Kto powinien pisać polskie prawo

Albo podoba nam się demokracja i dajemy obywatelom decydować o swoich sprawach, albo uznajemy ich za zbyt głupich, by mogli wziąć sprawy we własne ręce.
Czyta się kilka minut
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz

Decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego nakazująca Urzędowi Stanu Cywilnego transkrypcję aktu małżeństwa dwóch mężczyzn zawartego w Niemczech wywołała – zgodnie z logiką polaryzacji – skrajne emocje. Dla tradycjonalistycznej części naszej sceny politycznej to decyzja skandaliczna, ponieważ rzekomo toruje drogę do adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. W Polsce taka adopcja to wciąż temat niezwykle kontrowersyjny, więc dla prawicy kulturowej zamiast rozmowy o meritum wygodniejsze jest sprowadzanie sprawy do straszenia deprawacją dzieci przez pary gejów.

Z kolei kulturowa lewica tryumfowała, ciesząc się, że wreszcie dzięki wcześniejszej decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który odpowiadał na pytania polskiego sądu, zapadł precedensowy wyrok. Cieszyła się, że wreszcie Unia Europejska zmusi Polskę do przyjęcia ustawy o statusie osoby najbliższej, związków partnerskich, a może w przyszłości do wprowadzenia do naszego ustawodawstwa małżeństw osób tej samej płci.

Taka radość to droga donikąd. Jeśli lewica chce, by w Polsce zmienione było prawo, wystarczy przekonać do tego społeczeństwo, a potem przyjąć stosowne przepisy w parlamencie. I wygrać też wybory prezydenckie, bo nic nie wskazuje na to, że zostałyby one podpisane przez Karola Nawrockiego. Albo podoba nam się demokracja i dajemy obywatelom decydować o swoich sprawach, albo uznajemy ich za zbyt głupich, by mogli wziąć sprawy we własne ręce.

Polskie prawo nie powinno być jednak zmieniane wyrokami zewnętrznych sądów ani trybunałów. Bo to rzeczywiście pogwałcenie zasady suwerenności. I choć często krytykuję prawicę za nadużywanie pojęcia suwerenności, która czasami sprowadza się do próby budowy z Polski samotnej wyspy odgrodzonej od reszty świata, to akurat w tej sprawie uważam, że suwerenność jest wartością. I cieszenie się, że właśnie nasza suwerenność została naruszona, ponieważ zewnętrzny sąd upoważnił polski do wpisania do ksiąg stanu cywilnego obcego naszemu prawu konstruktu, wydaje mi się nieroztropne. Bo łatwo choćby sobie wyobrazić sytuację, w której Donald Trump zmusza polski rząd do przyjęcia jakichś bardziej konserwatywnych rozwiązań (administracja obecnego prezydenta jest znana z niechęci do polityki poprzedników, którzy bardzo dbali o realizację postulatów społeczności LGBT). Kulturowa prawica by pewnie wówczas się cieszyła, a ja bym dalej stał na stanowisku, że lepiej byśmy sami pisali swoje prawo, niżby miało nam być narzucane. Choć akurat duża część naszego prawa jest związana z prawem UE, ale ono jest przyjmowane przez Parlament Europejski (na wybór którego mamy wpływ) oraz Radę UE, w której zasiadają przedstawiciele każdego z krajów.

Choć akurat w przypadku par jednopłciowych faktem jest odmienność polskiego prawa do przepisów w innych krajach. TSUE uznało, że swoboda przemieszczania się, która jest jednym z podstawowych praw w UE, wymaga, by związek zawarty w którymś z krajów UE był wpisany do polskiego Urzędu Stanu Cywilnego. Mobilność ludzi w UE jest faktem. Podobnie jak i to, że w Polsce żyją tysiące par jednopłciowych. Mogą one zawrzeć związek (partnerski albo małżeński), gdy mieszkają w innych krajach, ale z punktu widzenia prawa polskiego są sobie osobami obcymi. Możemy się więc spodziewać, że ta sprawa będzie regularnie wracać.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 13/2026