Ostateczne Przymierze

Dlaczego Jezus zapowiada na końcu świata jeszcze jeden sąd? Ten ostateczny? Skoro będziemy sądzeni w chwili śmierci, czy ponowne stanięcie przed Bożym trybunałem oznacza jakąś możliwość odwołania bądź ryzyko bycia potępionym mimo wszystko?
Czyta się kilka minut
„Błękitna kulka” – zdjęcie wykonane w 1972 r. przez załogę Apollo 17, ostatniej jak dotąd załogowej wyprawy na Księżyc fot. getty images/NASA
„Błękitna kulka” – zdjęcie wykonane w 1972 r. przez załogę Apollo 17, ostatniej jak dotąd załogowej wyprawy na Księżyc fot. getty images/NASA

Relacja między sądem szczegółowym a ostatecznym jest jednym z istotnych punktów, na które katolicka eschatologia nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jest to jednocześnie zła i dobra wiadomość. Skupię się na tej drugiej: jest przestrzeń do refleksji i badań, można stawiać hipotezy i szukać odpowiedzi. Nie ukrywam, że do tego właśnie chcę zaprosić w tym tekście. Zacznijmy jednak od tego, co z pewnością należy do depozytu nauczania Kościoła.

Warunki początkowe

Z objawienia wynika, że na końcu czasu nastąpi paruzja i będzie z nią związany sąd – o tym Jezus mówi np. w Mt 25, 35–46 czy w J 5, 29, a obraz Jego sądu sugestywnie opisuje Apokalipsa, łącznie z nagrodą dla wiernych Bogu, od rozdziału czwartego aż do końca księgi. Pan zapowiada też, że zostanie wtedy dokonane ostateczne oddzielenie dobrych od złych: ci pierwsi zmartwychwstaną do życia, ci drudzy – do potępienia. Tu pojawia się też jedna z kluczowych różnic między sądem w chwili śmierci i tym na końcu czasów – po paruzji będziemy sądzeni jako zmartwychwstali. Sięgając do adagium kard. Josepha Ratzingera, że ciało jest hipostazą duszy na materię, i wykorzystując wnioski z niego do opisania zmartwychwstania: nasze dusze ponownie uporządkują materię tak, by móc się przez nią wyrazić w formie ciała. Do ludzkiej natury należy bycie hybrydą duchowo-cielesną, tak opisuje nas Biblia, dlatego zmartwychwstanie jest łaską. Łaską powrotu do pełni tego, jak zostaliśmy stworzeni.

Koniec czasu, czyli inaczej historii, to moment, kiedy dopełnią się wszystkie ludzkie czyny i staną się widoczne ich ostateczne konsekwencje. Elementem sądu będzie więc to, że zostaniemy skonfrontowani z tym, co przyniosły nasze wybory. Święty Paweł daje co do tego momentu sporo nadziei, bo pisze: „Nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamysły serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę” (1 Kor 4, 5). Werset ten stawia nam przed oczy co najmniej trzy ważne kwestie. Po pierwsze, zawsze trzeba pamiętać, że nie mamy pełnego obrazu drugiej osoby, szczególnie jej motywacji. Mogę więc osądzić jej działanie, ale nie mogę osądzić jej samej. Mam prawo powiedzieć: „To, co robisz, jest dobre/złe”, ale nie mogę: „Na podstawie tego, co robisz, uważam, że jesteś złym/dobrym człowiekiem”. Na marginesie dodam, że do stawiania zdrowych granic potrzebna jest przede wszystkim znajomość samego siebie i świadomość własnej godności, a nie osądzanie tych, którzy próbują te granice przesuwać lub niszczyć. Zamiast rzucać w innych etykietującymi stwierdzeniami (ostatnio bardzo modne jest „narcyz!”), lepiej skupić się na tym, na co w stosunku do siebie nie chcemy z pewnością pozwolić. Drugiego zostawić miłosiernej sprawiedliwości Boga.

Wróćmy do kwestii wynikających z przytoczonego cytatu ze św. Pawła. Druga z nich to podanie podstawy wyroku: zamysły serc. To oznacza, że jeśli po naszej stronie nie było złej woli albo bez naszej winy zabrakło nam wiedzy koniecznej do podjęcia właściwej decyzji i wynikającego z niej działania, zostanie to uwzględnione. Oznacza to jednak także, że jeśli motywacje nie były szlachetne, to nawet jeśli działanie na zewnątrz wydawało się godne pochwały, to niekoniecznie ją otrzymamy. Tu pojawia się trzecia kwestia: każdy z nas jednak usłyszy od Sędziego dobre słowo. Bóg widzi obecne w nas najmniejsze nawet dobro. Co oczywiście nie znaczy, że mamy je zawinąć w chustkę i zakopać w ziemi, żeby broń Boże nie zginęło. Wiem, powtarzam odniesienia z poprzedniego tekstu, ale dla mnie to jedna z najważniejszych prawd: dane nam dobro, także to, którym my sami jesteśmy, mamy pomnażać. Dzięki temu już uczestniczymy w radości zbawienia, bo pozwalamy coraz szerzej rozlewać się łasce. Nowe Jeruzalem zaś to będzie przestrzeń doskonale i w pełni nią sycona.

Definitywne zakończenie konsekwencji grzechu

Tyle katechizm i mądre słowniki. Teraz będzie nieco mojej teologicznej refleksji nad eschatologicznymi pytaniami. Wyraźnie to zaznaczam, bo to, co dalej napiszę, może stać się inspiracją, ale pozostaje jedynie moją hipotezą, choć opartą na uzasadnionych przesłankach.

Koniec świata będzie także końcem wszelkiego zła: „I otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu, i śmierci już nie będzie, ani smutku, ani krzyku, ani boleści już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Ap 21, 4). Śmierć zagościła w świecie na skutek grzechu, więc można uznać, że koniec świata będzie chwilą, kiedy zakończy się oddziaływanie skutków wszelkiego grzechu, zwłaszcza tego pierwszych rodziców. Dlatego warto na chwilę wrócić do początku, do Księgi Rodzaju, i zadać pytanie jej trzeciemu rozdziałowi: jakie są skutki nieposłuszeństwa Ewy i Adama? Jeśli miałbym je ująć syntetycznie, w jednym określeniu, jest to naruszenie relacji. Przede wszystkim z Bogiem, bo pierwsi rodzice stracili do Niego zaufanie i zaczęli się Go bać. To pęknięcie, najgłębsze i mające najpoważniejsze konsekwencje, uzdrowiło misterium paschalne Chrystusa – każdy, kto z wiarą przyjął chrzest i na poważnie żyje złożonymi w nim przyrzeczeniami, ponownie wszedł w bliskość z Ojcem.

Zostały jednak jeszcze co najmniej trzy relacje uszkodzone przez grzech. Pierwsza to relacja człowieka z samym sobą – pojawia się wstyd, lęk. Ciało podejmuje walkę z duchem, starając się go zdominować i ograniczyć nas do poziomu czysto zwierzęcego, a duch odpowiada próbami zanegowania wartości ciała i traktowaniem go jak preparatu, który dowolnie można przekształcać (to ostatnie stało się szczególnie modne, odkąd medycyna i technologia dają większe możliwości w tym zakresie). Druga relacja to ta między ludźmi: wymagania, wynikające z chęci korzyści podporządkowanie, nieufność i cała lista innych destrukcyjnych podstaw. Wreszcie trzecia to ta, na którą duży nacisk położył papież Franciszek w encyklice Laudato si’, które to nauczanie zresztą podtrzymuje Leon XIV, czyli relacja ze stworzeniem. Adam słyszy, że będzie uprawiał rolę i tak utrzymywał przy życiu swoją rodzinę, ale pole będzie mu rodziło osty i ciernie (por. Rdz 3, 17). Czynienie sobie ziemi poddaną przestanie być opartym na zrozumieniu pielęgnowaniem życiodajnego ogrodu, za to stanie się motywowanym chciwością zmuszaniem, by rodziła coraz więcej (nawet jeśli część płodów będzie marnotrawiona) i wydzieraniem z jej wnętrza złożonych tam dóbr bez oglądania się na dalekosiężne skutki tych działań.

Do tego zaś, by wejść w relacje, a więc aby zostały także uzdrowione, potrzebujemy ciała. Sąd ostateczny odbędzie się więc po naszym zmartwychwstaniu, bo będzie ostatecznym uzdrowieniem relacji – nie tylko tej z Bogiem, ale także tej między duchem i ciałem (nie będzie już w nas wewnętrznej walki, ciało będzie w doskonałej symbiozie z duchem), z innymi (jawne staną się nasze motywacje i konsekwencje działań, będziemy mogli sobie nawzajem przebaczyć i podziękować), wreszcie Bóg dokona nowego stworzenia i z tą nową rzeczywistością będziemy w pełni kompatybilni.

W ostatniej, wydanej pośmiertnie, książce Benedykta XVI, pisze on, że trzeba przemyśleć na nowo teologię, głównie antropologię (a więc i eschatologię), korzystając z kategorii relacji. Odnajduję w tej myśli obraz, który mnie niesłychanie pociąga: doskonałej harmonii nowego świata. Jest za czym tęsknić  i tej tęsknoty także wam życzę.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 51-52/2025