Ortodoksi kontra państwo

Izrael potrzebuje żołnierzy, haredim mówią: nie! Napięcia między państwem a ultraortodoksyjną wspólnotą będą się zaostrzać. Przynajmniej pod rządami Netanjahu.
Czyta się kilka minut
Ultraortodoksyjni Żydzi tańczą, blokując główną drogę podczas demonstracji przeciwko poborowi do izraelskiej armii, Bnei Brak, 28 grudnia 2025 r. fot. Amir Levy/Getty Images
Ultraortodoksyjni Żydzi tańczą, blokując główną drogę podczas demonstracji przeciwko poborowi do izraelskiej armii, Bnei Brak, 28 grudnia 2025 r. fot. Amir Levy/Getty Images

Dwie młode kobiety biegną ulicą, osłaniane przez policyjnych agentów. Za nimi, z hukiem i wrzaskiem, pędzi tłum rozsierdzonych, czarno ubranych postaci. Pod jego naporem lecą do przodu, jak zabawki rzucone przez dziecko, kontenery na śmieci. Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby ta kipiąca gniewem masa dopadła umykających dziewczyn. Tym razem skończyło się na strachu, ale i tak nie obyło się bez zamieszek, rannych policjantów oraz kilkudziesięciu aresztowanych mieszkańców dzielnicy. Poniedziałek 16 lutego nie był pod tym względem dniem wyjątkowym. To przecież Bnei Brak.

Izraelki służą w armii i tego dnia, na przepustce i bez mundurów, poszły odwiedzić kolegę z wojska. Tak się złożyło, że kolega mieszka w największej dzielnicy ultraortodoksów Tel Awiwu. Pod jego domem zebrała się więc grupa sąsiadów, która błyskawicznie urosła do rozmiarów poważnego zgromadzenia. Miejscowi chcieli włamać się do  mieszkania, by rozliczyć się z kobietami, które podejrzewali o próbę przeprowadzenia poboru do wojska. A przecież w Bnei Brak nikt w izraelskiej armii nie służy i służyć nie chce. Dziewczynom udało się telefonicznie przywołać policyjną odsiecz – i ta w ostatniej chwili je ocaliła, biegiem wyprowadzając z domu.

Jeśli tradycyjnie ubrany Żyd kojarzy się nam z pogromem, to zdecydowanie jako jego ofiara. Nie przywykliśmy do faktu, że ktoś taki mógłby, przynajmniej mentalnie, stanąć po stronie sprawców. Jednak wybierając się do Bnei Brak bezpieczniej jest porzucić stereotypy – i nie agitować na ulicy za służbą wojskową.

Jak w przedwojennym polskim miasteczku

Jeszcze sto lat temu była tutaj pustynia. W 1924 roku osiedlili się na niej pierwsi Żydzi, chasydzi z Polski. Gdy w cztery lata później otwarto tu pierwszą synagogę, jej rabinem został emigrant z podlubelskiego Kurowa. Osada Bnei Brak wzięła nazwę od biblijnego miasta Beni Barak, po którym nie pozostały nawet ruiny. Żydów nie było tu prawie od dwóch tysięcy lat. Mieszkańców arabskiej wioski al-Chajrijja, która wyrosła na miejscu starożytnego miasta, wiosną 1948 roku wypędziły syjonistyczne bojówki.

Z czasem Bnei Brak stało się – obok jerozolimskiej dzielnicy Mea Szearim – centrum izraelskich ortodoksów i chasydów. Czarne kapoty mężczyzn i chusty na głowach kobiet stały się znakiem rozpoznawczym tutejszej ulicy. Żydowskich tradycjonalistów stale przybywało, także po wojnie, kiedy to Bnei Brak stało się przytuliskiem ostatnich przedstawicieli wymordowanych w Europie chasydzkich dynastii. W latach 50. osiedlili się tutaj chasydzi z Wysznic, czyli miasteczka Wyżnica nad Czeremoszem, naprzeciw huculskich Kut (przed wojną Rumunia, dzisiaj Ukraina). W latach 60. dołączyli do nich pobratymcy z dynastii Rużyn (ukraińskie miasteczko koło Żytomierza). A po 1990 roku przybyli – tym razem już ze Stanów Zjednoczonych – wyznawcy nauki cadyków z Modrzyc (wioskę Modrzyce wchłonęła miejska zabudowa Dęblina) oraz Ger (Góra Kalwaria). Pomniejszych dynastii można się tu doliczyć jeszcze około kilkunastu.

Dziś Bnei Brak, ze swoim ćwierć miliona mieszkańców, jest najgęściej zaludnionym miejscem w Izraelu oraz jednym z najgęściej zaludnionych miast na świecie. Ortodoksi i chasydzi, ściśle, choć na nieco osobne sposoby zachowujący przykazania Tory i Talmudu, stanowią prawie wyłączną zawartość tej populacji. W odróżnieniu od niedalekiego, kosmopolitycznego centrum Tel Awiwu, tutaj znajdziemy klimaty jakby żywcem przeniesione z przedwojennego polskiego miasteczka. Choć ostatnio coraz więcej tu azjatyckiego klimatu.

Jesziwy wyciągane spod państwowego parasola

Spośród największych chasydzkich dynastii każda założyła w Bnei Brak własną jesziwę (wyższa szkoła judaizmu), będącą kontynuacją tej przedwojennej. A studenci jesziwy według izraelskiego prawa są zwolnieni z obowiązku służby wojskowej. Ten przywilej działa od momentu powstania izraelskiego państwa (1948 r.), które chciało w ten sposób zyskać sympatię co bardziej religijnych i konserwatywnych spośród swoich obywateli. Łatwo się domyślić, że młodzi mężczyźni z Bnei Brak w pełni zeń korzystają. Tutaj właściwie każdy młody Żyd coś studiuje.

Przywilej jeszcze działa, lecz właśnie działać przestaje. W 2015 roku izraelski Sąd Najwyższy ogłosił, że jest on sprzeczny z konstytucją. Przez kolejne dziesięć lat trwały jurydyczne uściślenia, a w ubiegłym roku zapadła ostateczna decyzja: studentów jesziw można już „brać w kamasze”. Nie wszystkich, na razie tylko niektórych. Ale już to wzburzyło, i tak skore do oburzeń na „bezbożnych” rodaków, ortodoksyjne dzielnice wielkich izraelskich miast. 30 października ruszył na Jerozolimę „marsz miliona” protestujących w czarnych kapotach. Wojsko i policja zablokowały dojazdy do stolicy, wszelako skala samego wydarzenia była wstrząsem dla izraelskiej opinii publicznej.

Nie trzeba dodawać że wielkim zwolennikiem powołania do armii młodych ortodoksów jest premier Beniamin Netanjahu. Izrael, który już dawno przestał się bronić i prowadzi obecnie jawnie agresywną politykę na Bliskim Wschodzie, potrzebuje żołnierzy – i będzie ich potrzebował coraz więcej. To w oczywisty sposób zaostrza wewnętrzny konflikt. Nie wszyscy ortodoksi są przeciwnikami służby wojskowej, ale ci, którzy jej sobie stanowczo nie życzą, tworzą aż 14 proc. żydowskiej populacji Izraela. To nie jest ułamek, który można lekceważyć.

Coraz więcej Azji

Nazywają ich haredim, co w języku hebrajskim znaczy „bogobojni”. To ci spośród ortodoksów, którzy radykalnie sprzeciwiają się wszelkim nowinkom, jakie niesie ze sobą państwo, włącznie z systemem oświaty, opieki społecznej itd. Niektórzy nawet nie uznają istnienia państwa Izraela i żyją tak, jak przez wieki żyli ich pobratymcy na wygnaniu. Notabene wśród nich właśnie nieobecne są nastroje antyarabskie i antypalestyńskie, tak wyraźnie wyczuwalne pod naskórkiem powszedniej izraelskiej ulicy. Mieszkańcy Mea Szearim i Bnei Brak swobodnie dogadują się ze swoimi palestyńskimi sąsiadami. Tak przynajmniej było jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku, kiedy to piszący te słowa odwiedzał Izrael.

Przez kolejne dwadzieścia lat wiele się bowiem w Izraelu zmieniło. Trzeba wiedzieć, że zarówno chasydzi, jak i ortodoksi reprezentowali do niedawna społeczność Żydów aszkenazyjskich, czyli pochodzących z Europy, głównie z Polski. Ci ludzie, mimo wszelkich z nami różnic, zachowali jednak pewne cechy europejskiej kultury, przenikniętej zasadami tolerancji. Z czasem wszelako środowisko haredim zdominowali żydowscy przybysze z Bliskiego Wschodu, północnej Afryki oraz głębokiej Azji. Przynieśli oni – wraz z niewątpliwymi skarbami rodzimej kultury – także, niestety, elementy fanatyzmu. To oni w dużej mierze zasilają szeregi partii „Szas”, łączącej w swoim programie hasła religijne i nacjonalistyczne, a także, w praktyce, cechującej się szowinistycznym podejściem do arabskich sąsiadów.

Na naszych oczach Izrael z europejskiego państwa stał się państwem azjatyckim – z wszelkimi tego stanu rzeczy konsekwencjami. Także tymi negatywnymi. Ta zmiana nie pomoże państwu, które z tak dużym wysiłkiem usiłuje znaleźć swoje miejsce w samym środku obcego, choć także semickiego żywiołu etnicznego.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 9/2026