkie przeżycia towarzyszyły muzyce geniusza, choć była ona jedynie pretekstem. Poznańscy melomani nie mogą ostatnio narzekać na nudę. Na koncerty muzyki poważnej przychodzi więcej ludzi, niż na rockowe o tym mogliśmy przekonać się na początku grudnia, kiedy to sale...

Od 1 do 4 grudnia w Poznaniu odbył się minifestiwal „Wolfgango Amadeo Mozart pro memoriam”. Wielkie przeżycia towarzyszyły muzyce geniusza, choć była ona jedynie pretekstem.

Poznańscy melomani nie mogą ostatnio narzekać na nudę. Na koncerty muzyki poważnej przychodzi więcej ludzi, niż na rockowe – o tym mogliśmy przekonać się na początku grudnia, kiedy to sale i kościoły pękały w szwach, nie mogąc pomieścić wszystkich. A przecież muzyka tym razem była tylko pretekstem: najważniejszym, kulminacyjnym momentem, do którego zmierzała, była Msza żałobna za duszę Mozarta odprawiona 4 grudnia, w 211. rocznicę jego śmierci.

Tajemniczy posłaniec


Koncert muzyki religijnej i organowej w kościele oo. Franciszkanów, fragmenty oper spiętych w całość pod hasłem „Kochajmy się”, projekcja najsłynniejszego filmu o Mozarcie „Amadeusz” w reżyserii Milosa Formana, wykład muzykologa dr. Golianka „Requiem W. A. Mozarta a tradycja Mszy żałobnej” były wstępem, przygrywką, wprowadzeniem w klimat, zbliżeniem się do przeżycia prawdziwie religijnego. Mozart z geniusza stał się człowiekiem, zszedł z piedestału, a my mogliśmy modlić się za niego z całego serca.
„Requiem” jest utworem tajemniczym. Tajemnicy nie rozwikłał film Formana, wręcz przeciwnie: kim jest ów tajemniczy posłaniec zamawiający utwór? Czy rzeczywiście Mozart zmarł prześladowany przez niego, zmuszany do pracy ponad własne siły? A może jednak otruł go Salieri? Te czarne legendy można w rzeczywistości łatwo wyjaśnić. Tajemniczym posłańcem był adwokat Franza Grafa von Walsegg – Stuppacka, on to bowiem zamówił u Mozarta Mszę żałobną za duszę swej młodej żony Anny zmarłej w 1791 roku. Pracę nad „Requiem” rozpoczął Mozart na początku października tego roku, ale od 20 listopada pisał, nie wstając już z łóżka. Zmogła go śmiertelna choroba. W grudniu odbyła się śpiewana próba fragmentów dzieła: podobno przy pierwszych taktach Lacrimosy Mozart wybuchnął płaczem i 11 godzin później zmarł. Nie ukończył dzieła. Całkowicie jego jest tylko jeden fragment całej Mszy – Introitus Requiem aeternam („Wieczny odpoczynek”). Część Kyrie, Dies Irae bez Lacrimosy i Offertorium Domine Jesu mają 4 oryginalne głosy wokalne i basso continuo. Reszta to tylko parę taktów – w tym przepiękna Lacrimosa... Żona Mozarta zleciła dokończenie dzieła jego uczniom, podobno autorem wersji, jaką znamy, jest Franz Xawier Sussmayr, ale współcześni muzykolodzy nie bardzo w to wierzą.

Przyjaciółka śmierć


Mozart czekał na śmierć. W jednym z listów do chorego ojca pisał, że śmierć jest prawdziwym i ostatecznym celem życia człowieka. Dzięki wierze w Boga uświadomił sobie, że śmierć jest kluczem do prawdziwego szczęścia. W „Requiem” zawarł wszystko, w co wierzył: ukojenie i lęk przed sądem ostatecznym. Ponad tym wznosi się wołanie, pełna wiary modlitwa: Zbawiłeś mnie przez swoje cierpienie, Twój trud nie może okazać się daremny. W kościele oo. Franciszkanów nie byłam na koncercie, byłam na Mszy. Mszy niezwykłej nie tylko dzięki oprawie muzycznej: odprawiana była w obrządku przedsoborowym, dokładnie takim, jaki znał Mozart. Zaczęła się o godz. 23.00, aby zakończyć się przed 1 w nocy: wtedy skonał Mozart.
W przyszłym roku organizatorzy zapowiadają imprezę większą, duży festiwal, w którym istotą będzie prezentacja religijnej muzyki Mozarta podczas liturgii. Nie mogę się doczekać

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki