Sławomir Mentzen zagłosował przeciw poprawce do ustawy o pomocy Ukrainie, która przewidywała „zakaz propagowania banderyzmu w Polsce”. Zrobił to wbrew głosom reszty klubu Konfederacji. Spotkało się to z ostrym atakiem zgłaszającego poprawkę klubu PiS, zwłaszcza że Sejm ją odrzucił. Dopiero co Mentzen wypominał Ukrainie bardzo hałaśliwie kult Bandery, w tym celu nawet specjalnie pojechał do naszego ogarniętego wojną wschodniego sąsiada.
Konfederaci bronili Mentzena tłumaczeniem, że się pomylił. W końcu on sam zabrał głos, zaprzeczając tym interpretacjom. Odpowiedział ostrym atakiem na PiS, wypominając mu po raz setny dawną ustępliwość wobec prowadzących wojnę Ukraińców. Ale też tłumaczył, że jest bezwzględnym zwolennikiem wolności słowa. „Każdy ma prawo robić z siebie idiotę” – to jego motywacja.
Ta wymiana zdań to część wojny propagandowej między PiS i Konfederacją, jaka rozpętała się wkrótce po wspólnym – w finale – przeforsowaniu Karola Nawrockiego na prezydenta. Obie strony prześcigają się teraz w przekonywaniu, jak bardzo nie są na siebie skazane, jak bardzo się nie lubią i jak mocno się różnią. Stąd od razu pojawiły się w necie spiskowe teorie, że głosując razem z koalicją, Mentzen chciał pokazać, że chce w przyszłości sojuszu z Koalicją Obywatelską, a nie z Kaczyńskim.
Ale ten spór ma znaczenie merytoryczne. Mentzen ma o tyle rację, że ustanawianie kar za poglądy, za słowa powinno być w demokracji czymś absolutnie wyjątkowym.
Naturalnie wolność słowa nie jest zarazem wartością absolutną. Nie sprzeciwiam się swoistej prawnej delegalizacji nie tylko publicznego głoszenia, ale nawet obrony nazizmu czy komunizmu. Mamy taką delegalizację wpisaną do konstytucji. Nie sprzeciwiam się, choć to zapis symboliczny, w dużej mierze martwy. Syn posłanki Lewicy Wandy Nowickiej, broniący zbrodni Stalina, nie poniósł odpowiedzialności, choć go na chwilę zatrzymano. Nie chciano, jak rozumiem, produkować męczennika.
Z banderyzmem mamy kłopot dodatkowy. Stepan Bandera nie stworzył autorskiej ideologii, żadnej teorii. To był po prostu ukraiński nacjonalizm zaprawiany sympatią do dyktatury i fascynacją III Rzeszą. Co to miałoby oznaczać dzisiaj? Czy pochwalanie lub obronę samej tej postaci, choć przecież to jeszcze nie propagowanie? I na dokładkę, czy pójść z tym jeszcze dalej? Represjonujemy za flagę? Za hasło „Sława Ukrainie”, które nie było przecież wymysłem ani własnością OUN–UPA? Ale tak jest dzisiaj przedstawiane.
Co napisawszy, przyznam, że rozumiem trochę emocje stojące za takim symbolicznym zapisem. Mamy coraz bardziej toksyczny żal do Ukrainy, że nie umie się odciąć od tamtej przeszłości. Że nie tylko Bandera, ale i przywódcy OUN, którzy zaplanowali zbrodnię wołyńską, są traktowani jako bohaterowie przez część narodu ukraińskiego (dla innej części pozostają nieznani i obojętni). Ten ustawowy „zakaz propagowania” zaproponowany najpierw przez prezydenta Nawrockiego, potem przez PiS, to swoisty odwet za to.
Tyle że to wszystko eskaluje właśnie wtedy, kiedy Ukrainie należałaby się szczególna solidarność i pomoc przeciw Rosji. Jeśli nie z sympatii, ta niestety wystygła, to z prostego rachunku zysków i strat. Jeśli Ukraina zostanie uzależniona przez Kreml, Polska może stać się kolejnym przedmiotem presji Putina. Może nie zbrojnej agresji, ale prowokacji mających ją skłonić do większej uległości. Przepis o banderyzmie to przecież część przykręcania Ukraińcom w Polsce śruby, odbierania im czegoś, co dziś jest nazywane „nieuprawnionym przywilejem”. W takiej atmosferze będzie coraz trudniej o antyrosyjską współpracę obu narodów.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













