Udało się, dotrwaliśmy. Marzec przynosi to, co za czym tak wielu z nas tęskniło. Dłuższe dni, błękitne niebo, nieśmiało kiełkującą feerię barw i zapachy: rześkiego powietrza, świeżej trawy, kwitnących pączków, generalnie – zapach życia.
W związku z nadciągającym nowym początkiem, pomyślałam, że może warto by było w pewnym stopniu… zaktualizować oprogramowanie. Wrócić do ustawień fabrycznych i zobaczyć, ile z nich nadal nadaje się do zaaplikowania w codzienności, a z iloma z nich lepiej byłoby się już rozstać. Czyli tym razem zapraszam do rozmyślań o tym, nie czego warto słuchać, a jak warto do tego słuchania podejść dziś, w dobie sztucznej inteligencji i w rzeczywistości, która przypominając długodystansowy bieg przez płotki, coraz mniej daje nam czasu na oddech.
Chat bez gustu
To, że coś jest na wyciągnięcie ręki, niekoniecznie oznacza, że ta ręka musi zostać przez nas faktycznie wyciągnięta. Żyjemy w czasach, w których sztuczna inteligencja coraz częściej dochodzi do głosu, w wielu przypadkach stając się niemal równoważnym partnerem do „rozmowy”. Nie ustaje debata o tym, kogo i jak szybko AI pozbawi pracy oraz w jakie kompetencje należy się uzbroić, by nie zostać w tyle nie tylko na rynku pracy. Ustaje za to pewien rodzaj samodzielności, sprawczości i kreatywności – nawet tej, którą wykorzystujemy przy tak błahych czynnościach jak napisanie mejla, stworzenie krótkiego komunikatu czy wysłanie imieninowych życzeń. Nie twierdzę, że Chat GPT nie może być użyteczny – tempo, z jakim rozprawia się z bardzo odtwórczymi, a często niezbędnymi aspektami wielu działań, jest nie do przecenienia. Podchodząc krytycznie do jego wytworów i karmiąc go uprzednio odpowiednimi informacjami, jesteśmy w stanie stworzyć dla siebie całkiem pomocnego asystenta, którego praca może przyczynić się do uwolnienia naszych zasobów. Chat GPT jest (aż i tylko) opartym na modelu językowym programem komputerowym, który może przeczytać nasze pytania, podjąć próbę zrozumienia ich sensu i kontekstu, i wygenerować odpowiedź, bazując przy tym na wzorach, które go trenowały. Może też wykonać pracę (od?)twórczą – wygenerować nam grafikę i zdjęcie, wideo i audio.
Pracując nad tym tekstem, zadałam mu pytanie o to, jaka byłaby muzyka, którą by stworzył. „To zależy od tego, po co i dla kogo miałbym ją stworzyć. Sam z siebie nie mam gustu ani potrzeb twórczych. Nie «czuję», że chcę napisać balladę, techno czy kwartet smyczkowy. Gdy generuję muzykę (albo opis muzyki), robię to jako odpowiedź na Twoje kryteria – nastrój, funkcję, odbiorcę, sytuację”. Pociągnęłam wątek, pytając, czy muzyka stworzona przez niego, byłaby naprawdę „jego”. Odpowiedział: „Nie. Byłaby raczej wynikiem statystycznych przewidywań, jakie dźwięki ludzie uznają w danej sytuacji za pasujące, poruszające, typowe albo zaskakujące. To bardziej rekombinacja stylów niż wewnętrzna potrzeba ekspresji. Dlatego często mówi się, że AI świetnie radzi sobie z imitacją, stylem i dopasowaniem do odbiorcy, a gorzej z czymś, co nazywamy artystycznym ryzykiem albo gestem wynikającym z osobistego doświadczenia”.
Jeśli muzyka przede wszystkim ma być wygodna i natychmiast zgodna z naszym gustem, ryzykujemy utratę czegoś bardzo cennego – spotkania z nieznanym. A to właśnie ono najczęściej rozwija naszą wrażliwość i otwiera na nowe, które jak nic innego, potrafi zweryfikować przekonania, na których dotychczas opierał się nasz świat.
Bądźmy ciekawi
Nie ulega wątpliwości, że AI nie miałaby żadnego problemu z „napisaniem” muzyki, ba, coraz częściej widzę na Instagramie zachwyty nad całkowicie wygenerowanymi postaciami artystów i ich utworami. Tylko co tak naprawdę się za tą „twórczością” kryje? Oprócz coraz bardziej imponującej sprawności modelu językowego – jakie emocje i przeżycia, jakie historie? Algorytmy są mistrzami podpowiadania nam tego, co podobne do tego, co już znamy. Najbardziej lubimy te melodie, które już słyszeliśmy – kojarzą Państwo ten cytat, prawda? Problem w tym, że podobieństwo rzadko bywa początkiem przygody. W ten sposób łatwo zamknąć się w estetycznej bańce, w której wszystko brzmi znajomo, i coraz mniej naprawdę nas porusza. To, że AI może coś stworzyć, a my możemy mieć do tego łatwy dostęp, nie znaczy, że warto sięgać po to doświadczenie regularnie. Technologia potrafi otwierać drzwi, pod które sami byśmy nie podeszli i nie ma w tym absolutnie nic złego; nie chodzi o to, by tych drzwi nie szukać, ale by nie uznać za oczywiste tego, że te drzwi zawsze wskaże nam ktoś inny.
Nie traćmy czujności. Bądźmy ciekawi – tak samo nowinek technologicznych, które z całą pewnością mogą przyczynić się do wielu fantastycznych i rewolucyjnych zmian w obszarach, które faktycznie tych zmian potrzebują, jak i niezmiennie naszego środka, naszej wrażliwości, naszej podróży za prawdą, w której muzyka od wieków nam przecież towarzyszy. Ona nie służy jedynie konsumpcji, ona hołduje doświadczeniu. Dzięki niej przeżywamy coś czasem po raz pierwszy, a czasem po raz kolejny i znów. Poznajemy i kształtujemy swoje gusta, budując sobie świat oparty na języku, którego korzenie nie składają się z komputerowych algorytmów, a z naszej wrażliwości, poruszeń i potrzeb.
Nie bójmy się
Chciałabym, by ten rok przyniósł Państwu choćby i kilka momentów prawdziwej, muzycznej uważności. W oderwaniu od online i technologii, w kontakcie z drugim człowiekiem i muzyką żywą, tak prawdziwą, że niemal namacalną. Zróbmy z muzyki towarzyszkę naszej codzienności, może nawet rytuał, którego przeżywanie wypełni nas nową, dobrą energią. Eksperymentujmy i szukajmy, nie zamykajmy siebie i innych w szufladach, w których spędziliśmy dotychczasowe życie. Dajmy sobie szansę na coś nowego, innego. Coś, co pokaże nam, że świat jest znacznie większym i piękniejszym miejscem niż to, do którego już się przyzwyczailiśmy, i które siłą rzeczy – przestaliśmy zauważać. Nie twórzmy nieistniejącego wroga, nie bójmy się złotych wrót opery, niezrozumiałego programu filharmonii czy przekonania, że trzeba się znać, by czerpać przyjemność, trzeba wiedzieć, o co chodzi, by móc to poczuć. W świecie nieskończonego wyboru odpowiedzialność za sposób słuchania spada coraz bardziej na nas. To my decydujemy, czy pozostaniemy konsumentami, czy staniemy się uczestnikami.
A jedynym warunkiem tego uczestnictwa jest ciekawość.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













