Czy możemy jeszcze ufać naszym sojusznikom

Chiny nie atakują Stanów Zjednoczonych, nie wypowiadają jej wojny, więc wciąganie całego NATO w konflikt z Pekinem to ze strony Trumpa szantaż
Czyta się kilka minut
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz

Wtargnięcie do polskiej przestrzeni powietrznej dwudziestu rosyjskich dronów wojskowych otwarło nowy rozdział naszego członkostwa w NATO. I płyną z tego zarówno dobre, jak i niepokojące wnioski.
Z tych dobrych – trzeba stwierdzić, że obrona sojusznicza zadziałała. Po tym, jak nasze wojsko zorientowało się o skali zagrożenia, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych zareagowało wzorowo – zamknięto przestrzeń powietrzną nad wschodnią Polską, by lotnictwo wojskowe mogło bezpiecznie operować, polskie i holenderskie myśliwce patrolowały niebo, samoloty tankowano w powietrzu z natowskich latających cystern, niebo patrolował polski samolot wojskowy, naszpikowany radarami i włoski AWACS. Drony, które uznano za zagrożenie, zostały zestrzelone.
Polska poprosiła o posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, które odbyło się w piątek 12 września. Kraje Zachodu (nie tylko z NATO, ale też Japonia, Australia czy Nowa Zelandia) w pełni się z nami solidaryzowały. Nasz rząd poprosił również o konsultacje w trybie artykułu 4 Paktu Północnoatlantyckiego, gdzie na wniosek państwa, którego bezpieczeństwo zostało naruszone, sojusznicy podejmują decyzje, jak wzmocnić jego potencjał obronny. Natychmiast sekretarz generalny NATO ogłosił uruchomienie programu „Wschodni obrońca”, w ramach którego zwiększono obecność lotnictwa państw sojuszu na wschodniej flance, a szczególnie w Polsce. Przedstawiciele USA, zarówno przy ONZ, jak i w NATO, dawali nam pełne wsparcie. I mówili wszystko to, co my uważaliśmy za słuszne.
Inaczej jednak mówił sam prezydent USA Donald Trump. I tu dochodzimy do sygnałów niepokojących. Wbrew stanowisku swojego sekretarza stanu Marca Rubio, potępiającego działania rosyjskie, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną, prezydent uznał, że to mogła być tylko pomyłka. W kolejnych dniach znów zasugerował, że wojnę rozpoczął prezydent Wołodymyr Zełenski. I znów w jego wypowiedziach było wszystko, tylko nie jednoznaczne potępienie rosyjskiej agresji na Ukrainę, która jest źródłem całego nieszczęścia. W kolejnych dniach Trump opublikował list do członków NATO, w którym – słusznie – wezwał do natychmiastowego zaprzestania kupowania rosyjskich surowców i nałożenia na ten kraj radykalnych sankcji, a także surowych sankcji na kraje, które utrzymują z Rosją kontakty handlowe – a więc przede wszystkim na Chiny. Wygląda więc na to, że pod pretekstem zmuszenia Rosji do zaprzestania agresji na Ukrainę amerykański przywódca chce wciągnąć całe NATO w wojnę handlową z Chinami, co jeszcze od czasów pierwszej prezydentury było jego ważnym celem. Oczywiście namawianie państw NATO, które domagają się reakcji USA na wojnę, jest słuszne. Ale list Trumpa stawia je w trudnej sytuacji. Europa jest w stanie całkiem zrezygnować z rosyjskich surowców (dawno już powinna to zrobić), ale Chiny nie atakują Stanów Zjednoczonych, nie wypowiadają jej wojny, więc wciąganie całego NATO w konflikt z Pekinem to ze strony Trumpa szantaż. W dodatku coraz trudniej zorientować się w sprzecznych komunikatach płynących od samego Trumpa i od jego administracji. Stąd pytanie, czy możemy ufać jego sojuszniczym obietnicom, pozostaje niestety aktualne.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2025