W nocy z 9 na 10 września 19 dronów naruszyło polską przestrzeń powietrzną. Od razu poszła za tym propaganda Kremla: to drony z Ukrainy, która wciąga Polskę do wojny; nie mogą być z Rosji, bo nie mają takiego zasięgu itd. Co Pan na to?
– To były drony rosyjskie. Zostały wykryte przez stacje radarowe, nie tylko nasze, ale i trzy potężne, znajdujące się na naszym terytorium radary NATO, dzięki którym możemy obserwować przestrzeń powietrzną aż do Uralu. Dokładnie widzieliśmy trasę ich przelotu i wiemy, skąd wyleciały. Poza tym wiemy, jakich dronów używa Ukraina, a jakich Rosja, i te, które do nas przyleciały, były dronami rosyjskimi. Ludzie, którzy wątpią w to, że były to drony rosyjskie, to tzw. pożyteczni idioci Kremla.
Druga kwestia: to nie było pierwsze takie wydarzenie. Poprzednio Rosjanom chodziło o to, by ominąć ukraińską ochronę przeciwlotniczą i choćby przy okazji ataków na Lwów zaatakować z tej strony, z której Ukraińcy nie mają pokrycia radarowego. Drony naruszały więc naszą przestrzeń, ale nigdy nie na taką głębokość i nie w takiej ilości. Słowem – wiemy, że to było celowe działanie. Nawet zakładając, że ich systemy nawigacyjne mogły być zakłócone przez systemy walki radio-elektronicznej, one nie doleciałyby przypadkiem aż do choćby województwa łódzkiego.
Polska reakcja była dobra? Skuteczna?
– Tak. Niektórzy mówią, że nie zestrzeliliśmy wszystkich dronów; procent zestrzelonych jest faktycznie bowiem niższy, niż mają w takich sytuacjach Ukraińcy. Tyle że to nie jest wcale dowód naszej słabości. Nasza obrona przeciwlotnicza, inaczej niż ukraińska, nie działa w trybie wojennym. Chodziło też o to, by Rosjanie nie mogli, obserwując naszą reakcję, dowiedzieć się zbyt wiele o naszych systemach. Dlatego zestrzelono tylko te, które stanowiły realne zagrożenie. Pomijam, że spadająca rakieta przeciwlotnicza mogłaby narobić więcej szkód niż spadający dron.
Rosjanie mieli dwa cele. Oczekiwali na jakieś pęknięcia wewnątrz NATO. To im nie wyszło, choć oczywiście reakcja Donalda Trumpa nie może nas zadowalać. Ogólnie jednak NATO zdało egzamin – drony zestrzeliwały nie tylko polskie, ale też holenderskie myśliwce. Rosji został wysłany sygnał. Polska nie musiała się bronić sama! Rosja liczyła również na to, że przy wielkim poziomie partyjnej nienawiści, jaki jest w Polsce – i to z obu stron – da się nas podzielić. Zimna wojna polsko-polska osiąga taką skalę, że gdybym był Putinem, sam bym spróbował to wykorzystać. Na szczęście zarówno premier Donald Tusk, jak i prezydent Karol Nawrocki zareagowali zgodnie i zachowali się lepiej, niż można było się spodziewać. My czasem się kłócimy, lecz w kluczowym momencie umiemy się dogadać. Plan Putina się nie udał.
Obok naszej granicy trwają białorusko-rosyjskie manewry wojskowe Zapad. Były wcześniej wstępem do napaści na Ukrainę. Jest się czego bać?
– Manewry Zapad, po których Rosjanie zaatakowali Ukrainę, miały bez porównania większą skalę. W tych uczestniczy 13 tys. żołnierzy. Niektórzy doliczają manewry mające miejsce w głębi Rosji. Nas jednak interesuje to, co się dzieje przy granicach NATO. 13 tys. żołnierzy to nie jest potencjał, który pozwala wyprowadzić atak. Dalszych prowokacji – np. śmigłowca, który wleci w przestrzeń państw bałtyckich – można się spodziewać, ale wojna nam nie grozi. Rosja nie ma poważniejszych sił lądowych, które nie są już zaangażowane w wojnę z Ukrainą. Dlatego wszyscy, którzy w Polsce mówią: ta wojna nie jest nasza, mówią od rzeczy. Bo ta wojna jest naszą wojną w tym właśnie znaczeniu, że tak długo, jak Ukraina się broni, tak długo Rosjanie nie są w stanie napaść na nas.
Kryzys dronowy to tylko kolejna prowokacja?
– Jak zareagowały złotówka i giełda? Złotówka – słabiej, niż kiedy Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych zmieniła oprocentowanie wkładów w USA. Giełda też zareagowała spokojnie – zmiany były na poziomie codziennej korekty. Na giełdzie operuje się miliardami dolarów, a w ocenie sytuacji doradzają wielkim funduszom byli prezydenci, premierzy, szefowie służb wywiadowczych – eksperci, którzy jak nikt znają subtelności polityki międzynarodowej. Jeśli byłby sygnał – Polskę czeka wojna, widzielibyśmy to na giełdzie, bo rynki finansowe na zagrożenie reagują natychmiast. Wojna nam nie grozi. Ale zbroić się trzeba.
---
Witold Jurasz
Dziennikarz i publicysta Onetu zajmujący się polityką zagraniczną i bezpieczeństwa. Autor książek o Rosji i Białorusi. W przeszłości dyplomata w Moskwie i chargé d’affaires RP na Białorusi. Pracował też w branży zbrojeniowej
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














