Bardzo chciałbym wiedzieć, komu w Kościele bliższa jest dziś postawa bp. Wiesława Meringa, a komu kard. Bolesława Kominka. Pierwszy z nich niedawno ze szczytu Jasnej Góry wołał do licznie zgromadzonych pielgrzymów z Rodziny Radia Maryja, cytując XVIII-wiecznego poetę Wacława Potockiego: „Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem”. I dopowiadał: „Historia straszliwie udowodniła prawdę tego powiedzenia”. Zgromadzeni zareagowali owacją! Drugi, przed 60 już laty, podczas obchodów milenijnych wzywał: „Aby świadomość nasza polska i chrześcijańska była przeniknięta tą treścią, że Bóg jest naszym ojcem i że drugi człowiek jest naszym bratem […] Słyszycie dobrze? Wszyscy ludzie są naszymi braćmi, bez względu na kolor i na rasę, bez względu na wyznanie nawet. I ten jest naszym bratem, który mówi naszym językiem i którego mowa jest niezrozumiała. […] Nie wolno wpychać naszej wiary chrystusowej w ciasne nacjonalistyczne getto, getto bez wyjścia”. Nic w tych słowach wspólnego, wyrażają radykalnie różne poglądy, a nawet różne rozumienie chrześcijaństwa. Łączy je w zasadzie tylko jedno: obaj ich autorzy są biskupami, pasterzami ludu Bożego. Który z nich nagrodzony zostałby głośniejszymi oklaskami?
Dziś przeżywamy 60. rocznicę Orędzia biskupów polskich do ich niemieckich braci w chrystusowym urzędzie pasterskim. Dokument zapamiętany został szczególnie ze względu na słowa: „wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. „Orędzie jest dziś dość powszechnie uważane za kamień węgielny pojednania polsko-niemieckiego” – tak pisałem na łamach „Przewodnika” przed dziesięcioma laty i zachodzę w głowę, czy dziś powtórzyłbym tamte słowa… Dlatego postanowiłem, aby tym razem przypomnieć osobę kard. Bolesława Kominka, autora Orędzia – biskupa, który z odwagą i bezkompromisowością służył dziełu pojednania.
Śląski rodowód
Był synem ziemi śląskiej, człowiekiem pogranicza. Urodził się w 1903 roku w polskiej rodzinie na Górnym Śląsku w cesarstwie niemieckim. Językiem niemieckim posługiwał się jak językiem polskim. Śląskość była i jest do dziś tożsamością nie do końca rozumianą przez Polaków z innych części kraju, ma bowiem charakter złożony. Niekiedy dominuje w niej poczucie samoistności narodu i języka śląskiego, częściej łączy śląskość z polskością, choć nie zawsze na zasadzie współistnienia. Jak pisze wybitny poznański uczony prof. Andrzej Sakson: „wszystkich Ślązaków, niezależnie od ich deklarowanej tożsamości narodowej, łączy szeroko pojęta śląskość, która przejawia się chociażby w poczuciu przywiązania do regionu – małej ojczyzny, tożsamości etnicznej, gwary śląskiej, zwyczajów i tradycji, które różnią się od stereotypowej polskości”.
Formacja Bolesława Kominka była zatem inna niż większości polskich biskupów, którzy zostali ukształtowani w duchu symbiozy katolicyzmu i polskości i afirmowali raczej pogląd, który najlepiej wyraził prymas Stefan Wyszyński: „Naród jednego języka, jednej kultury, jednej wiary, jednej moralności to wielka rzecz. Jest się czym pochwalić i z czego być dumnym”. Co prawda bp Kominek nigdy nie relatywizował fundamentalnej linii Kościoła w Polsce, uznającej za jedynie słuszną formułę „ziem po wiekach odzyskanych”, ale nigdy nie łączył jej z oceną relacji polsko-niemieckich jako „tysiąca lat zmagania”.
Przyjaźń z Prymasem
Był świetnie wykształcony i znał realia Europy Zachodniej. Uczył się najpierw w niemieckiej, później w polskiej szkole w Rybniku, następnie studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, wreszcie w Instytucie Katolickim w Paryżu. Wśród jego mistrzów byli: Konstanty Michalski, Ignacy Chrzanowski i Jacques Maritain. W swojej drodze kapłańskiej był bliskim współpracownikiem biskupa katowickiego Stanisława Adamskiego oraz prymasów Augusta Hlonda i Stefana Wyszyńskiego.
Z tym ostatnim Bolesław Kominek przyjaźnił się od czasów wspólnych studiów w Paryżu. Pochodzili z bardzo różnych środowisk i miejsc. Prymas urodził się przecież na Podlasiu, gdzie rozkwitała raczej narodowa tradycja katolicyzmu, która stała się podstawą głoszonej przezeń „teologii narodu”. Być może to dzięki swemu śląskiemu koledze lepiej zrozumiał, że polski katolicyzm może również przybierać odmienne kształty. Kard. Wyszyński tak wspominał kard. Bolesława Kominka w homilii wygłoszonej podczas jego pogrzebu: „dostrzegłem w licznych rozmowach, gdyśmy nieraz włóczyli się nad Sekwaną, że ks. Kominek przyjechał szukać w Paryżu pogłębienia swej wrażliwości filozoficzno-społecznej, pogłębienia wiedzy o pracy, o problemach pracy, o trudzie ludzkim (...). Byliśmy sobie bliscy zainteresowaniami i pracowaliśmy wspólnie przez dłuższy czas w tej właśnie dziedzinie”.
Oczywiście nie we wszystkim byli zgodni, tym bardziej, że SB nie ustawała w próbach ich poróżnienia. Ślady tego odnajdziemy na kartach prymasowskich zapisków Pro memoria. Różnili się nieco w spojrzeniu na Śląsk i jego historię. Prymas podkreślał „odwiecznie polski charakter ziem zachodnich”, natomiast kard. Kominek w kulturze duchowej Śląska dostrzegał, obok wpływów kultury polskiej, także elementy kultury czeskiej, morawskiej, niemieckiej i łużyckiej.
Historyczne wyzwanie
Po zakończeniu wojny i rozszerzeniu granic Polski po Odrę i Nysę Łużycką ks. infułat Kominek, jako administrator apostolski, organizował polskie struktury kościelne na Śląsku Opolskim. Już wówczas poddawany był inwigilacji i represjom ze strony państwa komunistycznego. W 1951 roku został zmuszony przez władze do opuszczenia administracji opolskiej. Nominowany na ordynariusza wrocławskiego w 1954 roku, przyjął w tajemnicy sakrę biskupią. Stolicę wrocławską mógł objąć oficjalnie dopiero po „odwilży październikowej”
w 1956 roku. Od tego czasu był niezwykle zaangażowany w budowanie dialogu między Polską a Niemcami oraz ustanowienie polskich struktur kościelnych na Ziemiach Zachodnich, co przez wiele lat było przedmiotem sporu w trójkącie: episkopat Polski, episkopat Niemiec i Stolica Apostolska.
Arcybiskup Kominek zrozumiał, że potrzeba bodźca, który skierowałby dialog polsko-niemiecki na nowe tory, a może po prostu na jakiekolwiek tory. Pamiętajmy, że wojna i okupacja były wówczas żywo obecne w świadomości Polaków, a zatem również polskich biskupów; niemal każdy był świadkiem prześladowań, miał doświadczenie obozów, terroru i bezprawia. Droga pojednania zdawała się bardzo kręta, może w ogóle nieprzejezdna. Już w 1945 roku, w chwili gdy ks. Kominek obejmował apostolską administrację Opolszczyzny, wojewoda opolski Aleksander Zawadzki mówił: „Ziemię opolską musimy całkowicie oczyścić z naleciałości niemieckich. […] Niemcy to nasi śmiertelni wrogowie i zwalczać ich należy wszelkimi sposobami, jakimi będziemy dysponować”.
Infułat Kominek, zdeklarowany zwolennik przynależności Ziem Zachodnich do Polski, rozumiał jednak całą złożoność sytuacji na tych terenach, gdzie granice polskości i niemczyzny nie były wyraźnie rozgraniczone. Jak niewielu, również w Kościele, pojmował, że w chrześcijańskiej i ludzkiej perspektywie musi kiedyś dojść do pojednania obu narodów, i uznał za swą misję doprowadzenie do tego.
Odrzucić nienawiść
Początkowo było to zadanie, zdawałoby się, niewykonalne. „Jak świat światem nie będzie nigdy Niemiec Polakowi bratem” – ta fraza była wówczas powszechnie akceptowana i mało kogo dziwił krwiożerczy wobec Niemców ton, obecny na przykład w podziemnej prasie: „Po zwycięstwie należy rozprawić się z Niemcami. I to dostatecznie okrutnie, wieszając ich na słupach, wyłupując im oczy. By się bali i cierpieli na miarę tego, ile zła wyrządzili. […] A może dla przykładu rozstrzeliwać całe dzielnice, rodziny, jak oni rozstrzeliwali Żydów, Polaków i innych?”. Zdawało się, że nie będzie już miejsca na ewangeliczną zasadę miłości nieprzyjaciół, że nienawiść będzie już zawsze dzieliła Polaków i Niemców.
Bolesław Kominek z całym swoim doświadczeniem obu kultur, obu tożsamości i obu języków, rozumiał, że każda forma nienawiści, odrzucająca możliwość pojednania, jest zaprzeczeniem nauczania Chrystusa; że chrześcijanin, jeśli chce nim pozostać, nie może zakładać, że „jak świat światem” nie będzie czyimkolwiek bratem! Palma pierwszeństwa w poszukiwaniu szlaków wiodących ku pojednaniu należy do środowisk „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”, do Jerzego Turowicza, Stanisława Stommy, Mieczysława Pszona i wielu innych. W instytucjonalnym Kościele zaś dzierżą ją charyzmatyczny enfant terrible ks. Jan Zieja i właśnie bp. Bolesław Kominek.
Taka postawa wymagała odwagi i ewangelicznej bezkompromisowości, bowiem trzeba było sprzeciwić się poglądom dominującym w społeczeństwie i Kościele. Gdy w Orędziu abp Kominek napisał „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, nie zrozumiała i nie zaakceptowała tych słów większość społeczeństwa, a nawet duchownych. Władza, rzucając hasło: „nie przebaczymy”, była chyba bliższa przekonaniom większości Polaków, także katolików. Ileż odwagi trzeba, aby stanąć w opozycji wobec postawy wiernych, ba, zapewne dużej części kapłanów, w imię postawy prawdziwie chrześcijańskiej, a zatem nie nacjonalistycznej.
Trudną do podważenia jest tu rola Prymasa Tysiąclecia, który mając zupełnie inne doświadczenia, zrozumiał wartość słów abp. Kominka, zaaprobował je i uczynił oficjalnym dokumentem Kościoła w Polsce. Żaden biskup w Polsce nie śmiał wtedy wypowiedzieć słów podobnych do tych, które wygłosił ze szczytu Jasnej Góry bp Mering, wiedział przecież, że stanąłby w jawnej opozycji wobec Prymasa i najświatlejszych przedstawicieli episkopatu, choćby abp. Karola Wojtyły.
Którą drogą pójdziemy?
Dziś słowa, jakie wypowiedział bp Mering, nie wymagają szczególnej odwagi. W wielu aktywnych i wiernych, zdawałoby się, środowiskach katolickich są aprobowane i spotykają się z poklaskiem. Większość hierarchów milczy, może obawiają się, że nie zrozumieją ich ci, którzy wciąż zapełniają świątynie? Prymasowi Wyszyńskiemu, abp. Wojtyle i abp. Kominkowi nie zabrakło niegdyś odwagi, aby przeciwstawić się tym, dla których miarą katolicyzmu była nacjonalistycznie rozumiana polskość.
Jaki jest Kościół w Polsce dziś? Pełen obaw wobec sekularyzacji, coraz mocniej odczuwający ograniczenia swego społecznego oddziaływania? Czy podąży raczej konformistyczną i nacjonalistyczną drogą bp. Meringa, bo podziela je tak liczne grono wiernych? A może jednak wybierze niekonformistyczny szlak wytyczony przez kard. Bolesława Kominka? Czy tłumy zebrane na Jasnej Górze obdarzyłyby jego słowa równie rzęsistymi oklaskami?
Zakończę słowami księcia Adama Czartoryskiego, niekoronowanego króla Polski doby Wielkiej Emigracji, przywołanego przez prof. Oskara Haleckiego, emigracyjnego historyka, autora uznanej przed obchodami millenium za miarodajną, wykładni dziejów Polski. „Nie powinniśmy być katolikami z miłości do ojczyzny, ale patriotami z miłości do Boga”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













