Dzicy współlokatorzy

Antropocentryzm generuje w nas wiarę, że jesteśmy głównymi mieszkańcami polskich miast i wsi. W codzienności zapominamy, że w zakamarkach naszych miejscowości żyją tysiące przedstawicieli dzikich gatunków zwierząt.
Czyta się kilka minut
Nawet płochliwe sarny coraz częściej zapuszczają się do miast, szukając pożywienia między blokami i w miejskich parkach, Zakopane, 14 czerwca 2023 r. Fot. PaweŁ Murzyn/East News
Nawet płochliwe sarny coraz częściej zapuszczają się do miast, szukając pożywienia między blokami i w miejskich parkach, Zakopane, 14 czerwca 2023 r. Fot. PaweŁ Murzyn/East News

Późny wieczór. Pustym chodnikiem, oświetlanym przez latarnie, przechadza się kobieta z psem, który co chwilę przystaje, aby w charakterystyczny dla swojego gatunku sposób zaznaczyć swą obecność. Ni stąd, ni zowąd spacerowiczom drogę przecina biegnąca ruda lisica, za którą wolniej, acz nie mniej energicznie podążają trzy lisiątka. Lisia mama zgrabnie przeskakuje niski płotek, a w ślad za nią podąża dwoje maluchów. Ostatni jednak nie radzi sobie z metalową przeszkodą i z impetem spada na chodnik. Lisica cofa się, bierze szczeniaka w pyszczek, przeskakuje płotek i cała rodzina znika za żywopłotem. Pies i kobieta stoją jak zahipnotyzowani, obserwując te zmagania lisiej rodziny w samym centrum jednego z największych polskich miast. To nie opis sceny z filmu przyrodniczego, lecz spotkanie międzygatunkowe człowieka, zwierzęcia udomowionego i przedstawicieli gatunków dzikich, których setki wydarzają się na ulicach polskich miast.

W potrzebie

Próba określenia liczby dzikich zwierząt żyjących w Polsce jest zadaniem wyjątkowo trudnym. Legalne i nielegalne odstrzały, wypadki komunikacyjne czy epidemie chorób to tylko niektóre z czynników uniemożliwiających precyzyjne oszacowanie populacji zwierząt nieudomowionych w naszym kraju. Pewne wyobrażenie o skali tej różnorodności daje jednak klasyfikacja gatunkowa. W Polsce występuje około 100 gatunków ssaków, dziewięć gatunków gadów, 18 gatunków płazów oraz 473 gatunki ptaków. Potrzeby dzikich zwierząt żyjących wśród nas są coraz większe. – Z roku na rok rośnie empatia ludzi wobec dzikich zwierząt. Zwierząt potrzebujących pomocy w mieście nie ubywa – wręcz przeciwnie, jest ich coraz więcej. Właśnie dlatego 1 stycznia w Poznaniu, w nowej siedzibie przy ul. Jugosłowiańskiej, uruchomiony został Dziki SOR: miejsce pomocy weterynaryjnej dla nieudomowionych zwierząt, prowadzony przez Fundację Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Kościanie. Po udzieleniu pierwszej pomocy zwierzęta są wypuszczane na wolność. Te, które wymagają dalszego leczenia i rehabilitacji, trafiają do prowadzonego przez fundację ośrodka rehabilitacji w Spytkówkach pod Kościanem. Placówka położona jest na terenie parku krajobrazowego, co zapewnia pacjentom warunki sprzyjające powrotowi do zdrowia – blisko natury, z dala od zgiełku dużego miasta – opowiada Patrycja Woszczyło z Fundacji Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Kościanie. – Oprócz ptaków do ośrodka trafiają również ssaki. Gady i płazy pojawiają się bardzo rzadko – w ubiegłym roku były to pojedyncze przypadki zaskrońców. Wśród ssaków dominują gatunki najczęściej spotykane w miastach. Na pierwszym miejscu są jeże i wiewiórki, zdarzają się także lisy, kuny oraz sarny. Te ostatnie zazwyczaj od razu kierowane są do ośrodka rehabilitacji, ponieważ są to już duże zwierzęta wymagające specjalnych warunków. Czasami trafiają do nas również mniejsze ssaki, w tym jedne z najmniejszych w Europie – zębiełki, w tym karliczek zębiełek. W minionych latach przyjmowaliśmy też nietoperze i łasice.

Odpowiedzialni

W całej Polsce działa około 100 ośrodków rehabilitacji dzikich zwierząt rozmieszczonych równomiernie we wszystkich województwach. Oferują one opiekę nad różnorodnymi gatunkami zwierząt, choć niektóre z nich mają swoją specjalizację, jak chociażby te opiekujące się fokami czy morświnami. Ośrodki, prowadzone często przez fundacje, stowarzyszenia czy zaangażowanych ekologicznie weterynarzy, znajdują się nierzadko w bliskości parków narodowych, krajobrazowych czy lasów. Zgodnie z zapisami na stronie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska organami ochrony przyrody, które zajmują się sprawami dzikich zwierząt, są m.in. wojewoda, regionalny dyrektor ochrony środowiska, marszałek województwa, dyrektor parku narodowego, starosta, wójt, burmistrz albo prezydent miasta. Oznacza to, że władze miasta czy gminy, na terenie której znajduje się zwierzę potrzebujące pomocy, mają obowiązek mu jej udzielić i zapewnić transport do najbliższego ośrodka rehabilitacji zwierząt chronionych. Przepisy prawa stanowią o tym, że dzikie zwierzęta są naszym dobrem ogólnonarodowym (art.2 ust. 1 Ustawy o ochronie przyrody), a wiele żyjących w miastach gatunków zwierząt jest objętych ochroną gatunkową. Jednak troska o nie nie jest wystarczająca uregulowana prawnie. – Do zadań własnych gminy należą zadania w zakresie ochrony przyrody, a więc każda polska gmina powinna znaleźć we własnym budżecie środki chociażby na transport dzikich zwierząt do miejsc takich jak ośrodki rehabilitacji. Tymczasem sytuacja jest bardzo zróżnicowana, nie wszystkie gminy chcą lub mogą zabezpieczyć na ten cel wystarczające środki, dlatego powinien zostać jasno określony obowiązek ochrony dzikich zwierząt – jako wspólnego dobra narodowego – za którym powinno też iść stosowne dofinansowanie, zamiast pozostawiać ten ciężar wyłącznie gminom czy osobom prywatnym – uważa Patrycja Woszczyło. – Jako fundacja większość wydatków na leczenie i utrzymanie zwierząt z gmin, które nas nie wspierają, pokrywamy z darowizn od osób prywatnych. Nie otrzymujemy stałego finansowania ze strony państwa. Naszą działalność wspierają jedynie umowy, takie jak te z Poznaniem czy okolicznymi gminami – czasem symboliczne, ale zawsze cenne. To właśnie realia, z którymi borykają się wszystkie ośrodki rehabilitacji dzikich zwierząt. Stałe finansowanie jest bardzo trudne do zapewnienia, dlatego w głównej mierze polegamy na darowiznach i wsparciu społeczności. Często musimy o nie prosić, szczególnie przy większych przedsięwzięciach, takich jak budowa nowych wolier czy zakup drobnego wyposażenia do punktu przyjęć. W takich sytuacjach cały rok poświęcany jest na zbieranie nawet najprostszych elementów, które składają się na funkcjonujący ośrodek. Część środków udało się nam pozyskać np. z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, jednak były to jednorazowe dofinansowania celowe, a nie środki na bieżące funkcjonowanie Ośrodka, na które w ogromnej większości składa się wyżywienie wszystkich naszych pacjentów – opowiada przedstawicielka fundacji.

Tu i ówdzie

Miasta oferują dzikim zwierzętom wiele zakamarków, w których mogą się ukrywać i funkcjonować. – Zwierzęta korzystają z tego, co jest dostępne. Przykładem są jeże, które na osiedlach często zakładają swoje kryjówki w pobliżu miejsc dokarmiania kotów – na przykład pod budkami kocimi. Na starszych osiedlach, pełnych krzewów i naturalnych zagłębień terenu, budują gniazda z liści i gałązek, w których spędzają dnie, a często także zimę. Dopóki temperatury pozostają dodatnie, zwłaszcza w miejscach dokarmiania zwierząt, jeże mogą być aktywne niemal przez cały rok. Doskonale radzą sobie w miejskich warunkach. Wiewiórki zazwyczaj mieszkają w dziuplach wysoko w koronach drzew, dlatego rzadko je widujemy. Schodzą na ziemię głównie w poszukiwaniu pożywienia. Zimą wiele gatunków zwierząt – zarówno ssaków, jak i ptaków – zbliża się do ludzi, ponieważ człowiek stanowi dla nich źródło łatwo dostępnego pokarmu, a dokarmianie zwierząt jest w tym okresie powszechne – wyjaśnia Patrycja Woszczyło. – Powszechne wśród nas kuny należą natomiast do tzw. gatunków konfliktowych. Często wybierają na swoje schronienia miejsca uciążliwe dla mieszkańców, takie jak ocieplenia dachów czy przestrzenie poddaszy. Zdarza się również, że wchodzą pod maski samochodów, szukając ciepła lub miejsca na gniazdo, co nierzadko prowadzi do szkód – dodaje. Kreatywność zwierząt w przystosowywaniu się do życia w mieście jest ogromna, jednak w dużej mierze pomagamy im w tym sami. – Niewłaściwie zabezpieczone śmietniki czy łatwy dostęp do resztek jedzenia stanowią dla nich dodatkowe źródło pożywienia. Choć nie jest ono dla zwierząt wartościowe ani zdrowe, pozwala im uzupełnić dzienne zapotrzebowanie energetyczne – opowiada Patrycja Woszczyło. Część osób oczekuje gotowych poradników dostępnych w internecie, wskazujących dokładnie, jak postępować w każdej sytuacji napotkania dzikiego zwierzęcia. – W praktyce jest to niemożliwe, gdyż każdy przypadek jest inny i zależy od wielu czynników, które wpływają na podjęcie właściwej decyzji. Dlatego tak ważne jest, aby w razie jakichkolwiek wątpliwości skontaktować się telefonicznie z miejscem typu Dziki SOR lub inną wyspecjalizowaną placówką. Konsultacja pozwala właściwie ocenić sytuację i zareagować w sposób, który rzeczywiście pomoże zwierzęciu, a nie zaszkodzi – wyjaśnia Patrycja Woszczyło. – Istnieją jednak ogólne zasady, których warto przestrzegać. Przede wszystkim nie należy dokarmiać znalezionych zwierząt w potrzebie – choć jest to naturalny odruch człowieka, może on znacznie skomplikować późniejsze leczenie. Podobnie niewskazane jest podawanie wody lub pokarmu na siłę, wlewanie płynów do pyska lub dzioba czy karmienie strzykawką. Tego typu działania, mimo dobrych intencji, należą do najczęstszych błędów i mogą stanowić realne zagrożenie dla zdrowia zwierzęcia.

Z rozwagą

Gdy w ubiegłym roku Fundacja Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Kościanie opublikowała w internecie apele o rozsądek w dokarmianiu miejskich gołębi, wywołało to duże poruszenie. – Pojawiły się zarzuty, że działamy przeciwko obecności gołębi w mieście. Tymczasem intencją fundacji nie jest eliminowanie żadnego gatunku, lecz dbałość o dobro wszystkich zwierząt. Dokarmianie sprzyja przede wszystkim gatunkom, które nie boją się człowieka i dobrze funkcjonują w przestrzeni miejskiej – takim jak gołębie, sikory czy wróble, szczególnie aktywne zimą. Jednocześnie prowadzi to do nadmiernego wzrostu populacji niektórych gatunków, zwłaszcza gołębi, co zaburza naturalną równowagę ekosystemu miejskiego. Takie skupiska sprzyjają szybkiemu rozprzestrzenianiu się chorób. W efekcie mamy do czynienia z sezonowymi, lokalnymi epidemiami chorób zakaźnych. Zdarza się, że przez kilka tygodni trafiają do naszego ośrodka gołębie z identycznymi objawami, co wyraźnie wskazuje na podwyższoną transmisję i wspólne źródło problemu. Klasyczne dokarmianie bardzo silnie sprzyja takim zjawiskom – wyjaśnia przedstawicielka fundacji. – Trudno więc uznać, że jest to działanie jednoznacznie korzystne dla zwierząt. Dokarmianie wynika z głęboko ludzkiej potrzeby niesienia pomocy i jest jedną z najprostszych form okazania troski, jednak w jej konsekwencji nierzadko dochodzi do zachwiania równowagi w ekosystemach. Zwłaszcza w tak specyficznych warunkach, jakie panują w ekosystemach miejskich. Dlatego więc, jeśli ktoś rzeczywiście chce wspierać różnorodność biologiczną w mieście, a nie tylko liczebność kilku de facto najlepiej radzących sobie w nich gatunków – a to właśnie ona jest kluczem do prawidłowego funkcjonowania miejskich ekosystemów – to dokarmianie nie jest najlepszą formą pomocy. Znacznie korzystniejszym rozwiązaniem byłoby zwiększanie tej różnorodności także w samej przestrzeni miejskiej, na przykład poprzez ograniczanie tzw. betonozy na rzecz niewielkich enklaw zieleni. Takie „zielone wyspy”, obsadzone roślinami wytwarzającymi nasiona i owoce, przyniosłyby korzyść wielu gatunkom, a jednocześnie poprawiły estetykę otoczenia i komfort życia mieszkańców. Sensowne dokarmianie powinno być działaniem wyjątkowym, przemyślanym, a także uzależnionym od warunków pogodowych. Może ono mieć uzasadnienie w okresach silnych mrozów, gdy zalegająca, zlodowaciała pokrywa śnieżna uniemożliwia ptakom zdobycie pożywienia. Tylko w takich sytuacjach dokarmianie rzeczywiście może być uzasadnione troską o dobrostan ptaków i nie zaburza naturalnej równowagi ekosystemu w tak istotny sposób – przekonuje Patrycja Woszczyło.

Rozwój technologii, wirtualny świat, koncepcje psychologiczne skoncentrowane na samorozwoju sprawiają, że ulegamy złudnemu wrażeniu oderwania od tego, co nas otacza. Antropocentryzm, mimo niepokojących znaków w postaci chociażby kryzysu ekologicznego o przyroście mierzonym już nie w dekadach, ale miesiącach, wciąż wydaje się mieć niezachwianą pozycję. Ograniczanie terenów zielonych w miastach na  rzecz powstawania nowych budynków, bezrefleksyjne wycinanie lasów, niepowoływanie nowych parków krajobrazowych i narodowych – wszystko to sprawia, że homeostaza ze światem przyrody, w tym z dzikimi zwierzętami, według wielu badań psychologicznych tak bardzo potrzebna dla ludzkiego dobrostanu, z każdym rokiem staje się coraz mniej realna.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Weronika Frąckiewicz
frackiewicz@swietywojciech.pl

Artykuł pochodzi z numeru 3/2026