Gratulacje Księże Kardynale. Archidiecezja krakowska ma…
– Gratulacje nie. Życzenia – przyjmuję.
… wybitnych poprzedników, ma swoich świętych. To pole godzenia tradycji i kreatywności. Życzę prostych dróg, odważnych ludzi – i nowych wyzwań!
– Będziemy widzieć. Trzeba się modlić. Nie ulega wątpliwości, że Kościół krakowski ma ogromny potencjał. Trochę go znam, ale nie byłem w nim ponad osiem lat. Będę się go na nowo bardzo uważnie uczył. Patrzył, słuchał ludzi. Jest takie powiedzenie: nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki – ale jestem przekonany, że ona nie jest ta sama. Przez tę dekadę zmieniał się cały Kościół powszechny, krakowski razem z nim. Trzeba się będzie na nowo odnaleźć. Jest w innym miejscu niż wtedy, gdy wyjeżdżałem do Łodzi. Trzeba wejść do dawnego/nowego strumienia i dalej płynąć.
Pamiętam mszę pożegnalną w bazylice Mariackiej w 2017 roku. Ksiądz Kardynał został tu ochrzczony. Kościół pękał w szwach, a smutek i żal były takie, jakich nigdy nie spotkałam na stypie.
(Śmiech)
Zmienił się też Ksiądz Kardynał. Czego się nauczył?
– W Łodzi nauczyłem się bardzo wielu rzeczy, jest zupełnie inna niż Kraków. To jest oczywiście ten sam Kościół Rzymskokatolicki, ta sama wiara, ale już jej doświadczenie jednak inne. Dlatego musiałem się dość intensywnie uczyć.
Czego się nauczyłem? Tego, że da się bardzo wiele zrobić. W Łodzi droga od poważnego namysłu i rozeznania do czynu jest stosunkowo nieodległa. W ludziach jest ogromna chęć podejmowania działania, współodpowiedzialności za Kościół. I robienia rzeczy, które w pierwszej chwili wydają się niemal niemożliwe… A one nie tylko się wydarzają, ale stają początkiem – znajdują dalszy ciąg. Dlatego mam wielką nadzieję, że moje odejście niczego tu nie zmieni, bo – jak mówił papież Franciszek – trzeba mieć odwagę inicjować procesy, które później ktoś inny kontynuuje. Jeszcze kto inny potem podsumowuje, zbiera owoce.
Gdybym natomiast miał mówić konkretnie, to nowe i bardzo ważne było doświadczenie synodalności, jakie jest udziałem wszystkich za sprawą Franciszka. W Łodzi Synod o synodalności nałożył się na IV Synod Archidiecezji, który ogłosił jeszcze abp Marek z uwagi na zbliżającą się setną rocznicę jej powstania – synodujemy właściwie cały ten czas. Zwieńczeniem były u nas „synody parafialne”, które trwały od września 2023 roku do czerwca 2025 roku. Powiem nieskromnie, ale prawdziwie, że zazdrości nam ich Kościół powszechny! Niedawno był w Rzymie jubileusz Zespołów Synodalnych. Kard. Mario Grech, sekretarz generalny Synodu Biskupów, powiedział, że „synody parafialne” są wyjątkowe w skali Kościoła globalnego. I tym doświadczeniem trzeba się bardzo dzielić z innymi.
Powiedzmy o tym pomyśle kilka zdań, bo jest autorski Księdza Kardynała, nie ma go… w prawie kanonicznym. Pomaga wdrożyć ustalenia synodu w codzienność, co nie jest mocną stroną Kościoła. Od teorii do praktyki mamy czasem za daleko.
– Jest to ostatni etap Synodu Biskupów i Synodu Archidiecezjalnego. Dokument końcowy IV Synodu Archidiecezji uwzględniał przemyślenia i rozeznania Synodu Biskupów w Rzymie. Był w tym sensie całościowy. W ramach „synodu parafialnego” pracowaliśmy nad tym dokumentem w parafiach. Poszczególne rozdziały (są cztery) najpierw były czytane przez pół roku przez Radę Duszpasterską (funkcjonuje tu w każdej parafii), ewentualnie – przez Zespół Synodalny (był w większości z nich). Potem – czytany przez wszystkich parafian, którzy zostali do tego zaproszeni przez Radę. Chodziło o to, w jakiej mierze dokument końcowy o pewnym poziomie ogólności ma się do realiów lokalnego Kościoła, jakim jest właśnie parafia. Co z tego jest dla niej ważne? Co jest potrzebne, odpowiada na wyzwania i problemy lokalne, a co nie? Część jest adekwatna do innych miejsc, a tu się nie przyda. Celem była adaptacja ustaleń wielkiego procesu synodalnego, który trwał kilka lat, do tej lokalnej wspólnoty i jej konkretnych potrzeb. Muszę przyznać, że rzeczy, do jakich te małe wspólnoty parafialne dochodziły, były bardzo ciekawe. Pojawiło się wiele inicjatyw, które czasem wręcz rozwiązywały problemy. Niektóre były zupełnie nowe, inne – uruchomione ponownie, bo je zarzucono. Mógłbym dużo opowiadać, bo to było piękne doświadczenie, które już ze mną zostanie.
Drugą rzeczą, której się tu uczyłem, jest oczywiście łódzki ekumenizm. Jest to fantastyczna tradycja, sięga pierwszego biskupa łódzkiego żyjącego 100 lat temu – bp. Wincentego Tymienieckiego. Był ekumeniczny na długo przed tym, nim na szukanie jedności odważył się oficjalnie Kościół Rzymskokatolicki (z papieżem Janem XXIII i Soborem Watykańskim II, czyli ponad 60 lat temu).
Łódź jest różnorodna wyznaniowo, więc był to tzw. ekumenizm życia. Naturalny odruch sąsiadów, którzy się różnią, ale żyją razem, obok siebie.
– Trzecią kwestią, którą muszę wymienić, jest zaangażowanie charytatywne. Wrażliwość na osoby potrzebujące i cierpiące jest tu niesłychana. Odkryłem ją tuż po przyjściu do Łodzi, w momencie, kiedy jednej z rodzin mieszkających niedaleko Łodzi spłonął dom. My, to znaczy diecezja, natychmiast go odbudowaliśmy. To, jak szybko ludzie się zmobilizowali, było niesamowite! Z tą rodziną mam kontakt do dziś. Czasami, bardzo rzadko, ale udawało nam się spotkać. Na wejściu miałem więc „w pigułce” start tutejszej aktywności charytatywnej, którą potem mogłem oglądać wielokrotnie. Są obszary pomocy, które uruchomić stosunkowo łatwo, na przykład dla hospicjum dziecięcego, domu samotnej matki. Ich los ludzi porusza. Jest też jednak wielka życzliwość i hojność dla naszej pomocy w Libanie, w Syrii, w Ukrainie. To także było dla mnie piękne doświadczenie.
Zbudowaliście osiedle domków dla uchodźców z Ukrainy.
– Były domki, były karetki kupione dla mieszkańców Ukrainy, gdzie toczy się wojna. Dużo akcji miało miejsce w czasie pandemii. Było ich naprawdę wiele! Cieszę się, że mogłem to wspierać, bo pomagali przede wszystkim ludzie świeccy. W Łodzi jest pierwszy w Kościele w Polsce świecki dyrektor diecezjalnej Caritas… Jako wicedyrektor towarzyszy mu stały diakon. Formacja do diakonatu stałego, jaką otworzyliśmy, to moja kolejna radość.
Śledziłam zawodowo newsy, z pamięci wymienię nowe inicjatywy: diakonat stały, szkoła dla katechistów, przyjęliście do siebie seminarium 35+, Ekumeniczna Szkoła Biblijna oraz Szkoła Liturgii, jedyne w kraju duszpasterstwo dla osób w kryzysach suicydalnych i rodzin osób, które popełniły samobójstwo Papageno Team, Arena Młodych – coroczne spotkania z młodzieżą w Atlas Arenie. Badania socjologiczne Kościoła łódzkiego, co w kraju jest dużą rzadkością. Co roku – konferencje naukowe „Evangelii Gaudium”. Coś pewnie pominęłam, bo działo się non stop.
– Powstało też u nas drugie w kraju seminarium misyjne „Redemptoris Mater”. Jest mi ono bardzo bliskie. Prowadzi je Droga Neokatechumenalna. Pierwsze powstało w Warszawie, dawno temu, jeszcze za kard. Józefa Glempa. Drugie powstało teraz w Łodzi. I powoli będzie dawać nowych księży. Na razie wyszedł z niego jeden ksiądz i jeden diakon, powołania są. Minął pierwszy okres „założycielski”, co roku kończyć je będą kolejni księża.
Moim ukochanym dzieckiem jest Arena Młodych. 26 listopada w południe ogłoszono moją nominację do Krakowa, a wieczorem miałem spotkanie z ekipą, która przygotowuje Arenę na rok 2026. Arena to doświadczenie pracy wspólnej. Przygotowuje ją duży zespół ludzi – w większości młodych. Samo spotkanie robi wielka liczba wolontariuszy. Kiedy ogłaszaliśmy co roku nabór do wolontariatu przy organizacji Areny, zgłaszało się o wiele więcej chętnych niż było trzeba. Ona jest już rozpoznawalna w środowisku młodzieży i to wcale niekoniecznie związanej z Kościołem.
Wspólne przeżycia, działania, dyskusje, troska o diecezję – łączą. Jedną z nowości jest święto wspólnot Kościoła łódzkiego.
– Dzień Wspólnoty Kościoła Łódzkiego – bo tak brzmi oficjalna nazwa – wymyślił jeden z moich współpracowników. Biskup nie jest od tego, żeby samemu non stop mieć pomysły, są inni. Jeśli widzi, że pomysł jest dobry, a czasem więcej niż dobry, ma go wspierać. To była akurat świetna rzecz i mam nadzieję, że będzie kontynuowana.
Były też inicjatywy gigantycznej wagi, które wywołują w Polsce obawy o przyszłość. Chodzi o Niezależną Komisję Historyczną ds. Zbadania Przypadków Nadużyć Seksualnych w Archidiecezji Łódzkiej, która powołana została dekretem z 22 października, ale ogłoszonym 14 listopada. Co z nią będzie?
– Nie czuję żadnego lęku o jej przyszłość. Komisja zaczęła działać, na pewno nie przestanie. Jest komisją niezależną, więc ja się nawet za bardzo nie wypowiadam na jej temat. Tym bardziej – w jej imieniu. Jestem całkowicie spokojny.
Niezależnie od tego, kto zostanie metropolitą?
– Tak. Bez względu na to, kto przyjdzie po mnie do Łodzi, komisja będzie działała.
W piątek podano datę ingresu do katedry wawelskiej: 20 grudnia, godzina 11.00. Tempo zawrotne. Boże Narodzenie w Krakowie na Franciszkańskiej?
– Tak. Nie wiedziałbym, jak mam te święta spędzać w Łodzi. Bo jako kto? Ustaliliśmy to wspólnie z nuncjuszem apostolskim w Polsce, abp. Guido Filipazzim, i abp. Markiem Jędraszewskim. Myślę, że to jest dobra pora na ingres.
Kraków czeka z niecierpliwością. Są już jakieś plany?
– Nie ma żadnych planów, bo naprawdę nie jest tak, że od dawna myślałem „jak ten Kraków dorwać” (śmiech). Nie miałem w sobie żadnych takich ambicji ani pragnień. Nie żartuję mówiąc, że potrzebuję się w tym Kościele od nowa znaleźć, odszukać. Rozejrzeć. Poza tym na pewno nie będę planów tworzył sam. Nie po to uczyliśmy się przez ostatnie lata działać razem, wspólnotowo, żeby przychodził biskup do Krakowa i miał gotowe recepty. Trzeba je rozeznawać w Duchu Świętym (jest obecny, „gdzie dwóch lub trzech spotyka się w imię Moje” [Mt 18, 20]). To byłoby niepoważne! A ja Kraków traktuję poważnie.
A bierze Ksiądz Kardynał pod uwagę to, żeby niezależną komisję ds. badania przypadków wykorzystania seksualnego powołać w Krakowie?
– To też trzeba rozeznać. Wiemy, że idea powołania do życia ogólnopolskiej komisji zrodziła się w dużej mierze w odniesieniu do bardzo łatwych (stanowczo – za łatwych!) oskarżeń kierowanych w przestrzeni publicznej pod adresem Ojca Świętego Jana Pawła II, z okresu, kiedy był biskupem krakowskim. To ja w imieniu Episkopatu występowałem przecież na konferencji prasowej zapowiadając, że trzeba będzie zrobić możliwie najbardziej rzetelne badania historyczne na ten temat. Taka była pierwsza motywacja polskich biskupów (przypomnę, że jednomyślna!) uruchamiania tego procesu. W tym zakresie chyba nic się nie zmieniło. Na dziś nie mam oczywiście konkretnej odpowiedzi, proszę mi dać trochę czasu.
Zobaczymy, co się będzie działo w marcu na posiedzeniu Konferencji Episkopatu Polski, w kwestii powołania ogólnopolskiej komisji. To nie są proste rzeczy. Łódzka komisja została zapowiedziana przeze mnie w lipcu, zaczęła działać po pięciu miesiącach, w listopadzie. Ma do wykonania potężną pracę, co wymaga znalezienia właściwej obsady personalnej itd. W przypadku Krakowa archidiecezja jest o wiele większa, pracy też byłoby kilka razy więcej. Tym bardziej nie można o tym mówić zbyt lekko, to za duża odpowiedzialność. Temat jest po prostu bardzo rozległy, trudny do ogarnięcia. Potrzebuję na to czasu.
Oczekiwanie na nowego metropolitę trwało w Krakowie długo, więc w mediach co chwila pojawiały się plotki. Mówiło się, że może przyjść postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, żeby temat papieża uporządkować. Ale Ksiądz Kardynał jako historyk też miał wkład w proces beatyfikacyjny papieża Polaka.
– Byłem w komisji historycznej jego procesu beatyfikacyjnego. Z plotkami w ogóle nie ma co dyskutować – ja nie zamierzam.
Po ogłoszeniu nominacji pojawiły się komentarze dotyczące zmian na stolicach biskupich. Biskup jest zaślubiony swojej diecezji, więc jak to jest, że po jakimś czasie zmienia swoją oblubienicę?
– Już wcześniej o tym mówiłem i pisałem – sam się z tym zgadzam. Tyle że w Kościele nie da się spraw, które mają bardzo długą tradycję teologiczną, sprowadzić do prostej refleksji, a tym bardziej – oceny. Relacja oblubieńcza biskupa ze swoją diecezją pozostaje ważna, a w tradycji była kluczowa. Dlatego reaguję dość nerwowo, kiedy ktoś mi gratuluje odejścia z Łodzi. Ja nie udawałem bliskich relacji z łódzkimi wiernymi, z tym Kościołem. To dlatego naprawdę tak boli – budowaliśmy tu piękne relacje. Bardzo autentyczne, osobiste, a nie tylko prawne, instytucjonalne. Formalne. Oprócz tego jednak jest drugi wymiar, równie ważny… W Kościele powszechnym jest człowiek, który bierze za niego całą odpowiedzialność – to jest Piotr. Obecny Piotr ma na imię Leon XIV. Decyzja o moim przejściu do Krakowa jest jego osobistą decyzją. A ja jestem kardynałem, jednym z najbliższych współpracowników papieża – dlatego też jestem człowiekiem, który cztery razy przyrzekał w Kościele posłuszeństwo. Ostatni raz Piotrowi w sposób szczególny, właśnie jako kardynał. Więc nie ma możliwości innego postępowania z mojej strony niż zaufanie i posłuszeństwo, jeśli papież wyraża takie, a nie inne rozeznanie. A takie ma! Za nim idę. I to nie zmienia w niczym mojej miłości do łódzkiego Kościoła.
Wymiar Piotrowy jest w Kościele tak samo ważny jak wymiar oblubieńczy. Trzeba dodać (gdy chodzi o obsadzanie biskupstw), że ten drugi przeważał przez pierwsze tysiąc lat Kościoła. Ale przez drugie milenium praktyka przenoszenia biskupów z diecezji do diecezji stała się pewną normą, standardem. Nie jest więc dla mnie łatwe rozstanie z łódzkim Kościołem. Mam świadomość, że Leon XIV także musiał zmienić diecezję, żeby przyjąć najpierw decyzję papieża Franciszka o powołaniu go do Rzymu, a potem wybór kardynałów na konklawe. Gdyby nie to, nie byłoby Leona XIV.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














