Sto lat przed tym, zanim się pojawiła ona – bohaterka naszego spotkania – świat mierzył się już z III Symfonią Es-dur op. 55 Beethovena, zwaną Eroicą.
Geniusz odrzucony
Dziś myślimy: no tak, Ludwig van, ostatni z klasyków wiedeńskich, dokonał Rzeczy Wielkich. Dziewięć symfonii, w tym ostatnia pisana już po całkowitej utracie słuchu (polecam siąść do niej z pełną świadomością tego faktu i posłuchać jej tak, jak jemu nigdy nie było to dane – geniusz przestaje być wtedy pusto-wielkim słowem, a staje się czymś, co zdaje się niewystarczające), legendarna Oda do radości jako jej zwieńczenie, kultowa Piąta, której motyw znają niemal wszyscy, i jeszcze przecież romantyzm. Prekursor, wirtuoz fortepianu, odważny eksperymentator i twórca wspomnianej już Eroiki, która – choć dzisiaj doceniana w pełni –
w czasie swojej premiery musiała przedrzeć się przez niejeden szlak, na początku którego widniały wielkie, ostrzegawcze „zbyty” – zbyt nowatorska, przełomowa, odstająca od tego, do czego przywykło już nasze rozsmakowane w klasycyzmie ucho. Marsz żałobny w części drugiej, zamiast zwyczajowej pieśni lub wariacji? Wariacje w finale zamiast tradycyjnego ronda albo allegra sonatowego? Dziś znamy konsekwencje tych decyzji, wiemy, do czego one doprowadziły, ale wtedy było to dalekie od oczywistego. Beethoven zrewolucjonizował myślenie o symfonii i sprawił, że stała się ona jeszcze bardziej imponującą, monumentalną formą. Co by było, gdyby skupił się na niepochlebnych opiniach osób niegotowych na zmianę i skończył pisać wypalony ogniem krytyki Trzeciej? Cisza.
Idźmy dalej i przenieśmy się do roku 1913. Wyobrażają sobie Państwo tak skandaliczną partię fagotu, że staje się ona pośrednią przyczyną zamieszek? Tak „brutalny” i „dziki” rytm, że co bardziej wstydliwe damy chowają twarze za wachlarzami? Tak gorszącą tematykę baletu opartego na pogańskim obrzędzie prasłowiańskiej religii, że aż wyrywane zostają krzesła? Jeśli nie, Święto wiosny Igora Strawińskiego poleca się Państwa uwadze. Dziś jeden z najważniejszych baletów XX wieku, kiedyś – powód oburzenia grona krytyków, niezrozumienia szerokiej publiczności i smutku samego Artura Rubinsteina, który po premierze opuścił paryski teatr Des Champs-Elysees w poczuciu głębokiego nieszczęścia. Oburzało wszystko: pogańska tematyka, rytmika, na której barkach spoczywała odpowiedzialność kształtowania i rozwijania myśli muzycznej, krótkie frazy, zmienne akcenty, intensywna instrumentacja, ostre dysonanse. To, co dziś nas zachwyca i w czym upatrujemy unikalnej ponadczasowości (otwierającej nas na różnorakie polityczno-kulturowe interpretacje), wtedy było zbyt ciężkie, niezrozumiałe, nowe.
Chciałam zwrócić Państwa uwagę na (być może) banał, ale jeden z tych, które – głęboko wierzę – potrafią przeformatować nasze myślenie o muzyce, w szczególności o muzyce klasycznej. Kierując wiązkę światła na geniuszy, którzy wypuszczając na świat swoje wielkie dzieła, niejednokrotnie mierzyli się z całkowitym odrzuceniem, brakiem zrozumienia czy akceptacji, skupiamy się na ludzkim obliczu tego, o czym przywykliśmy myśleć w kategoriach pomnikowych. Doskonali się urodzili i doskonale zmarli, a pomiędzy – pisali jedynie Muzykę Idealną. Czy w istocie tak było – to rzecz subiektywna, zakrawająca o znaczenie i etymologię ideału i trochę też przyziemną kwestię gustu.
Napięcia, kontrasty, niejednoznaczności
Z pewnością jednak pisali prawdziwie, tak jak potrafili i tak jak czuli, a skoro o czuciu mowa, musi pojawić się nazwisko Gustava Mahlera. Powód pierwszy – II Symfonia c-moll (Symfonia Zmartwychwstanie), najbardziej popularne z jego dzieł. Jeśli chcą Państwo przekonać się o tym, co człowiekowi potrafi zrobić otwierająca całość partia gęstych, ciemnych smyczków (kontrabasy!), Allegro maestoso przychodzi z odpowiedzią. Nie mam potrzeby wprowadzać Państwa w temat bardziej – smyczki zrobią to same doskonale.
Powód drugi – Adagietto z V Symfonii, będące z kolei najczęściej wykonywanym (i zarazem najbardziej komercyjnym) z jego utworów. Mahler nie bez powodu wraca tu do nieco bardziej wokalnego charakteru, który można było usłyszeć w jego poprzednich symfoniach. Adagietto jest listem miłosnym, napisanym do żony kompozytora, Almy. I choć na przestrzeni ostatnich 120 lat wykorzystywane było na szereg sposobów – od reklam przez pokazy łyżwiarstwa figurowego do oprawy muzycznej podczas mszy żałobnej ku pamięci Roberta F. Kennedy’ego – dla wielu było i zawsze już będzie jednym z najpiękniejszych wyznań miłosnych w historii muzyki.
Powód trzeci – VII Symfonia, ukończona latem 1905 roku. „To moje najlepsze dzieło, pełne pogodnego charakteru” – napisał kompozytor, ukończywszy swoją najbardziej eksperymentatorską i niepowtarzalną symfonię. Choć pozbawiona jest spisanego programu (który towarzyszył jej poprzedniczkom), Mahler zostawił wskazówki, które prowadzą nas w sam środek nocy. Symfonia składa się z pięciu części, spośród których II i IV opatrzone zostały nazwą „Nachmusik” – „nocna muzyka”, III zaś „Schattenhaft”, co tłumaczyć można jako „cieniście” albo „jak z cienia”. Te dwa określenia w połączeniu z często przywoływaną inspiracją Strażą nocną Rembrandta wystarczyły, by krytycy zaczęli postrzegać i interpretować tę symfonię jako odzwierciedlenie nocnych zdarzeń, obramowanych pierwszą i ostatnią częścią rozumianą jako okalający noc dzień. Brak programu daje odbiorcy niemal pełną swobodę w wykreowaniu własnej opowieści na temat tego, co słyszy, i wcale nie musi być to opowieść linearna. Czy w istocie jest to noc, a jeśli tak – jaka ona jest? Spokojna i łagodna, pełna żądzy i tęsknoty, czy raczej mroczna i niepokojąca? To, że Mahler uznał swoje dzieło za pogodne, to jego – Państwo mogą w nim usłyszeć coś zgoła innego.
13 marca ukazało się najnowsze nagranie orkiestry Tonhalle-Orchester Zürich pod dyrekcją Paavo Järviego, jednego z czołowych estońskich dyrygentów, który słynie z charyzmatycznych, a przy tym niezwykle precyzyjnych interpretacji repertuaru symfonicznego. Tym razem sięga po Mahlera i jego VII Symfonię – dzieło nieoczywiste, wymykające się prostym klasyfikacjom, balansujące między światłem a cieniem. To wykonanie nie próbuje jej „oswoić” ani uprościć; przeciwnie – wydobywa jej wewnętrzne napięcia, podkreśla kontrasty i pozwala wybrzmieć temu, co w niej najbardziej niejednoznaczne. Dzięki temu jest to nagranie, po które warto sięgnąć nie tylko po to, by „posłuchać Mahlera”, ale by spróbować usłyszeć tę symfonię na nowo – być może inaczej niż dotąd.
Historia muzyki nie zawsze jest historią natychmiastowego zachwytu, częściej – historią oporu i determinacji. III Symfonia Beethovena, Święto wiosny Strawińskigo, VII Symfonia Mahlera – każde z tych najpierw zostało mniej lub bardziej odrzucone, a dopiero potem – zrozumiane, przyjęte i uznane za wielkie. Być może dlatego każde nowe nagranie, każda kolejna interpretacja nie jest jedynie powrotem do znanego repertuaru, lecz niemal całkiem nową jakością, która pozwala nam odkrywać nowe prawdy – o sobie, o świecie i o muzyce: nie tej zaklętej w marmurowym pomniku dostępnym tylko dla wybranych, ale tej bliskiej i prawdziwie żywej.
Mahler: Symphony No. 7
Tonhalle-Orchester Zurich pod dyrekcją Paavo Järviego
Alpha Records S.A. 2026
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













