Przestrzeń spotkania

Prostota i szczerość, zamiana pogoni za wielkim show na intymne spotkanie, w trakcie którego nie tylko się słucha, ale i słyszy, nie tylko patrzy, ale i widzi – taki jest najnowszy album Jona Batiste’a.
Czyta się kilka minut
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Pamiętają Państwo Beethovena w wydaniu bluesowym, o którym pisałam na początku roku? („Przewodnik” 7/2025). Daleko za jego półmetkiem (roku, nie Beethovena) postanowiłam przywołać Jona Batiste’a po raz drugi. I wcale nie tylko dlatego, że tytuł jego najnowszej płyty to jedna z moich naczelnych afirmacji na nadchodzące miesiące.
Album Big Money to dość krótka, bo trwająca ledwie ponad pół godziny, ale intensywna podróż. Materiał, który na nim usłyszycie, nie był jednym z tych, który nagrywany wielokrotnie do późnych godzin nocnych, szlifowany był przez zastępy realizatorów dźwięku. Znaczna część utworów powstała podczas koncertów live, a powodem, dla którego Batiste zdecydował się umieścić je na płycie w takiej postaci, była chęć uchwycenia energii, która im wtedy towarzyszyła, i przede wszystkim – pragnienie ukazania prawdy. Tej w emocjach i tej w muzyce, która również i na nich się opiera. Zagadnienie prawdy w muzyce mogłoby rozpalić na zjeździe muzykologów niejedno grono dyskusyjne i podejrzewam, że wachlarz wniosków rozpinałby się między ontologią „czym jest prawda”, psychologią „to zależy” i estetyką „piękne jest to, co…”. Ja jednak nie chciałabym dziś zapuszczać się tak daleko, ale pragnę opowiedzieć państwu, dlaczego warto sięgnąć po ten krótki album o duchowym wymiarze i społecznym przesłaniu.

Trzy powody
Powód pierwszy – eklektyzm: Batiste określił repertuar Big Money jako „New Americana”. To szerokie pojęcie obejmuje tradycje muzyczne Stanów Zjednoczonych – bogatą, różnorodną i gęstą tkaninę, której splot w podobnym stopniu tworzy soul, folk, blues, jazz gospel i funk. Każdy z tych gatunków jest nośnikiem historii nie tylko o korzeniach Ameryki, ale i o jej wielokulturowej tożsamości.
Powód drugi – instrumentarium. Można by pomyśleć, że reprezentacja takiej muzycznej różnorodności wymagać będzie wykorzystania szerokiego spectrum instrumentów – od bluesowych zespołów przez chóry gospel aż do jazzowych big-bandów. Batiste puszcza nam tu oko i pokazuje – hej, można to zrobić inaczej. Fortepian, skrzypce, mandolina. Prosto, treściwie, intymnie. Kiedy słucham Do it all again, czuję klimat małego, zadymionego klubu, na którego środku tłoczą się drewniane stoliki i na którego tyłach barman rozlewa drinki, nakładając na płynące ze sceny brzmienia odgłosy stukającego szkła. Petrichor włączam w aucie, przez którego otwarte okna wpada rześki wiatr o zapachu ziemi po deszczu; zatrzymuję się na skrzyżowaniu i wystukuję rytm o kierownicę, uśmiechając się do kierowcy, który stoi po mojej prawej, i przechodniów, niespiesznie pokonujących pasy. Maybe słucham rano, kiedy z kubkiem kawy wychodzę na taras. Dzień jeszcze sam jest w piżamie i ręczniku na głowie – wie, że jeszcze nie musi się spieszyć. „Or maybe we should all/ Just take a collective pause”…?
Powód trzeci – współpraca. Na płycie pojawiła się trójka gości: Randy Newman i jego charakterystyczny głos, który otwiera Lonely Avenue, Andra Day w rozpoczynającym cały album czułym Lean on my love i No ID, który wieńczy płytę utworem Angels w klimacie reggae. Delicja!

Metafora
Big Money to metafora – Batiste spojrzał na nią przez pryzmat siły, która kształtuje relacje społeczne i polityczne. W jego tekstach jak w lustrze odbijają się tematy odpowiedzialności za otaczającą nas rzeczywistość, wspólnotowości przeżyć, solidarności, duchowości i czegoś, co dla wielu z nas stanowi najbardziej wyraźny z kompasów – miłości. Swoją muzyką Jon otwiera przestrzeń do spotkania i rozmowy – pełnej zrozumienia, ciekawości i chęci nawiązania relacji opartej na czymś więcej niż tylko wymianie informacji albo potrzebie udowodnienia, czyjej racji najbliżej jest absolutowi.
Co ciekawe – ten minimalistyczny i bardzo osobisty album miał swoją premierę w wydaniu zgoła odmiennym – koncert odbył się w Saratoga Springs, gdzie Batiste wystąpił z Filadelfijską Orkiestrą Symfoniczną. Połączył w ten sposób dwa światy – ten, który opiera się na kameralnym spotkaniu twarzą w twarz, i ten, w którym rozmach orkiestrowego brzmienia sprawia, że czujemy się jak w bajce. Nie wiem, jak Państwo, ale ja odczytuję to jako kolejną warstwę metaforycznego znaczenia jego płyty. Jeśli mamy w sobie prawdę, obroni się w każdych warunkach. Na nadchodzącą jesień zaplanowana jest trasa koncertowa Big Money Tour: Jon Batiste Plays America, podczas której JB odwiedzi 30 miast w Stanach Zjednoczonych. Jak obiecuje, każdy z koncertów będzie inny, mocno oparty na improwizacji i bliskiej relacji ze słuchaczami.

---

Prostota i szczerość, zamiana pogoni za wielkim show na intymne spotkanie, w trakcie którego nie tylko się słucha, ale i słyszy, nie tylko patrzy – ale i widzi. Muzyka w tym wydaniu jest dla mnie czymś, o czym chciałabym opowiadać wszystkim, wszędzie i na wszystkie sposoby. Nic jednak nie sprawi, że stanie się ona państwu tak bliska, jak decyzja o tym, by włączyć play i przekonać się o tym osobiście. To co? Na trzy-czte-ry?

---

Big Money
Jon Batiste
Decca Records 2025

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2025