Między milczeniem a nadzieją

W Azji, gdzie mieszka ponad cztery i pół miliarda ludzi, katolicyzm jest niczym mały, ledwo widoczny punkt światła. Chrześcijanie żyją po cichu, bez rozgłosu.
Czyta się kilka minut
Ludzie należący do grupy etnicznej Bawm uczestniczą w mszy świętej w kościele, Chittagong, Bangladesz, 18 kwietnia 2025. fot. Eric Lafforgue/ Art in All of Us/Corbis/ Getty Images
Ludzie należący do grupy etnicznej Bawm uczestniczą w mszy świętej w kościele, Chittagong, Bangladesz, 18 kwietnia 2025. fot. Eric Lafforgue/ Art in All of Us/Corbis/ Getty Images

Bangladesz nie kojarzy się z katolicyzmem. W kraju, w którym ponad 90 proc. ludności wyznaje islam, a chrześcijanie stanowią mniej niż 1 proc., obecność Kościoła jest jak cicha modlitwa w gwarze Dhaki. To właśnie tu katolicy, często pochodzący z ludów rdzennych, prowadzą szkoły, ośrodki pomocy, programy migracyjne, projekty społeczne czy edukacyjne, które ratują przed nędzą i wykluczeniem. I to nie tylko współwyznawców. Tam Kościół nie ma monumentalnych katedr ani medialnych triumfów. Ma za to twarze dzieci, które po raz pierwszy idą do szkoły, czy ręce kobiet, które uczą się pisać. Ma też głos biskupów, którzy nie przemawiają z ambon władzy, lecz z ubogich przedmieść.

I może dlatego warto przyglądać się oficjalnym wizytom watykańskich hierarchów, którzy udają się tam, gdzie z jakiegoś powodu papież udać się nie może. Pod koniec października do Bangladeszu pojechał kard. Michael Czerny SJ. Przede wszystkim po to, by w ten sposób docenić małą wspólnotę chrześcijańską w tym kraju, przynieść im pewność bycia zauważonym w Watykanie. W najbliższych dniach na Sri Lankę uda się abp Paul Gallagher, szef watykańskiej dyplomacji. Tego rodzaju wizyty nie są tak medialne i nagłośnione jak oficjalne wizyty papieża, są jednak dla tych społeczności nie mniej ważne. Ewangelia ostatecznie nie potrzebuje sceny, wystarczy jej obecność i czułość.

Lekcja milczenia

Sytuacja w Chinach, gdzie katolicyzm rozpięty jest między oficjalnym Kościołem, podporządkowanym państwu, i tym „podziemnym”, wiernym Stolicy Apostolskiej, trwającym w ukryciu, często w cierpieniu, dobrze obrazuje dylematy katolicyzmu w Azji w XXI wieku.

Biskup Julius Jia Zhiguo, który przez dekady znosił więzienia, przemoc i naciski władz, pozostał wiernym Rzymowi aż po śmierć. 31 października tego roku odbył się jego pogrzeb. Watykan jednak nie wydał oficjalnych kondolencji, nie odniósł się publicznie do jego życia, w ogóle o nim nie wspomniał. „Watykan zachowuje się, jakby Kościół podziemny nie istniał” – coraz częściej można przeczytać w anglojęzycznej, azjatyckiej infosferze. Opinię tę słychać również w rozmowach z chińskimi, katolickimi dziennikarzami z Makau czy Tajwanu. To mocne słowa, które odsłaniają głębsze napięcie między dyplomacją a codziennym doświadczeniem wiary. Czy Watykan milczy w dobrej wierze, by nie pogorszyć jeszcze bardziej sytuacji wiernych w regionie? Czy jednak milczenie nie staje się zgodą na zło? Zdaje się, że to właśnie mają za złe nowemu już papieżowi chińscy wierni i dysydenci, których w Rzymie spotkać można coraz więcej. Kościół chiński jest bowiem obecnie Kościołem katakumb, Kościołem męczenników, w którym codzienność modlitwy w ukryciu jest formą heroizmu wobec wszechwładzy partii i technologii. To duchowość, która niby nie potrzebuje oficjalnych porozumień, lecz pamięci, także w Watykanie, który zdaje się skupiać na wszystkich innych częściach Azji, tylko nie na Państwie Środka.

Między widzialnością a wiernością

Te dwa przykłady – Bangladesz i Chiny – zdają się układać w jedną opowieść: o Kościele, który musi nieustannie negocjować swoją obecność w bardzo różnych kontekstach politycznych i znaczeniach kulturowych. Raz z państwem, raz z milczeniem, raz z samym sobą, a nawet z wiernymi, którzy coraz głośniej mówią o tym, że wobec politycznych wyzwań liczą na wsparcie Stolicy Apostolskiej. Nie musi to być nawet papieska pielgrzymka, wystarczy pamięć. Czy po wprowadzeniu języka chińskiego do katechez podczas audiencji środowych mogą liczyć na coś więcej?

Watykan bowiem, próbując utrzymać delikatną równowagę między dialogiem a świadectwem, coraz częściej staje wobec paradoksu: jak mówić prawdę w świecie, który nie chce jej słuchać? Jak zachować wierność Ewangelii, nie tracąc jednocześnie dostępu do milionów dusz żyjących w systemach autorytarnych? W Bangladeszu, Indiach czy na Sri Lance, dokąd coraz częściej latają watykańscy hierarchowie, odpowiedzią jest „widzialność”, obecność hierarchów, sygnały, że Stolica Apostolska widzi i pamięta. W Chinach natomiast drogą obraną przez papiestwo wydaje się właśnie „niewidzialność”, strategia ciszy, być może wymuszona, być może pragmatyczna, być może jeszcze nieprzemyślana na nowo przez papieża Leona XIV po watykańsko-chińskim porozumieniu, którego duchowym autorem był o. Antonio Spadaro SJ. Coraz częściej słychać głosy, że bez wątpienia strategia ta będzie musiała ulec zmianie. Nie da się ukryć, że Chiny wyboru Leona XIV nie przyjęły pozytywnie. Ot, kolejny Amerykanin na czele imperium. Dla Watykanu także podpisane jakiś czas temu porozumienie wydaje się drogą donikąd.

Kościół peryferii — centrum przyszłości

Oba te przypadki mówią jednak o tym samym Kościele, który trwa na peryferiach świata, w środku jego niesłyszalności. Papież Franciszek często powtarzał, że „przyszłość Kościoła rodzi się na peryferiach”. W tym sensie Azja jest laboratorium przyszłości chrześcijaństwa, również dlatego, że wedle raportów demograficznych i ekonomicznych przyszłość świata należeć będzie właśnie do tego kontynentu. Nie tej spektakularnej, zachodniej, medialnej, lecz tej, która wyrasta z ziemi, z ubóstwa, z cierpienia, z wytrwałości i rodzi kolejnych wierzących i kolejnych męczenników.

Bangladesz to jednak peryferie w znaczeniu społecznym: ubodzy, głodni, wykluczeni, niewidzialni. Chiny to peryferie w znaczeniu politycznym: uciskani, kontrolowani, rozdarci między lojalnością a lękiem, oficjalnym a podziemnym. Ale dla Kościoła peryferie to nie margines, lecz źródło współczesnej odnowy. Bo tylko tam, gdzie wiara kosztuje coś realnego: wygodę, bezpieczeństwo, wolność czy nawet pożywienie, może narodzić się chrześcijaństwo autentyczne. Być może więc nie trzeba żądać od Watykanu, by „bardziej mówił”, lecz by uczył słuchania. Bo może Kościół w Azji nie potrzebuje jeszcze jednej deklaracji, lecz współczucia, które nie jest litością, ale współodczuwaniem. I dlatego takich wizyt, jak te abp. Paula Gallaghera czy kard. Michela Czernego SJ, powinno być po prostu więcej.

Kościół milczący nie jest bowiem Kościołem słabym. Przeciwnie: jest Kościołem głębokim i poważnym, gdzie wiara brana jest na serio. W ciszy chińskich katakumb, w modlitwie kobiet z plemienia Garo w Bangladeszu, w dzieciach uczących się alfabetu dzięki przekładom Pisma Świetego… wszędzie tam właśnie Ewangelia dzieje się naprawdę. Może więc trzeba odwrócić perspektywę: to Zachód ze swoim nadmiarem głosu potrzebuje nauczyć się milczenia Azji?

Nie sposób jednak uciec od pytania o odpowiedzialność. Bo każde milczenie Watykanu i papieża ma też wymiar polityczny. Czy w imię „dialogu” można przemilczeć cierpienie tych, którzy wierność Kościołowi przypłacają więzieniem? Czy można pozwolić, by Kościół „podziemny” był ofiarą kompromisu? To pytania, które dotykają samego serca katolickiej tożsamości i tego, gdzie kończy się roztropność, a zaczyna tchórzostwo? Nie ma na to prostych odpowiedzi. Są jednak wspólnoty, które wciąż trwają pomimo wszystko. W tym sensie Azja jest dziś jednym z najważniejszych „znaków czasu”, na które Leon XIV będzie musiał jakoś odpowiedzieć.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Michał Kłosowski

Artykuł pochodzi z numeru 46/2025