Ślub kościelny dla wszystkich?

Zastanawiam się, czy wśród tych kilku tysięcy wydawanych w Polsce orzeczeń stwierdzających nieważność małżeństwa nie ma owych „łatwych orzeczeń”?
dziennikarz KAI
Czyta się kilka minut
FOT. MAGDALENA BARTKIEWICZ. Tomasz Królak wiceprezes KAI.
FOT. MAGDALENA BARTKIEWICZ. Tomasz Królak wiceprezes KAI.

Zastanawiam się czasami nad rosnącą popularnością tematu orzekania nieważności małżeństwa, jak i nad tym, czy opisywane w mediach przypadki uzyskania przez tego czy innego celebrytę (-tkę) „rozwodu kościelnego” – jak to błędnie ujmują media – nie sprzyjają aby banalizacji instytucji małżeństwa. W moim przekonaniu – tak. Nie chcę podważać kompetencji sądów kościelnych, ale przyznaję, że bardzo trudno jest mi oswoić się z faktem, że co roku w Polsce sądy orzekają, że parę tysięcy małżeństw zostało zawartych nieważnie.

W ostatnim czasie znów powróciłem do tych swoich wątpliwości, a to pod wpływem pięknego przemówienia Leona XIV dla uczestników kursu Trybunału Roty Rzymskiej. Papież wskazywał, że „ludzkie orzekanie o nieważności małżeństwa nie może być zmanipulowane fałszywym miłosierdziem” (choć tym miłosierdziem musi być przeniknięte) oraz że postępowanie procesowe musi przede wszystkim służyć prawdzie. Podobnie rzecz ujmował Jan Paweł II, przestrzegając pracowników kościelnych trybunałów przed, jak to mocno ujął, „łatwym orzekaniem”.

Kościelni eksperci przyznają, że sądy badające sytuację kanoniczną poszczególnych par mają dziś pełne ręce roboty, z tym że czytają to nieco inaczej niż ja. Ich zdaniem świadczy to o wrażliwości religijnej osób wnoszących sprawę i o tym, że w ten sposób chcą uspokoić swoje sumienie. Może i tak, nie chcę wytaczać kontrargumentów, bo nie mam takiej wiedzy, kompetencji i praktyki jak kanoniści. Opieram się tylko na intuicji, która podpowiada, że interpretowanie owej masowej (jak dla mnie) liczby wniosków i stwierdzeń nieważności jako czegoś pozytywnego, bo świadczącego o zmyśle religijnym wnioskodawców, nie musi być w stu procentach słuszne. W grę wchodzić mogą różne, bardzo ludzkie, pragmatyczne i praktyczne względy, związane choćby z przemożną chęcią wejścia w nowy związek.

Chcę być dobrze zrozumiany: nie opowiadam się przeciwko owym kościelnym procedurom, ale – w myśl tego, czego oczekują papieże, w tym ci wspomniani wyżej – chciałbym, aby w imię powagi instytucji małżeństwa dociekać prawdy i tylko prawdy. I zastanawiam się, czy wśród tych kilku tysięcy wydawanych w Polsce orzeczeń stwierdzających nieważność nie ma owych „łatwych orzeczeń”?

W kontekście papieskiego przemówienia któryś już raz zastanawiałem się i nad tym, co zrobić, by wiadomych wniosków składano mniej. Być może jakimś sposobem byłoby mocniejsze eksponowanie podczas kursów przedmałżeńskich wątku wiary, co postulują kanoniści „siedzący” w sprawach małżeńskich (notabene ciekaw jestem zapowiadanej na ten tydzień watykańskiej noty doktrynalnej Jedno ciało. Pochwała monogamii). Zdarza się bowiem, że dla części par chęć zawarcia ślubu w Kościele wynika nie tyle z racji religijnych, ile z chęci zaspokojenia oczekiwań najbliższych.

Wiem, kursy wszystkiego nie załatwią, ale biorąc pod uwagę rozchwianą świadomość młodych (choć nie zawsze już takich młodych…) na temat prawdziwego partnerstwa, odpowiedzialności i wierności, dobry kurs znaczy dziś naprawdę sporo. Pewien duchowny zaangażowany w duszpasterstwo rodzin powiedział mi parę lat temu, że przynajmniej w przypadku części par, wobec których orzeczono nieważność zawarcia małżeństwa, zawinił Kościół. I przytoczył opinię śp. abp. Henryka Hosera, iż Kościół powinien odmawiać sakramentu małżeństwa lub go przekładać, gdy narzeczeni nie są przygotowani pod względem duchowym. Wspomniany ksiądz przyznał z bólem: „Nie ma w nas odwagi, żeby to zrobić”. Chyba najwyższy już czas, by się na nią zdobyć.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 48/2025