Jak ocenić działania USA?

Polityka zagraniczna, tak jak ja ją rozumiem, nie polega na byciu spójnym etycznie, ale na tym, że czasem, gdy wymaga tego interes państwa, jedno myślimy, a drugie mówimy.
Czyta się kilka minut
RYS. ZOSIA KOMOROWSKA/PK
RYS. ZOSIA KOMOROWSKA/PK

Donald Trump znów zaskakuje świat, realizując cele międzynarodowe za pomocą siły. Porwał Nicolasa Maduro ze stolicy Wenezueli, zginęło kilkadziesiąt osób. Według Pana to bandytyzm i imperializm, z czym zgadza się duża część świata, dla innych to wprowadzanie demokracji. Jak to w miarę obiektywnie ocenić?   

– Nie widzę tu sprzeczności. Amerykanie, owszem, obalali dyktatora, ale zarazem dopuścili się zbrojnej napaści na niepodległe państwo. Przede wszystkim jednak mnie jako Polaka mało interesuje stan demokracji w Wenezueli. Rządy Maduro były katastrofą, on sam był uzurpatorem. Ale z perspektywy Polski kluczowe jest to, czy bilans działań USA na arenie międzynarodowej jest korzystny dla nas. Nie jest. Rosja otrzymała sygnał, że prawo międzynarodowe nie ma znaczenia. Co prawda Władimir Putin i tak się nim nie przejmował, ale jego istnienie było kluczowe dla utrzymania kluczowego dla nas sojuszu Europy z USA. W naszym interesie jest to, żeby świat nie rządził się prawem dżungli, bo to opłaca się tylko mocarstwom. My mocarstwem nie jesteśmy. Poza tym Zachód nie może stać się pustym pojęciem. Jeżeli Stany Zjednoczone zamierzają za pomocą siły przejąć Grenlandię, może to oznaczać koniec NATO, a to byłaby dla nas katastrofa.

Czy rozumieją to Polacy zapatrzeni w Trumpa? Wielu broni go, bo ten podziela ich poglądy na aborcję czy ruch LGBT…

– Po pierwsze, to wcale nie sądzę, by aż tak je podzielał, skoro fotografuje się z tęczową flagą. Po drugie, entuzjaści Trumpa zapominają, że nasza wiara w USA była w istocie wiarą w kraj prezydentów Trumana, Eisenhowera, Kennedy’ego, Johnsona, Cartera, Forda, Reagana, Busha i Clintona – przywódców, którzy prowadzili politykę dokładnie odwrotną od tej, którą prowadzi Trump. Polscy zwolennicy Trumpa najwyraźniej są zdania, że wszyscy oni byli słabeuszami i naiwniakami. Tylko że to ci słabeusze wygrali zimną wojnę i to ci naiwniacy uczynili USA liderem wolnego świata. Nie byli święci, ale nie przekraczali pewnych granic. I inaczej niż Trump nigdy nie wykazywali sympatii wobec Moskwy.

Polska historia nauczyła nas widzieć politykę w sposób uproszczony. Jak za zimnej wojny: siły ciemności walczą z USA, będącymi ostoją wolności. Stany Zjednoczone pod wodzą Trumpa przestają być punktem odniesienia. Spora część Polaków tego nie zauważa.

– Fascynacja Trumpem polskiej prawicy, w tym szczególnie Prawa i Sprawiedliwości, jest zadziwiająca. Już pomijam wątek rosyjski, ale Trump nie zaprowadza demokracji w Wenezueli. On się dogaduje z wenezuelskim Kiszczakiem i Siwickim, a nie z demokratyczną opozycją. Mamy kłopot z obiektywnym myśleniem o Stanach. Liberalną i prawicową Polskę łączy to, że ich wiedza o USA sprowadza się mniej więcej do epoki Ronalda Reagana, jakby niczego nie było ani wcześniej, ani później.

Idealizujemy ten kraj?

– Nie rozumiemy go. Liberałowie wierzą, że jedynym modelem kapitalizmu jest reaganomika. W związku z tym trzeba deregulować, co tylko się da, najlepiej wszystko sprywatyzować, „śmieciówki” są dobre, bogaci niech się bogacą, a biedniejsi „niech wezmą kredyt”, jak powiedział kiedyś Bronisław Komorowski. Niestety tak samo zaczadzona ideologicznie, tylko w innym aspekcie, jest prawica, której się wydaje, że twardzi wobec Moskwy to są Republikanie, którzy kojarzą im się z Reaganem. W rzeczywistości twardsi wobec Moskwy byli zawsze Demokraci, od Trumana zaczynając, przez Cartera, który zmienił doktrynę nuklearną USA, aż do Clintona, dzięki któremu jesteśmy w NATO. Sam zaś Reagan, no cóż, tu też mamy przecież dwa etapy, czyli najpierw „gwiezdne wojny”, a potem układanie się w Gorbaczowem.

Stany Zjednoczone są oczywiście naszym sojusznikiem. Jako publicysta uważam to, co Amerykanie zrobili w Wenezueli, za przejaw międzynarodowego imperializmu i bandytyzmu. Zakładając jednak, że byłbym urzędnikiem, a nie dziennikarzem i miałbym napisać wystąpienie prezydentowi lub premierowi, napisałbym, że popieramy działania USA, albo coś, co byłoby tak obłe, że nikt by nie wiedział, czy jesteśmy za, czy przeciw. Polityka zagraniczna, tak jak ja ją rozumiem, nie polega na byciu spójnym etycznie, ale na tym, że czasem, gdy wymaga tego interes państwa, jedno myślimy, a drugie mówimy. 


Witold Jurasz – Dziennikarz i publicysta Onetu zajmujący się polityką zagraniczną i bezpieczeństwa. Autor książek o Rosji i Białorusi. W przeszłości dyplomata w Moskwie i chargé d’affaires RP na Białorusi. Pracował też w branży zbrojeniowej.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2026