Mija właśnie 20 lat działalności polskiej sekcji papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Dzieło zapoczątkowane w 1947 roku rozwija się i wspiera potrzebujące wspólnoty w różnych regionach globu. Głównie tam, gdzie Kościół przeżywa prześladowania lub wskutek materialnego ubóstwa nie jest w stanie prowadzić samodzielnie dzieł charytatywnych czy edukacyjnych. W skrócie mówiąc, stowarzyszenie stara się nie tylko dawać chleb umierającym z głodu, ale też podtrzymywać istnienie Kościoła żyjącego w skrajnie trudnych okolicznościach. Finansuje więc, na przykład, studia dla kleryków, także poza ich macierzystymi krajami, by następnie, już jako księża, mogli oni podejmować działalność duszpasterską w swojej ojczyźnie.
Wracam myślą do mojej wizyty w Königstein pod Monachium, gdzie mieści się centrala Kirche in Not, jak brzmi oryginalna nazwa organizacji. Pamiętam, z jakim podziwem patrzyłem na pracę tych pasjonatów pomagania. Każdy kontynent miał (i ma zapewne) swoje własne biuro, w każdym z nich na mapach różnych krajów zaznaczone były prowadzone tam projekty. A każdy z nich to inna historia, zarówno co do skali, jak i rodzaju pomocy.
Byłem tam 30 lat temu. Wkrótce po tym, jak Polska wyzwoliła się z komunizmu. Owszem, nie tego w wersji radzieckiej, czechosłowackiej czy albańskiej, ale jednak komunizmu. A przy okazji rozmów w Kirche in Not uświadomiłem sobie na dobre, jak wiele tej organizacji zawdzięcza Kościół w Polsce, a pośrednio w gruncie rzeczy każdy z nas. Dużo na ten temat mogliby powiedzieć budowniczy powojennych kościołów czy legiony polskich księży, którzy w czasie PRL mogli studiować za granicą, głównie w Rzymie.
Dziś mamy już polską sekcję Pomocy Kościołowi w Potrzebie, bo doczekaliśmy wolności i żyjemy jednak coraz dostatniej. Z roli biorców mogliśmy przerodzić się w fundatorów i możemy spłacać dług, pomagając tym, którym żyje się zdecydowanie gorzej niż nam.
Jestem pełen uznania dla tej organizacji, ale – wracając myślą do pobytu w Königstein – uświadamiam sobie, jak bardzo, wręcz nie do poznania, zmienił się świat. Niestety, na gorsze. Mój Boże, jak bardzo mylił się Fukuyama z tą swoją diagnozą końca historii, która miała zapanować w związku z upadkiem komunizmu, i zastąpieniu wielkich sporów ideologicznych spokojnym „panowaniem” liberalnej demokracji i wolnego rynku. No, to mamy koniec historii. Taki „koniec”, że jego szalony, nieprzewidywalny co do kierunku dryf ożywia koszmarne obrazy, wydarzenia, osoby i procesy, których mieliśmy już nie oglądać.
Wtedy, 30 lat temu, choć mapa punktów, do których wędrowała pomoc, była całkiem liczna, ale, można powiedzieć, pomimo dramatów, prześladowań i wojen był to jednak świat o wiele stabilniejszy i zdecydowanie bardziej przewidywalny.
Z jednej strony mamy niewyobrażalny postęp techniczny i technologiczny, perwersyjne wręcz bogactwo coraz bardziej bogatych, bezgranicznie rozdęte ego władców mocarstw, a z drugiej wzrastającą liczbę wojen, uchodźców i chorób pustoszących ubogie kraje. A do tego pandemię niepewności o jutro, uzależnień i cierpień psychicznych, dotykających setki milionów ludzi, także w krajach bogatych.
Dziś wydaje się, że – odwołując się do nazwy instytucji o. Straatena – cały nasz świat jest światem w potrzebie; cały nasz świat woła o pomoc; cały nasz świat jest chory. Zaczyna wyglądać jak jeden wielki szpital. Gdzie jest w tym wszystkim ONZ, UNICEF, FAO i dziesiątki innych globalnych instytucji, które miały czuwać nad światem i rozwiązywać jego kluczowe problemy? Kto pomoże światu w potrzebie?
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











