Świat w potrzebie

Z roli biorców mogliśmy przerodzić się w fundatorów i możemy spłacać dług, pomagając tym, którym żyje się zdecydowanie gorzej niż nam.
dziennikarz KAI
Czyta się kilka minut
Fot. Magdalena Książek
Fot. Magdalena Książek

Mija właśnie 20 lat działalności polskiej sekcji papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Dzieło zapoczątkowane w 1947 roku rozwija się i wspiera potrzebujące wspólnoty w różnych regionach globu. Głównie tam, gdzie Kościół przeżywa prześladowania lub wskutek materialnego ubóstwa nie jest w stanie prowadzić samodzielnie dzieł charytatywnych czy edukacyjnych. W skrócie mówiąc, stowarzyszenie stara się nie tylko dawać chleb umierającym z głodu, ale też podtrzymywać istnienie Kościoła żyjącego w skrajnie trudnych okolicznościach. Finansuje więc, na przykład, studia dla kleryków, także poza ich macierzystymi krajami, by następnie, już jako księża, mogli oni podejmować działalność duszpasterską w swojej ojczyźnie.

Wracam myślą do mojej wizyty w Königstein pod Monachium, gdzie mieści się centrala Kirche in Not, jak brzmi oryginalna nazwa organizacji. Pamiętam, z jakim podziwem patrzyłem na pracę tych pasjonatów pomagania. Każdy kontynent miał (i ma zapewne) swoje własne biuro, w każdym z nich na mapach różnych krajów zaznaczone były prowadzone tam projekty. A każdy z nich to inna historia, zarówno co do skali, jak i rodzaju pomocy.

Byłem tam 30 lat temu. Wkrótce po tym, jak Polska wyzwoliła się z komunizmu. Owszem, nie tego w wersji radzieckiej, czechosłowackiej czy albańskiej, ale jednak komunizmu. A przy okazji rozmów w Kirche in Not uświadomiłem sobie na dobre, jak wiele tej organizacji zawdzięcza Kościół w Polsce, a pośrednio w gruncie rzeczy każdy z nas. Dużo na ten temat mogliby powiedzieć budowniczy powojennych kościołów czy legiony polskich księży, którzy w czasie PRL mogli studiować za granicą, głównie w Rzymie.

Dziś mamy już polską sekcję Pomocy Kościołowi w Potrzebie, bo doczekaliśmy wolności i żyjemy jednak coraz dostatniej. Z roli biorców mogliśmy przerodzić się w fundatorów i możemy spłacać dług, pomagając tym, którym żyje się zdecydowanie gorzej niż nam.

Jestem pełen uznania dla tej organizacji, ale – wracając myślą do pobytu w Königstein – uświadamiam sobie, jak bardzo, wręcz nie do poznania, zmienił się świat. Niestety, na gorsze. Mój Boże, jak bardzo mylił się Fukuyama z tą swoją diagnozą końca historii, która miała zapanować w związku z upadkiem komunizmu, i zastąpieniu wielkich sporów ideologicznych spokojnym „panowaniem” liberalnej demokracji i wolnego rynku. No, to mamy koniec historii. Taki „koniec”, że jego szalony, nieprzewidywalny co do kierunku dryf ożywia koszmarne obrazy, wydarzenia, osoby i procesy, których mieliśmy już nie oglądać.

Wtedy, 30 lat temu, choć mapa punktów, do których wędrowała pomoc, była całkiem liczna, ale, można powiedzieć, pomimo dramatów, prześladowań i wojen był to jednak świat o wiele stabilniejszy i zdecydowanie bardziej przewidywalny.

Z jednej strony mamy niewyobrażalny postęp techniczny i technologiczny, perwersyjne wręcz bogactwo coraz bardziej bogatych, bezgranicznie rozdęte ego władców mocarstw, a z drugiej wzrastającą liczbę wojen, uchodźców i chorób pustoszących ubogie kraje. A do tego pandemię niepewności o jutro, uzależnień i cierpień psychicznych, dotykających setki milionów ludzi, także w krajach bogatych.

Dziś wydaje się, że – odwołując się do nazwy instytucji o. Straatena – cały nasz świat jest światem w potrzebie; cały nasz świat woła o pomoc; cały nasz świat jest chory. Zaczyna wyglądać jak jeden wielki szpital. Gdzie jest w tym wszystkim ONZ, UNICEF, FAO i dziesiątki innych globalnych instytucji, które miały czuwać nad światem i rozwiązywać jego kluczowe problemy? Kto pomoże światu w potrzebie?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 5/2026