Czym byłaby studniówka bez matury?

Etos pracy, wysiłku umysłowego, elementarnej dyscypliny jest wciąż aktualny, nawet jeśli podgryza go automatyzacja wielu zawodów czy instalowanie wszędzie sztucznej inteligencji.
Czyta się kilka minut
Fot. Magdalena Książek
Fot. Magdalena Książek

Jak co roku styczeń przynosi w internecie zalew filmików ze studniówek. Niekoniecznie z wielkich miast, także z mniejszych ośrodków, a młodzież wygląda wszędzie coraz bardziej podobnie.

Widzimy chłopaków w eleganckich garniturach i dziewczyny w olśniewających sukniach. Gdzieś mignęła mi pojedyncza scenka, w której przyszłe maturzystki tańczyły poloneza w jednakowych białych bluzkach i czarnych spódnicach, jak bywało za moich czasów. Ale przeważnie nie muszą się stosować do jakichkolwiek szkolnych rygorów. Oni wszyscy, czy paradują w rytmie inauguracyjnego poloneza Wojciecha Kilara, czy gną się w nowych układach tanecznych, jawią się jako nagle podwójnie dorośli.

Reaguję na to niezmienną sympatią. Znajduję i w tym polonezie, i w całej reszcie studniówkowych rytuałów jakiś imponujący przejaw ciągłości, która przecież w wielu sferach przestaje obowiązywać. Oczywiście jest inaczej niż kiedyś. Studniówki odbywały się w budynkach szkoły, w salach gimnastycznych, młodzież sama szykowała dekoracje. Kiedy na przełomie lat 80. i 90 uczyłem w liceum, brałem udział w takich skromnych szkolnych imprezach czterokrotnie. Nadrabiając poniekąd własny brak. Sam zdawałem maturę w roku 1982. Był stan wojenny, więc nie było imprezy.

Teraz studniówki, co nietrudno zauważyć na filmach, są organizowane w wynajętych salach, hotelach czy restauracjach. Są więc droższe, stają się popisami wystawności i snobizmu. A jednak będę się upierał, że sami młodzi ludzie aż tak bardzo się nie zmienili. Widać w ich oczach ten sam głód samodzielności, tę samą satysfakcję połączoną jednak z obawą: czy sprostam? Czy sprostam towarzyskim komplikacjom samej imprezy, ale i temu, co potem. Bo to jest jakiś rodzaj inicjacji.

I tu od razu ważna uwaga. Nie da się oddzielić tej ceremonii od samej instytucji matury. Młodzież zdaje jakby podwójny egzamin z dorosłości. Można do woli dyskutować, jak powinien wyglądać sam egzamin, teraz będący na dokładkę furtką wstępu na wyższe studia. Dziś ta poprzeczka jest znacząco obniżona w stosunku do matury międzywojennej czy choćby peerelowskiej. Wynika to z założenia, że powinna być bardziej masowa. Że same studia to bardziej część procesu socjalizacji niż pokonywanie kolejnych progów wiedzy.

A jednak nawet taki słabszy, bardziej umowny, egzamin ma sens. Właśnie jako część zjawiska wchodzenia w dorosłość. A piszę to dlatego, że w mediach liberalnych i lewicowych modne jest narzekanie na tradycyjną szkołę. Już wiele razy czytałem, że sama matura ma niewiele sensu, że służy wyłącznie fundowaniu młodym ludziom niepotrzebnego stresu, że jest częścią „wyścigu szczurów”, którego być nie powinno.

Nie zgadzam się z tym. I nie jest to bynajmniej wyłącznie kontrowersja czysto techniczna, jak lepiej tych młodych ludzi obsłużyć. Nie, za tym kryje się różnica aksjologiczna. Etos pracy, wysiłku umysłowego, elementarnej dyscypliny jest wciąż aktualny, nawet jeśli podgryza go automatyzacja wielu zawodów czy instalowanie wszędzie sztucznej inteligencji.

Czy artykuły w „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku”, w progresywnych portalach zabiją nam kiedyś maturę? To by nawet pasowało do zmian wprowadzanych w polskiej edukacji przez obecną minister Barbarę Nowacką. Redukuje ona nieustannie zasoby wiedzy potrzebnej do skończenia szkoły, czasem zastępując je ideologicznymi pogadankami, a czasem nie zastępując niczym. Uczniowie mają być uwalniani od wyzwań, niczym pańszczyźniani chłopi. Gdyby ten likwidatorski szał miał się nie zatrzymać, rytuały studniówkowe stałyby się puste, wręcz niepotrzebne. Wciąż mam nadzieję, że tak się nie stanie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 5/2026