Bracia Lumière i inni

Na proste pytanie: „kto wymyślił kino?” nie ma jednej poprawnej odpowiedzi. Lepiej zastrzec: zależy, o jaki kraj chodzi. Pionierów było wielu, inni pracowali nad udoskonaleniem wynalazków, czerpiąc z osiągnięć innych. Kino, mając tylu ojców, musiało się narodzić. Taka była potrzeba chwili.
Czyta się kilka minut
Wyjście robotników z fabryki to pierwszy w dziejach kinematografii pokazany publicznie film. Trwał 45 sekund, a jego projekcja odbyła się 28 grudnia 1895 r. fot. WIKIPEDIA
Wyjście robotników z fabryki to pierwszy w dziejach kinematografii pokazany publicznie film. Trwał 45 sekund, a jego projekcja odbyła się 28 grudnia 1895 r. fot. WIKIPEDIA

Trudno wyobrazić sobie wrażenie z pierwszego pokazu filmowego, jaki odbył się 130 lat temu. Tak bardzo myślimy dzisiaj obrazem – i to ruchomym obrazem – że irytuje nas świat unieruchomiony, zatrzymany. Pragnienie ożywienia fotografii jest wciąż silne – dzisiaj próbujemy to zrobić za pomocą narzędzi AI. Może właśnie to uczucie towarzyszące nam wtedy, gdy oglądamy poruszone zdjęcie naszych nieżyjących już przodków, jest podobne do tego, jakie towarzyszyło pierwszym prezentacjom działania kinematografu? 28 grudnia 1895 roku trzydzieści kilka osób obejrzało na ekranie zarejestrowane na taśmie ruchome obrazy. Po seansie do braci Lumière i ich ojca podszedł pewien mężczyzna. Namawiał ich, żeby odsprzedali mu swój wynalazek. Oni odmówili, przekonując go, że jeszcze będzie im dziękował, bo to nie ma żadnej przyszłości. Ciekawe, czy naprawdę tak myśleli. Trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę, jak dużo czasu i pieniędzy zainwestowali potem w produkcję kolejnych filmów i ich pokazy. Wspomnianym mężczyzną z pokazu w Paryżu był iluzjonista Georges Méliès, który siedem lat później stworzył film Podróż na Księżyc, uważany za pierwszy film fabularny. Pionierskie lata kina to fascynująca opowieść i wcale nie taka jednoznaczna, jak się może wydawać. Na proste pytanie: „kto wymyślił kino?” nie ma jednej poprawnej odpowiedzi. Lepiej zastrzec: zależy, o jaki kraj chodzi.

Pionierzy

Skoro tylko rozwinęła się fotografia, nagle przestała wystarczać i wszyscy zaczęli marzyć o jej poruszeniu. Do takich wniosków można dojść, obserwując aktywność na tym polu odkrywców, którzy mniej więcej w tym samym czasie w różnych krajach, i często niezależnie od siebie, pracowali nad skonstruowaniem nowego przyrządu. I to jeszcze zanim zainteresowali się tym tematem bracia Lumière. W Anglii fotograf William Friese-Greene już w 1889 roku opatentował aparat, którym mógł zrobić na taśmie celuloidowej 10 zdjęć na sekundę. Współpracował z twórcą tak zwanej Latarni Biofantycznej, która mogła w bardzo szybkiej sekwencji wyświetlić kilka fotografii, co dawało złudzenie ruchu. Szczegóły skonstruowanej przez siebie kamery wysłał Thomasowi Edisonowi. Ten amerykański wynalazca w 1891 roku wymyślił kinetograf – aparat do wykonywania ruchomych zdjęć i kinetoskop, czyli projektor. Nie jest pewne, czy był autorem tych przyrządów, bo znany był z tego, że podbierał wynalazki innym, dokonywał niewielkich ulepszeń i opatentowywał jako swoje. Kinetoskop działał na zasadzie fotoplastykonu, był sporej wielkości drewnianą skrzynią, a obraz utrwalony na taśmie celuloidowej mogła oglądać tylko jedna osoba, i to na stojąco, pochylając się nad okularem. W 1893 roku w Stanach działała już sieć salonów kinetoskopowych, gdzie za 5 centów można było uruchomić mechanizm i obejrzeć kilkunastosekundowe ruchome ujęcie. W każdym salonie stało kilka urządzeń, więc można powiedzieć, że były one czymś w rodzaju sali kinowej. Filmy do projekcji Edison realizował w założonym przez siebie pierwszym studio „Black Maria” w New Jersey. Ich twórcą był współpracownik Edisona William Dickinson, rejestrował krótkie sceny z życia codziennego i improwizacje. Równocześnie pracowano nad nowym systemem projektora, który umożliwiałby wyświetlanie obrazu na dużym ekranie. Już w maju 1895 roku na Broadwayu miał miejsce pierwszy publiczny pokaz filmowy, wykorzystujący nowe urządzenie – eidoloskop. Publiczność zapłaciła za bilet, usiadła wygodnie i obejrzała 12-minutowy zapętlony seans bokserskiej walki. Firma, która zaprezentowała eidoloskop, nie miała jednak takich możliwości finansowych jak Edison czy Lumièrowie i ich wynalazek popadł w zapomnienie.

W tym samym czasie Polak Kazimierz Prószyński skonstruował swoją kamerę i projektor w jednym – pleograf, którym rejestrował scenki z życia Warszawy, między innymi ślizgawkę w Łazienkach. Był rok 1894. Kiedy później Louise Lumière był obecny podczas demonstracji pleografu, miał powiedzieć: „Panowie, ten człowiek jest pierwszy w kinematografii, ja jestem drugi”. Urządzenie jednak opatentował później od braci Lumière, bo w 1896 roku. W listopadzie 1895 roku w berlińskim teatrze bracia Max i Emil Skladanowscy pokazali kilka swoich krótkich filmów, przedstawiających boksujące się kangury, cyrkowych artystów i zapaśników. Urządzenie, które to umożliwiło i nad którym pracowali przez ostatnie lata, nazwali „bioskopem”. We Włoszech w 1895 roku Filoteo Albertini, 20 dni po braciach Lumière, opatentował swój aparat do realizacji i projekcji filmów pod nazwą „cinetofono”.

Jak widać, trudno powiedzieć, kto był pierwszy. Pionierów było wielu, jeszcze inni pracowali wspólnie nad udoskonaleniem wynalazków, czerpiąc z osiągnięć innych. Kino, mając tylu ojców, musiało się narodzić. Taka była potrzeba chwili.

Kręcąc korbką

Pod koniec lata 1894 roku Antoine Lumière, który w Lyonie prowadził zakład fotograficzny i fabrykę płyt fotograficznych, pojechał do Paryża, gdzie prezentowany był kinetoskop Edisona. Zachwycił się. Wrócił do domu i natychmiast swoją wizją uwolnienia ruchomych obrazów ze skrzyni zaraził synów Augusta i Louisa. Podobno zakupił urządzenie, żeby można je było rozebrać i rozpoznać, na jakiej zasadzie działa. Podczas gdy oni pracowali z inżynierami, jeden z ich ludzi został wysłany do Nowego Jorku, żeby zakupić taśmę filmową. Bracia Lumière pozostali przy szerokości taśmy Edisona, 35 mm, ale żeby nie być posądzonymi o plagiat, zastosowali inną perforację: zamiast kwadratowych otworów zastosowali otwory okrągłe i zmniejszyli ich liczbę. Przed Bożym Narodzeniem urządzenie było gotowe. Niewielkie, lekkie, zgrabne i kompaktowe. Do obsługi niepotrzebna była elektryczność, jak u Edisona, no chyba że trzeba było użyć lampy podczas projekcji. Taśmę przesuwało się za pomocą umiejscowionej z tyłu aparatu korbki. Podobno żeby kręcić korbką w odpowiedniej prędkości, operatorom kazano w myślach śpiewać marsz wojskowy Le regiment de Sambre et Meuse. Taśma o szerokości 35 mm i długości 17 m umożliwiała nagranie niemal minutowego filmu. Urządzenie, opatentowane w lutym 1895 roku, jednak nie miało jeszcze nazwy. Antoine Lumière planował zaprezentować je w Paryżu w marcu, podczas spotkania stowarzyszenia naukowego, wspierającego nowe wynalazki i rozwój francuskiego przemysłu. Pomyślał, że zamiast opowiadać o nowym sprzęcie, pokaże jego możliwości. W tym celu słonecznego marcowego dnia w samo południe Louise Lumière ustawił kamerę naprzeciw bramy fabryki swego ojca. Tego dnia nakręcił trzy wersje filmu, który historia zna pod tytułem Wyjście robotników z fabryki. Louise równocześnie pracował nad barwną fotografią i najpierw próbował paryskich naukowców zainteresować swoimi dokonaniami na tym polu, ale dopiero prezentacja filmu zrobiła na nich wrażenie.

Pokaz, który zmienił historię

Latem 1895 roku bracia Lumière kręcą kolejne filmy, udoskonalając obraz. W końcu decydują się na nazwę wymyśloną dwa lata wcześniej przez Leona Bouly, francuskiego wynalazcę, który nie miał pieniędzy na opatentowanie swojego kinematografu. Dlatego sprzedał prawa do nazwy braciom Lumière. Zanim zdecydowali się oni na pokaz dla publiczności, kilkakrotnie prezentowali swój kinematograf podczas kolejnych zjazdów naukowych. W grudniu Antoine Lumière wynajmuje salę Salonu Indyjskiego Grand Cafe przy Boulevard des Capucines. Louise ma już 10 taśm, 10 kilkudziesięciosekundowych filmów o różnej tematyce: sceny dokumentalne, komiczne, inscenizowane czy rodzinne. Wszystkie zostaną zaprezentowane 28 grudnia podczas płatnego seansu. Trzydzieści kilka osób obejrzało między innymi wspomniane Wyjście robotników z fabryki, Oblanego ogrodnika, Partię kart czy Przyjazd pociągu na stację w La Ciotat, który podobno wywołał wśród widzów panikę. Całe wydarzenie trwało zaledwie 20 minut i choć nie spodziewano się po nim wiele, okazało się, że na zawsze zmieniło historię. Dwa dni po premierze gazety pisały już tylko o tym, a bilety na kolejne seanse wyprzedawały się natychmiast. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 51-52/2025